Globalny Minotaur

Po krótkiej przygodzie z hardkorowym libertarianizmem w wykonaniu Stevena Landsburga moja kolejka lektur wychyliła się przypadkowo w drugą stronę. Tym razem padło na Globalnego Minotaura autorstwa Yanisa Varoufakisa, byłego ministra finansów Grecji w rządzie lewicowej Syrizy (okres od stycznia do lipca 2015). Varoufakis określa siebie mianem “niekonsekwentnego marksisty” (erratic marxist). Nie wiem, czy w tej definicji chodzi o to, że jego marksizm jest umiarkowany, czy też, że dopuszcza pewne wolnorynkowe, czy też kapitalistyczne rozwiązania.

W zasadzie nie ma to znaczenia. Obaj ekonomiści są wyśmienitą ilustracją Pierwszego Prawa Ekonomii: “Na każdego ekonomistę przypada inny równie ceniony ekonomista o odmiennych poglądach”. Definicję przytaczam za Paulem Knottem (To boli!), ale nie wiem, czy to jego autorski pomysł, czy też zacytował zasłyszany żart (choć właściwie to prawda).

W każdym razie w jednym tygodniu przeskoczyć z libertarianizmu do marksizmu to jednak jest poważne wyzwanie. Obawiam się nieco o moje zdrowie. I pragnę najszczerzej jak mogę jakiegoś umiarkowania w poglądach.

Wspominałem słowa Varoufakisa przy okazji tekstu o stainbeckowskich Gronach gniewu  półtora roku temu. Podobał mi się ten wybrany fragment całej zaś pracy byłego ministra nie poznałem. Dopiero teraz przyszła na niego kolej.

Miałem przekonanie, że Globalny Minotaur powinien być ważną książką. Oto reprezentant rządu Grecji, czyli kraju, który wyjątkowo doświadczył konsekwencji kryzysu po 2008 roku zamierza przedstawić własną wizję tego, co wówczas się stało i jak do tego doszło. Varoufakis był również zaangażowany w negocjacje z EBC oraz MFW dotyczące tego, jak ma wyglądać pomoc Grecji. Co prawda negocjacje te były dość twardą grą w stylu “nie chcemy z wami w ogóle negocjować” i koniec końców jego kariera ministra finansów zakończyła się po sześciu miesiącach.

“Globalny Minotaur” jest metaforą reprezentującą Stany Zjednoczone, a dokładnie deficyt handlowy i budżetowy USA, który “karmi się” towarami i kapitałem z całego świata i tak prowadzi politykę gospodarczą, żeby owinąć sobie cały świat według palca. Już we wstępie Varoufakis zastrzega się, że problem z metaforami jest często taki, że naciąga się pewne tezy, aby pasowały do metafory, tak aby była ona jak najbardziej przejrzysta i dosadna. Zwraca uwagę na to, że chyba udało mu się tego uniknąć. Brutalna rzeczywistość jest jednak inna – nie udało się.

W pewnym momencie przestałem zaznaczać już na czytniku wątpliwe fragmenty i wziąłem stary dobry ołówek i kartkę, by zapisywać swoje wątpliwości i fakty do sprawdzenia. Varoufakis pogubił się w spójności własnych metafor. Jego książka jest krytyką kapitalizmu, ostrą krytyką Stanów Zjednoczonych oraz ostrą krytyką systemu finansowego. W zasadzie w porządku. Każdy z tych elementów ma swoje wady. Nie jest bez skazy, można mieć dużo wątpliwości co do wyboru pewnych działań i rozwiązań. Ale – do diabła ciężkiego – w tej krytyce, nie przesadzajmy z manipulacją.

Wyjaśniając genezę kryzysu z 2008 roku Varoufakis pisze historię na nowo. Opisuje jak jego zdaniem “wypaczył się” dwudziestowieczny amerykański kapitalizm. W jaki sposób doszło do kryzysu z 1929 roku, co było dalej i dlaczego za zło tego świata odpowiedzialne są Stany Zjednoczone.

Upraszczam? To nie ja. Do połowy książki – to jest moment, w którym przerwałem i nie mam ochoty na więcej – nie pada nawet słowo o komunizmie czy Związku Radzieckim. Varoufakis buduje historię świata w oparciu o wizję złego hegemona – USA, który poddał sobie cały świat zachodni, zaś wojnę wykorzystał do tego, by jeszcze bardziej wszystkich omamić, a z Japonii i Niemiec (czyli swoich wojennych przeciwników) stworzyć bazę do tego, żeby świat finansował amerykański deficyt.

W jego wizji historii nie ma przypadków. Wszystko jest intencjonalne, politycy (amerykańscy) są wyrafinowani, inteligentni i przewrotni. Tak jakby zupełnie nie pamiętał 2008 roku, gdy było widać, że decyzje o tym jak ratować światową gospodarkę i finansów, były jednym wielkim eksperymentem, podejmowanym z lękiem i z oporami. Tak jakby zupełnie nie doceniał roli przypadkowości i zdarzeń, na które człowiek nie ma wpływu. Prosta sprawa czyli jego diagnoza i opis kryzysu z 29 roku. Varoufakis próbuje udowodnić, że ten kryzys byłby o wiele głębszy i trudniejszy do zażegnania, gdyby nie jedno ale…

Gdyby nie rzeź drugiej wojny światowej, kryzys 1929 roku trwałby nadal jeszcze w latach czterdziestych.

To ten rodzaj zdań, z którymi nie ma jak dyskutować.

„Gdyby nie II wojna światowa polska byłaby potęgą w elektronice”.

„Gdyby nie II wojna światowa Niemcy byłyby nic nie znaczącym kraikiem”.

„Gdyby nie II wojna światowa Związek Radziecki zostałby pokonany przez Chiny”.

Takich „gdyby” można stworzyć setki na potrzeby swoich własnych poglądów. I wszystko udowodnić.

Varoufakis analizuje kryzysy jako istotny element rozwoju – cywilizacji, społeczeństw, przyrody. Pisze, że są one ważne, że po każdym kryzysie przychodzi odbudowa i rozkwit. Ale co jakiś czas przychodzi Kryzys, który niszczy wszystko co wcześniej i nic nie jest już takie samo. Takim właśnie był ten z 29 roku (niefortunnie przerwany przez wojnę) oraz ten z 2008 roku. Po takich kryzysach zmienia się paradygmat, nastają nowe zasady. W gruncie rzeczy nie jestem w stanie znaleźć różnicy między jego opisem kryzysów i Kryzysów. W obu przypadkach zaczynają obowiązywać nowe zasady, bo zmienia się układ sił. Na przykład w naturze po wymarciu jakiegoś gatunku, pojawiają się zupełnie inne.

Właściwie gdzieś w tle widać intencje – jego zdaniem, gdyby nie Kryzysy, gospodarki nie byłyby tak cykliczne i nie tak nieprzewidywalne, a co za tym idzie ludziom żyłoby się lepiej i dostatniej. Czy wspomniałem, że w jego wizji świata nie ma nic o komunizmie i Związku Radzieckim? Krytyka kapitalizmu amerykańskiego jest totalna i zmasowana. WallStreet i finansjera opanowały świat. W związku z tym co chwilę mamy Kryzysy, które służą wyłącznie umacnianiu się pozycji USA. A to wszystko przez to, że “społeczeństwa anglosaskie są bardziej podatne, niż inne na kulturowe oszustwa neoliberalizmu”.

Pamiętajmy – Varofufakis mianuje się marksistą. Może niekonsekwentnym, ale marksistą. Więc gdy czytam, jaki kapitalizm jest zły, a w międzyczasie pada takie zdanie:

Gdy szlachetne intencje socjalistów-rewolucjonistów zostały wypaczone najpierw przez fanatyków z obsesją władzy, by później wyrodzić się w niemający przyszłości przemysłowy feudalizm […]

to wiem już wszystko. Może marksista jest niekonsekwentny, ale boleśnie ukąszony wizją świata równości, komunizmu, sprawiedliwości. Który jest cudownym systemem, który zepsuli ludzie.

Czy wspomniałem już, że w jego wizji świata nie ma nic o komunizmie i Związku Radzieckim?

II wojna światowa – korzystna dla USA, które podporządkowały sobie przeciwników – Japonię i NIemcy – i stworzyły z nich światowe przyczółki. O roli ZSRR – cisza.

Czy wspomniałem, że w jego wizji świata nie ma nic o komunizmie i Związku Radzieckim?

Wojna domowa w Grecji 1946-1949. Wywołana przez imperializm brytyjski i amerykański. Ani słowa o drugiej stronie konfliktu wspieranej przez ZSRR.

