Archiwa tagu: podróż

Powiedział mi wróżbita

Tak właśnie zachowujemy się wobec wróżbitów. Ledwie coś powiedzą, my natychmiast wytężamy umysł, aby znaleźć coś co pasuje do ich słów. Znajdujemy w tym niejaką przyjemność, jak w pisaniu wierszy.

W 1976 roku podczas pobytu w Hongkongu będący wówczas w rozkwicie kariery reportażysty Tiziano Terzani usłyszał od starego Chińczyka ostrzeżenie, wróżbę: “”Strzeż się! Istnieje wielkie ryzyko, że umrzesz w roku 1993. Dlatego nie wolno ci w tym roku latać. Ani razu!”

Racjonalny, pochodzący z zachodniego świata dziennikarz nie przejął się specjalnie tymi słowami, zwłaszcza, że perspektywa szesnastu lat była wystarczająco odległa. A jednak, przepowiednia zapadła gdzieś w zakamarkach pamięci, by powrócić w chwili, gdy rok 1993 był już na wyciągnięcie ręki. Powiedział mi wróżbita. Lądowe podróże po Dalekim Wschodzie są zapisem tego wszystkiego co wydarzyło się wokół tej, pozornie błahej historyjki. Czytaj dalej Powiedział mi wróżbita

Po śladach

Nie należę do osób, które kupują książki pod wpływem okładek. Są mi zupełnie obojętne, a w dobie ebooków jeszcze się to wzmocniło. Oczywiście raz na jakiś czas trafia się jakiś wyróżniający się pomysł czy coś przyciągającego. Ale zwykle nie jest to powód do zakupu. Ale gdy zobaczyłem jeszcze w fazie przed wydaniem, okładkę do książki Po śladach Agnieszki Wolny-Hamkało, było w niej coś elektryzującego. 

Zdjęcie Łukasza Rusznicy, rozmyte litery tytułu przyciągały.  Czytaj dalej Po śladach

Moje bieguny

Cią­gle się za­sta­na­wiam, ja­kie są mo­ty­wa­cje, aby ro­bić ta­kie rze­czy. I nie znaj­du­ję od­po­wie­dzi. Nie wiem. My­ślę, że to coś, co jest w czło­wie­ku, im­puls, i dla­te­go trze­ba to ro­bić. Czy się chce, czy nie chce, po pro­stu trze­ba to zro­bić. 

Gdy Marek Kamiński zdobywał bieguny zdarzało mi się powtarzać, że nie rozumiem, jak na własne życzenie można wystawiać się na działanie tak ekstremalnego chłodu. W dorosłym życiu nie przepadałem za zimą. Zdecydowanie wolałem gorąco, zawsze istnieją sposoby schłodzenia się. Rozgrzać wyziębiony organizm jest znacznie trudniej. 

Nie wiem czemu, ale rok temu – po śmierci syna – nastąpiła zmiana. W pierwszych tygodniach (listopad, grudzień) przesiadywałem godzinami na balkonie, ubrany niezbyt mocno. Chłód działał na mnie uspokajająco. Wkrótce zacząłem wychodzić na dłuższe spacery wzdłuż Wisły. Zacząłem poznawać miejsca, w niedalekim otoczeniu mojego miejsca zamieszkania, o których nie miałem pojęcia. Stawałem pośrodku pustej przestrzeni i starałem się czuć chłodne powietrze. Czytaj dalej Moje bieguny

Na południe od Brazos

Na okładce polskiego wydania Na południe od Brazos widnieje zachęta w postaci fragmentu recenzji z USA Today: „Jeśli miałbyś w swoim życiu przeczytać tylko jeden western, przeczytaj Na południe od Brazos. Coś w tym jest, bo niemal cały czas w trakcie lektury ponad ośmiusetstronicowej powieści Larry’ego McMurtry miałem przekonanie, że ja znam tę historię. Opowieść o pędzeniu bydła przez setki mil od Teksasu do Montany pod koniec XIX wieku. Czytaj dalej Na południe od Brazos

Jezioro

Sięgam powoli po książki kupione pod wpływem różnych impulsów. Jezioro Bianca Bellovej otrzymało liczne nagrody, niezłe recenzje, choć to zwykle zbyt mało, żebym dawał szansę. Pamiętam jakiś wywiad z autorką, który zostawiłem sobie do przeczytania dopiero po lekturze książki, ale przepadł gdzieś w licznych zakładkach. Musiała przeważyć czyjaś opinia. Intrygująca to rzecz. Czasem odpychająca, momentami wciągająca.  Czytaj dalej Jezioro

Grobowiec w Sewilli

Dopiero po zakupie Grobowca w Sewilli skojarzyłem nazwisko autora Normana Lewisa. Niestety, to wszystko co w Neapolu’44 mnie tak rozczarowało wróciło w zwielokrotnionej formie. Nudna, bez emocji, większych refleksji próba opisu podróży po Hiszpanii w momencie wybuchu wojny domowej. Pretekstem do podróży jest próba odnalezienia rodzinnego grobowca w sewilliskiej katedrze. Czytaj dalej Grobowiec w Sewilli

Las nie uprzedza

Najpierw była okładka. Czytając większość książek na czytniku nie mam już okazji patrzeć na okładki. Nigdy też nie stanowiły one dla mnie tego pierwszego sita selekcji, o jakim często się słyszy. W tym wypadku mam jednak papierową wersję. Leży od kilku tygodni na biurku i patrzy na mnie, a ja na nią. I zastanawiam się o co chodzi. Szczególnie, że na stronie redakcyjnej jest informacja, że autorem zdjęcia jest Krzysztof Środa, czyli autor książki. Ale jakiego zdjęcia? Tego okienka wmontowanego w dziwny rysunek? Znając zamiłowanie autora do specyficznego rodzaju okładek, tylko się dziwiłem. Dlaczego ten różowy kolor? Ale w książce wszystko się wyjaśnia. Dość szybko. Czytaj dalej Las nie uprzedza