Trudno być bogiem [3]

Można było wykorzystać banalny (przynajmniej od czasu Wehikułu czasu Wellsa) koncept podróży w czasie, żeby przenieść bohaterów z rozwiniętej cywilizacji do czasów średniowiecznych. Arkadij i Borys Strugaccy zrobili jednak coś nieco innego. Wymyślili, że rosyjscy uczeni z Ziemi – gdzieś w przyszłości, dzięki odpowiedniej technologii i podróżom międzygwiezdnym znajdą planetę, na której istnieje ludzka cywilizacja znajdująca się na poziomie zbliżonym do znanego nam średniowiecza. Powieść Trudno być bogiem, wydana została w 1964 roku. W grudniu tego samego roku Erich von Däniken publikuje w czasopiśmie Der Nordwesten tekst “Czy nasi przodkowie mieli wizytę z kosmosu?”, cztery lata później publikuje bestsellerowe Rydwany bogów.

Nie mam pojęcia, czy Däniken znał powieść Strugackich, ale inspiracja, która pomogła mu zbudować swoją “hipotezę”, nie jest wcale wykluczona. Według Dänikena ludzkość musiała w przeszłości doświadczyć wizyty rozwiniętych cywilizacji z kosmosu, gdyż pewne budowle i znaleziska wykluczają dokonanie ich prymitywnymi metodami. W powieści Strugackich – rosyjscy naukowcy, pełnią rolę historyków, obserwatorów wtapiając się w zastaną rzeczywistość na obcej planecie. Mają nie ingerować w procesy społeczne i cywilizacyjne, choć mają do dyspozycji nieporównywalnie wyższą technologię – łącznie ze strumieniowaniem danych na Ziemię, z kamer, którymi są kamienie szlachetne noszone jako ozdoba na głowie.

Główny bohater na Ziemi – Anton, w królestwie Arkanar – don Rumata jest kimś w rodzaju nietykalnego szlachcica, mimo toczonych dookoła intryg, morderstw, czy torturowania przeciwników. A świat dookoła jest wyjątkowo nieprzyjazny, realną władzę nad nim ma don Reba, Minister Ochrony Berła, torturując i mordując przeciwników politycznych. Budując świat bez naukowców, lekarzy, nauczycieli, co spokojnie można by odnieść do rzeczywistości w stalinowskiej Rosji. Porównania są nieuniknione – wymuszanie zeznań, przyznania się do spisków itp. To co jednak jest fantastyczne w tej powieści to właśnie sportretowanie satrapy-dyktatora. W zasadzie można by powiedzieć, że to uniwersalne zachowania i mechanizmy. W powieści pojawia się jeszcze jedna postać Waga Koło, też mająca pewne cechy, które można by ładnie zaadaptować do rzeczywistości nie literackiej, w jakimś kraju, gdzie pojawia się ktoś o zapędach autorytarnych, szukający na innych haków.

Waga, rzecz jasna, zacząłby przede wszystkim szukać niezadowolonych. I, rzecz jasna, najgłupszy z nich wydałby mu się zbyt czysty i nie nadający się do wykorzystywania. […] To właśnie najgorsze, że psychologia takich potworów jest jak najciemniejszy las. Dużo trudniej zorientować się w niej niż w psychologii cywilizacji pozaziemskich. Zachowanie potworów można wyjaśnić, lecz diabelnie trudno je przewidzieć.

Prowadzenie fabuły Trudno być bogiem bywa czasami męczące, jednak dla mnie największą wartością są właśnie kwestie związane z władzą, jej używaniem i nadużywaniem. A już zupełnym majstersztykiem dyskusji etyczno filozoficznej jest rozdział ósmy, w którym don Rumata prowadzi rozmowę z lokalnym znachorem Budachem. Rozmawiaja o tym, czym jest dobro, zło, szczęście. W jaki sposób i czy w ogóle można zapobiec złu na świecie. 

Zło jest nie do wytępienia. Żaden człowiek na świecie nie jest w mocy zmniejszyć jego ilości. Może nico polepszyć własny los ale zawsze kosztem pogorszenia losu innych. Zawsze będą królowie bardziej lub mniej dzicy i zawsze będzie ciemny naród żywiący podziw dla swych ciemiężców, a nienawiść do swego wybawcy. I wszystko dlatego, że niewolnik znacznie lepiej rozumie swego pana, choćby najokrutniejszego, niż swego wybawcę, każdy bowiem doskonale potrafi sobie wyobrazić siebie w roli pana, mało kto zaś w roli bezinteresownego wybawcy.

Zaznaczyłem sobie ten fragment, bo chyba będę go pokazywał, za każdym razem, gdy będzie padało pytanie – dlaczego mimo ujawnienia tylu afer, kłamstw, manipulacji, nadużywania stanowisk, Prawo i Sprawiedliwość ma tak wysokie poparcie? A może właśnie dlatego, że część tak sobie wyobraża właśnie władzę – jako zagarnianie całymi garściami i korzystanie z przywilejów. “Gdybym ja był premierem, też bym się nie przyznał do spowodowania wypadku”.

Książkę napisali twórcy żyjący w dyktaturze komunistycznej, która na sztandarach miała wypisane hasła o równości i sprawiedliwości dla wszystkich, a w rzeczywistości w imię tych haseł terroryzowała swoich własnych obywateli. Bo za “systemem” stali ludzie. Zwykli ludzie pełni namiętności i wad, o czym – w ostatnich latach widzę to coraz częściej – zapominają reprezentanci nowej lewicy, przekonujący wszystkich dookoła do haseł o równości, sprawiedliwości, redystrybucji dóbr, przymusu dla “zbyt bogatych”. Zapominają, że dość szybko, ktoś zacznie wykorzystywać sytuację, nadużywać władzy, stanowisk, ktoś inny będzie chciał mieć więcej niż inni, pracować więcej niż inni, a nie korzystać wyłącznie z dochodu gwarantowanego. Budach zdaje się być takim dobrym i naiwnym, który wierzy, że wystarczy dać ludziom wszystko i zniknie bieda. Rumata wciąga go w rozmowę, czego chciałby, gdyby mógł prosić o coś boga?

[…] Daj im pod dostatkiem chleba, mięsa i wina, daj im dach nad głową i odzienie. Niechaj znikną głód i nędza, a wraz z tym cała reszta, która ich dzieli.

[…] Rumata pokiwał głową. – Bóg odpowiedziałby panu: “Nie wyjdzie to ludziom na dobre. Albowiem silni waszego świata odbiorą słabym wszystko, co im dałem, i słabi znów staną się nędzarzami”.

– Prosiłbym Boga, by chronił słabych. “Oświeć okrutnych władców” – powiedziałbym.

– Okrucieństwo jest siłą. Utraciwszy je, władcy utracą tym samym siłę i wówczas zastąpią ich inni okrutnicy. […]

– Spraw więc, by ludzie otrzymali wszystko i nie odbierali jeden drugiemu tego, co im dałeś.

– To również nie wyjdzie im na dobre – Rumata westchnął – albowiem jeśli otrzymają z rąk moich wszystko za darmo, bez wysiłku, zapomną, jak wygląda praca, postradają chęć do życia i przeistoczą się w moje zwierzęta domowe, które odtąd będę zmuszony karmić i odziewać wiecznie.

Tak to już jest z tym człowiekiem. Nieustannie chce czegoś więcej i więcej.

Gdyby dziś powstawała taka książka, prawdopodobnie wątek miłosny byłby znacznie bardziej rozbudowany – może nawet stanowiłby motyw przewodni całości. Starając się nie ujawnić konkretów, napiszę również, że gdyby na podstawie książki miałby powstać film hollywoodzki, to tenże wątek miłosny prawdopodobnie musiałby się zakończyć inaczej. 

Na fotce ilustrującej ten wpis jest kadr z filmu z 2013 roku, w reżyserii Alekseya Germana. Film dostępny jest w sieci. Ciężki. Gęsty. Brutalny. Nie byłem w stanie obejrzeć go w całości, bo choć rozumiem zamysł pokazania tej brutalności z czasów stworzonych przez Strugackich, to mimo wszystko książka pozostawia znacznie więcej pola do własnej wyobraźni.

Trudno być bogiem, Arkadij i Borys Strugaccy, w:

Tłum: Irena Piotrowska

Piknik na skraju drogi i inne utwory, A., B. Strugaccy

Piknik na skraju drogi i inne utwory

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.