No dobra – myślałem sobie – facet krytykuje kapitalizm. Ma do tego prawo. W końcu system pełen jest wad, które widzimy wszyscy. Może w końcu poda jakieś pomysły na rozwiązanie, może jest uprzedzony do Amerykanów. W końcu to książka o kryzysie kapitalizmu, a nie komunizmu.

I wtedy – niemal dokładnie w połowie książki – w trakcie wywodu o tym, jak to źli finansiści doprowadzili do coraz częstszych Kryzysów, i o tym, że cykliczność gospodarek jest wątpliwa, i że można byłoby uniknąć załamań, gdyby nie ten paskudny kapitalizm amerykański w wersji neoliberalnej; właśnie wtedy czytam jak to Amerykanie w latach pięćdziesiątych kombinowali, żeby podporządkować sobie świat i zabezpieczyć się przed takimi kryzysami jak ten w 1929 roku; właśnie wtedy czytam:

Jeśli miałby się pojawić kryzys o podobnej intensywności, podczas gdy globalny kapitalizm wspierałby się na jednej tylko podporze (dolarze), przyszłość wyglądałaby niewesoło – zwłaszcza biorąc pod uwagę znaczną stopę wzrostu Związku Radzieckiego, którego gospodarka była odporna na zarażenie kapitalistycznymi kryzysami.

Jeszcze raz przeczytajmy na głos: “znaczną stopę wzrostu Związku Radzieckiego, którego gospodarka była odporna na zarażenie kapitalistycznymi kryzysami.”

Ufff, wody, wody, głęboki oddech. Czy mowa o tym samym Związku Radzieckim, który doprowadził do klęski głodu w latach 32-33, tego samego, który utrzymywał nieefektywny, niewydajny przemysł, o którym tak doskonale pisał między innymi Fiedosiejew?

Pamiętam, jak w latach osiemdziesiątych w trakcie panującego wówczas kryzysu czytaliśmy z upodobaniem w czterotomowej encyklopedii PWN hasło “kryzys”. Cytuję z pamięci: “faza rozwoju gospodarczego nie występująca w krajach socjalistycznych”. Nie sądze, żeby Varoufakis znał tę encyklopedię, no ale w XXI wieku pisać takie bzdury? Nawet, gdy się ogłasza marksistą?

Moja lektura Globalnego Minotaura w tym momencie została zakończona. To nie ma sensu. Jeszcze tylko dla porządku i w skrócie wymienię różne manipulacje Varoufakisa

Teza o pojawieniu się katastrofalnego upadku dopiero w XX wieku w przemysłowym kapitalizmie, w przeciwieństwie do stopniowych recesji, które charakteryzowały świat przedprzemysłowy. No cóż, a Egipt, Rzym, kryzys bankowy w 1772 (Anglia i Europa) i generalnie osiemnasty wiek, upadki kolejnych mocarstw światowych (kolonizatorów). To nie były stopniowe recesje, to były kryzysy zmieniające porządek w świecie geopolitycznym.

Podobna manipulacja związana z genezą kryzysu 1929 roku – konsekwencja uprzemysłowienia i nowych idei finansowania. Uparte powtarzanie, że kryzysy wcześniejsze były lokalne.

Teza, że standard złota eliminował kryzysy. To jest to samo przekonanie, które pojawia się co jakiś czas. Między innymi w książce Marcina Popkiewicza Świat na rozdrożu.

Jeśli ktoś ma ochotę, to polecam absurdalne rozważania autora o tym, czym jest wartość, a czym nie. Tak się zapętlił w metaforach, wykorzystując między innymi wątek robotów z Matrixa, że zapomina zadać podstawowego pytania “wartość dla kogo”.

Jego teza o przewrotności i wyrafinowaniu Amerykanów, którzy z Japonii uczynili sobie producenta, dzięki któremu handel amerykański mógł wznieść się na nowy poziom troche nie ma poparcia w faktach. Wystarczy przypomnieć sobie ogromny problem Amerykanów z zalewem japońskich samochodów i tanim dolarem w latach 80. Ale co tam fakty, ważna jest teza.

To jest zresztą duży problem logiki wywodu. Niedocenianie roli przypadku w rozwoju świata. On tłumaczy wszystko tak bardzo intencjonalnie, że jest to zabawne. Ewolucja czy historia jest właściwie zestawem przypadków i błędów, co ładnie wyjaśnia między innymi Harari. Dla Varoufakisa, za wszystkim stoi chciwy Amerykanin, który podporządkowuje sobie świat, a każde jego działanie jest przemyślane.

Trzeba jednak mu oddać honory, gdy pisze o tym, że matematyka finansowa doprowadziła do ukrycia ryzyka, choć ekonomiści byli przekonani (lub wmawiali to sobie), że to ryzyko wyeliminowano. Niestety to za mało w kontekście tych dziesiątek manipulacji w dalszym tekście.

Kapitalizm ma wady. I to całkiem sporo. Choć idąc tropem niekonsekwentnego marksisty należałoby powiedzieć, że idee kapitalizmu wypaczyli chciwi ludzie. Próbując zbudować metaforę, tak lubianą przez Varoufakisa można by powiedzieć, że kapitalizm jest jak człowiek. W jednej wersji taki, w drugiej inny. Niedoskonały. Ma narządy, które są zbędne (wyrostek robaczkowy). Podejmuje dziwne i nieracjonalne decyzje. Gdy jest młody ryzykuje ponad miarę. Gdy się starzeje podatny jest na choroby i zranienia. Ale w gruncie rzeczy jako system działa nie najgorzej. Czy jest jakaś alternatywa?

Być może za kilkadziesiąt tysięcy lat pojawi się jakiś organizm, który będzie doskonalszy.

Być może za kilkadziesiąt -kilkaset lat kapitalizm będzie w zupełnie innej formie.

Alternatywą nie jest komunizm. Ten się nie udał w żadnym z krajów, gdzie próbowano go wdrożyć. Zawiódł człowiek, cóż za zaskoczenie.

Żeby być sprawiedliwym – libertarianizm też się nie uda, jeśli kiedykolwiek uda się jego wyznawcom stworzyć jakąś spójną formę (co zdaje się jest wykluczone, wszak idea państwa dla libertarian jest absurdalna). Zawiedzie – cóż za zaskoczenie – człowiek.

 

**

No dobra. Ja do niej wrócę. Jak ochłonę. Bo jednak interesuje mnie jego interpretacja tego co zdarzyło się w Grecji przed kryzysem 2008.

ilustracja do tekstu: Jean-Baptiste Peytavin, Siedmiu Ateńczyków darowanych Minotaurowi, 1802

Globalny MInotaur, Y. Varoufakis

Globalny Minotaur, Yanis Varoufakis

Wyd.: PWN, 2016

Tłum.: Joanna Bednarek

Podziel się

3 thoughts on “Globalny Minotaur”

    1. szczególnie na wykład „dlaczego marksiści w XXI wieku sprytnie próbują przemilczeć znaczenie ZSRR dla swojej myśli” 🙂
      Swoja drogą trafiłem na wpis Edwina Bendyka http://antymatrix.blog.polityka.pl/2015/02/10/polowanie-na-minotaura-czyli-lustrowanie-varoufakisa/

      Ciekawa jest dyskusja pod tym wpisem. Raczej komentatorzy nie poznali książki Varoufakisa, ale wszyscy jadą po Gadomskim, bo oto bije naszego (czyli kolesia, który „mówi jak jest” o banksterach). Nie mogę znaleźć tekstu Gadomskiego, żeby zobaczyć czy faktycznie napisał pamflet, czy jednak wyciągnął sporo niespójności w jego rozumowaniu. Bo z wpisu Bendyka trudno to wywnioskować

      1. Kojarzę trochę artykuł Gadomskiego o Varoufakisie był chyba w sobotniej wyborczej i coś kojarze, że mu wypunktował Gadomski pewne nieścisłości. A Varoufakis może być przekonywujący – dosyć przystojny, wysoki fajnie zbudowany, młodo-wyglądający, bez krawata, jeździ na motorze- i tak hehe nie boi się powiedzieć w oczy banksterom prawdy o nich jacy są chciwi:) i niszczą przez to biednych…

        A tak w ogóle to Gadomski sam nie wie co mówi – kapitalizm mu zabija czytelnictwo gazet w Polsce to on zamiast ten kapitalizm krytykować to jeszcze uważa, że to jest dobrze, że czytelnictwo spada w kapitaliźmie…:)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *