Magia czy nuda książki

Szanowni państwo, zanim kupią państwo nowego smartfona w naszym salonie, prosimy o zapoznanie się z tym aparatem fotograficznym. Klasyczna klisza, 36 klatek, czarno białe fotki. Na życzenie dołożymy państwu światłomierz. Tu jest wizjer. Tu się ustawia ostrość. Nie nie widać podglądu na ekranie LCD. Bardzo nam przykro. To PRAWDZIWY aparat fotograficzny.

Bierzemy losowo wybraną grupę dorosłych i proponujemy im układ: miesiąc z klasyczną lustrzanką. Zanim dostaną smartfona. Jak by zareagowali?

Byłby opór, czy nie? Nie chodzi mi o pojedyncze osoby, które powiedzą:

    –  O, tak, to fajny eksperyment. Zróbmy tak przez miesiąc, a później zrobię z tego relację na fejsiku.

A gdyby to było dłużej niż miesiąc.

Większość by zaprotestowała, czy nie?

Wolałaby zdjęcie z wakacji lub romantycznego spotkania tego rodzaju:

Henri Cartier Bresson
fot: Henri Cartier Bresson

… czy może takie:

Stopy na plaży
fot. ktoś w sieci

Naturalnie nie chodzi o to, czy nasza apka do fotek w smartfonie/tablecie ma opcję robienia zdjęć czarno-białych. Tylko, żeby robić czarno-białe zdjęcia, prawdziwym aparatem, obcować z prawdziwą sztuką, blebleble… Tak jak mówimy dzieciakom, o tym, że mają czytać książki, bo to rozwijają wrażliwość, wyobraźnię, blebleble..

Czytelnictwo wciąż umiera

Niedawno zarówno Biblioteka Narodowa, jak i Polska Izba Książki opublikowały raporty dotyczące stanu czytelnictwa w 2015. Sytuacja od lat nie jest zbyt optymistyczna. Czytamy mało. Bardzo mało. To widać w codziennych obserwacjach, rozmowach, odwołaniach. A jeśli najbardziej popularnym autorem w 2015 roku zostaje Henryk Sienkiewicz, to chyba sporo mówi o metodologii badania, albo szczerości badanych. Najzabawniejsze w tym wszystkim jest ciągłe utyskiwanie nad tym, że musimy uczyć młodzież czytać, że należy zmienić kanon lektur. Owo utyskiwanie już przynajmniej raz doprowadziło do sporu Gombrowicz czy Sienkiewicz. Który jest większy i reprezentuje wartości. Przepraszam WARTOŚCI!

I co z tego skoro wszystko zaczyna się znacznie wcześniej.

Gdy nabyta umiejętność czytania zanika

Mam znajomego ośmiolatka. Umiejącego czytać. Lubiącego historie różnego rodzaju. Lubiącego wymyślać. Ogląda telewizję, korzysta ze smartfonów, w umiarze z komputera i w jeszcze większym umiarze z tabletu.

Bez większych problemów samodzielnie czytał książki z genialnej serii Egmontu “Czytam sobie” (http://www.egmont.pl/czytam-sobie/).

Książki z tej serii zostały podzielone na trzy poziomy. Na pierwszym poziomie zawierają podstawowe litery alfabetu, bez dwuznaków. Zdania są proste i krótkie. Do współpracy zostali zaproszeni znani polscy twórcy. Samo to już sugeruje, że musi być ciekawie. To wyzwanie dla autora, stworzyć fajną historyjkę dla dzieci, która ma pewne ograniczenia formalne. I nie ma to być kilka nudnych zdań. Ma to być historyjka!

Drugi poziom, to dłuższe zdania, dodatkowe litery. Trzeci poziom to już prawdziwe czytanie.

Mamy w zestawie i bajki i wierszyki i literaturę faktu! Tak, tak. Historia misji Apollo 11, wyprawa Amundsena na biegun południowy, czy opowieść o katastrofie Titanica.

W tygodniu, gdy mój ośmiolatek czytał właśnie samodzielnie książeczkę o pierwszym locie na księżyc, miał również w szkole zadaną lekturę. Doktor Dolitlle i jego zwierzęta.

Pierwsze strony. Wydukane, wymęczone, sylabizowanie wyrazów. Znudzenie, ziewanie, czytanie bez zrozumienia. Co chwila pytanie, co oznacza jakieś słowo.

W końcu pada – Jakaś nudna ta książka.

Tak. Nie da się zaprzeczyć. Siedzę z boku słucham, zagryzam zęby i coraz bardziej się zastanawiam, co jest nie tak.

Dochodzimy do zdania..

“Lecz śnieg spadł tego roku wcześniej niż zwykle; a chociaż stary kulawy koń przywiózł mnóstwo drzewa z lasu, tak że mogli rozpalać wielki ogień w kuchni, to jednak większa część jarzyn była już zjedzona, a resztę przykrył śnieg”.

Proszę przeczytać je sobie na głos. Dwa razy. Drugoklasiści dopiero zaczynają uczyć się czytać. Jedni robią to lepiej, drudzy gorzej. Zapominają o znakach przestankowych, czytają jednym ciągiem, co jeszcze bardziej utrudnia zrozumienie tekstu. Komunikują się bez problemów, rozmawiają z nami, ze sobą i nagle czytają zdania, których nie rozumieją. Zdania z jakiegoś odległej rzeczywistości.

Język

Zmienił się język, świat, sposób przedstawiania tego świata w kinie, książce, telewizji.

Tymczasem jakby o tym zapomniano w szkole. I męczymy dzieciaki książką napisaną 100 lat temu. Czy gdy zaczynamy naukę języka angielskiego to robimy to na dramatach Shakespeara, albo niemieckiego na podstawie Fausta Gotehego? Jeśli nie, to dlaczego do diabła zamęczamy nasze dzieciaki czymś dla nich obcym, choć dookoła są setki dobrych, współczesnych książek dla dzieci. Dziwimy się później, że nie czytają? Jeśli książki kojarzyć im się będą z nudą i męczarnią po co mają do nich sięgać? To jakiś artefakt z przeszłości. Tablety, smartfony, xboxy – tu jest życie. A nie w czymś dziwnym i niezrozumiałym. W tym wypadku dodatkowym problemem jest tłumaczenie. Autorem zacytowanego wyżej fragmentu jest Wanda Kragen (1934 rok).

Sięgnąłem więc po nowsze tłumaczenie – Beaty Adamczyk z 2006 roku.

“Tego roku śnieg spadł dużo wcześniej. I choć kulawy koń przytargał z lasu mnóstwo drewna, by mieli czym rozpalić pod kuchnią, większość warzyw została już zjedzona, a to, co zostało, przykrył biały puch.”

Nieco lżejsze są te zdania. Uwspółcześnione. To nie jest wybitne tłumaczenie (zdarzają się drobne wpadki w treści), dodatkowo nowe wydanie książki ma pewną dość zabawną wadę.

Magia cenzury

Starsi czytelnicy być może przypominają sobie historię księcia Bumpo z Dr Dolittle. Otóż książe Bumpo znalazł niegdyś śpiącą królewnę, którą ucałował zgodnie z zaleceniami z książki, którą przeczytał. Królewna po zbudzeniu wykrzyknęła tylko “Och, czarny człowiek” i w żadnym wypadku nie chciała wyjść za niego za mąż. Bumpo prosi więc doktora o wybielenie, w zamian za to pomoże im wydostać się z więzienia (czyżby Michael Jackson stąd czerpał inspirację?). Doktor postanawia wykorzystać swoje środki medyczne, zaś Bumpo jest przekonany, że to wielkie czary. Stąd tytuł rozdziału Medycyna i czarnoksięstwo (lub w nowszym wydaniu Medycyna i magia).

I tu dochodzimy do nowego wydania Dr Dolittle. Bazuje ono na ocenzurowanej wersji. Zgodnie z wolą spadkobierców, część treści “rasistowskich” została usunięta w pewnych wydaniach, choć nadal dostępne są pełne wersje. W efekcie w polskim tłumaczeniu jest rozdział, gdzie Bumpo po prostu uwalnia bezinteresownie więźniów. Nie ma ani medycyny, ani magii. Ale tytuł rozdziału pozostał. Biada zbyt dociekliwemu młodemu czytelnikowi, który się zastanawia dlaczego ten rozdział tak się nazywa.

Kwestia cenzury starych książek jest zabawna. W Najbardziej niebieskim oku Toni Morrison, pojawia się również marzenie o zmianie nieakceptowanego wyglądu. Piękna białych i brzydoty czarnych. Nikt nie załamuje rąk nad rasizmem. Może dlatego, że autorka książki jest czarną Amerykanką, nie zaś białym Brytyjczykiem.

Wróćmy do kwestii (nie)czytania przez dzieci.

Minęło 20 lat od premiery filmu Młodzi gniewni (Dangerous Minds) z Michelle Pfeiffer w roli głównej. Wprowadzając młodzież w świat książki nauczycielka LouAnn pokazuje im, że poezja, to również piosenki, których słuchają. Dylan to również Dylan. Jeden pisał piosenki pełne symboliki, drugi wiersze. Ale młodym, trzeba to pokazać. Części wspólne światów, który znają i ten, który uważają, ża świat szkoły, nauczycieli, rodziców.

W filmach mamy wyidealizowany świat, ale taki gdzieniegdzie istnieje. Zdarzają się nauczyciele ambitni, którzy wiedzą jak zaciekawić dzieciaki i młodzież. Jest ich niewielu, ale są. Ponieważ nie ma ich zbyt wielu trzeba szukać szerszych rozwiązań. Samymi hasłami, że książki czytać warto lub trzeba nic nie zdziałamy. Nie da również nic wydanie kilkuset milionów na rozwój i promocję czytelnictwa. Urzędnicy sobie wymyślili, że rozwój czytelnictwa to kupowanie nowości do bibliotek. Można i tak. Ale to nic nie zmieni.

Średni nakład książki w Polsce to od kilku lat nieco ponad 3,5 tysiąca egzemplarzy. Średni nakład w Czechach 3 tysiące. Czyli nie jest tak źle! Ups, Czechów jest 3 razy mniej. Książki i czytania u nas się nie szanuje. Widać to po braku rozmów o wydawanych pozycjach. Pomijam dyskusję o 50 twarzach Greya, która przetoczyła się chyba przez wszystkie możliwe media.

– Jakiż to gniot.

– Ale może tego potrzebuje współczesny czytelnik?

– A może to nie gniot, może to znak czasów?

Zachęcamy dzieciaki do czytania, dając im o ręki nie coś ciekawego, tylko nudę. Tak, jakbyśmy samych siebie zmuszali do pokochania czarno-białej fotografii. Każdy bez wyjątku musi ją robić. Klasycznym aparatem fotograficznym. Bo jeśli nie to nie zrozumie sensu selfików ze smartfona.

Szmyrgnijmy nieco

I już na koniec, do refleksji jeszcze jedna lektura drugoklasistów. Puc, Bursztyn i goście, Jan Grabowski. Rok 1933. Kilka wybranych zdań.

“Już miał szmyrgnąć na ulicę. Wtem furknęło mu coś nad głową”.

“Pucunio ostrożnie nie odpowiedział nic na tę chwalbę”.

“Rzeźnik był gbur i człowiek z gruntu nieużyty. Nigdy nie pozwolił wpaść psom choćby na jedną chwileczkę do jatki. A tym razem nie tylko nie zauważył Puca, jak się wkradł za Katarzyną, nie tylko nie krzyknął na niego, nie złapał za kark i nie wyrzucił za drzwi, ale udawał, że nie widzi, jak Puc łasuje z niecki te ochłapy, te zrzyneczki rozkoszne, na które wszystkim psom z okolicy ślinka ciekła do pyszczków”.

“Rozżarł się Puc, o Bożym świecie nie wie!”

Widzicie podkreślone zdanie? Dajcie je przeczytać dzieciakom, które dopiero uczą się czytać. Zapytajcie co zrozumiały. Gdy przebrną przez podwójne przeczenie „nie tylko nie”, dotrą do “niecki” i “zrzyneczek” i zaczną literować nieznane sobie słowa, zapominając o co chodziło w tym zdaniu może zwątpicie w sens takiego właśnie czytania.

Jeśli już chcemy męczyć książkę z 1933 roku (to przecież nasza klasyka; KLASYKA) to zredagujmy ją językowo. Dostosujmy do aktualnego słownictwa. Dobra, niech te miastowe dzieciaki czytają o życiu na wsi, praniu w baliach, choć pewnie i dla wielu wiejskich dzieci może to być egzotyka.

Ale w ten sposób, nie zachęcimy dzieci do czytania. Książki będą się kojarzyły wyłącznie z jakimś starym, nieatrakcyjnym i niezrozumiałym światem.

**

Jest sobie taka organizacja International Literacy Association. Promują czytelnictwo, współpracują ze szkołami, bibliotekami, nauczycielami, recenzentami, organizują spotkania autorskie. Przyznają nagrody najlepszym książkom. Rekomendują. Działają.

Współpracują z podobnymi organizacjami na całym świecie. Również w Europie. Również w Europie Środkowo-Wschodniej. Szukamy… Bułgaria, Chorwacja, Czechy, Estonia, Węgry, Litwa, Macedonia, Rumunia… P, P…, Polska? Polsko, gdzie jesteś?

Dr Dolittle i jego zwierzęta, H. Lofting drDolittle2Dr Dolittle i jego zwierzęta, Hugh Lofting

Wyd:, Siedmioróg, 2003

Tłum.: Wanda Kragen

Inne wydanie:

Wyd:. Zysk i S-ka, 2010

Tłum.: Beata Adamczyk

Puc, Bursztyn i goście, J. Grabowski

Puc, Bursztyn i goście, Jan Grabowski

Wyd.: Nasza Księgarnia, 2009

Podziel się

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *