Bezmatek

Żałoba jest indywidualna. Być może występują jakieś schematy, ale spektrum możliwych przeżyć, zachowań i emocji jest tak ogromne, że zawsze będzie indywidualna. 

Trafiam na nowość – Mira Marcinów Bezmatek. Kupuję natychmiast, choć zwykle nowości muszą u mnie odczekać cierpliwie w kolejce.

Od kilku miesięcy robię to samo, co Helen Macdonald otaczam się książkami o żałobie. Ona szukała odpowiedzi – przynajmniej tak napisała. Ja nie wiem, czego szukam. Wspólników w emocjach? Ten nurt śmiało można nazwać literaturą żałobno-terapeutyczną. Taka jest jej rola. Pomaga radzić sobie autorom. Może również czytelnikom.

Czytam Bezmatek i nic mnie nie wzrusza. Nie podoba mi się język, pełen schematów, kalek. Autorka ma trzydzieści pięć lat, dzieli nas ponad dekada, nieco więc dziwi mnie podobny świat wspomnień – piosenek, rymowanek, odwołań. Ale nic więcej nie robią mi jej słowa. Żałoba jest indywidualna. Nie musimy jej rozumieć, nie powinniśmy oceniać.

Nudzi mnie, zupełnie nie porusza. Książeczka jest niewielka, więc chcę ją po prostu skończyć. I nagle już pod koniec następuje zmiana. Czytnik pokazuje mi, że zostało dwadzieścia procent, dwanaście minut czytania. Pojawia się szczegółowe wyjaśnienie tytułu “bezmatek” oraz takie nagromadzenie emocji i słów, których nie czułem wcześniej. Tak jakby było pisane w innym stanie, w innym momencie. Bardzo możliwe. Dla mnie wartość była w tych dwunastu minutach.

O tym, że moja matka jest nieśmiertelna dowiedziałam się dopiero po jej śmierci. I skąd to niby miałam wiedzieć? Że matki będzie więcej teraz o tak naprawdę nigdy nie umrze.

[Photo by Damien TUPINIER on Unsplash]

Bezmatek, M. Marcinów

Bezmatek, Mira Marcinów

Wyd.: Czarne, 2020

Podziel się

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *