Centrala Europa

Lipcowy oddech lip, blask rzek, obietnice kajzera i uperfumowana wilgoć unosząca się znad kobiecych piersi rozpuściły się w przesyconym roztworze, którego cząstki rozpierzchły się na wszystkie strony i przysiadły na lipach w ptasim przebraniu, a potem – niezdolne do odrębnego bytu poza granicą nasycenia – połączyły się z nowymi, krystalicznymi hasłami kajzera.

A czyż przepowieść nie emanuje większą uczciwością, większą – moglibyśmy rzec – cnotą od pozostałych form literackich? Jej rozmaite konwencje tkają przecież gobelin świętego porozumienia i świętej zgody między czytelnikiem – który dostaje mistyfikację, jakiej pragnie, w pudełku rozmiarów bombonierki – a pisarzem, którego nieobecność czyni zeń figurę niemal boską. Fakt, siła przekonywania przepowieści wystrzeliwuje ją niekiedy w kosmos, nadając wydarzeniom absurdalny kształt snu

Kajzer wrzasnął: „Niemcy!”. Na murach cekhauzu ożyły kamienne hełmy, które przez blisko dwa stulecia przesłaniały posłusznie kamienne kołnierze. W mrocznym wnętrzu hełmów krople podekscytowanej wilgoci pragnęły zamienić się w orły.

Sprawdzam, że w papierowej wersji Centrala Europa Williama Vollmanna ma osiemset dziewięćdziesiąt sześć stron. Na czytniku dotarłem do czterech procent, czyli przeczytałem mniej niż pięćdziesiąt stron. Po kilku podejściach na przestrzeni miesiąca. To chyba rekord, ale nie jestem w stanie znieść tego języka. Te trzy fragmenty to próbka stylu autora.

Przeładowanego, przegadanego, przekombinowanego. Na siłę. Napuszonego. 

Styl jest czymś w rodzaju przyprawy do opowieści. Jeśli nawalisz cały worek papryki do niewielkiego garnka nie da się tego zjeść. Szkoda mi czasu na przedzieranie się przez te fajerwerki słowne, żeby wyłuskać historię. W materiałach reklamowych czytam “Napisana z rozmachem panoramiczna powieść historyczna”. Tak jest w tym rozmach, bez wątpienia. Rozmach zbyt wielu słów.

“Książka w bardzo nowatorski sposób traktuje o narodzinach dwóch totalitaryzmów: niemieckiego i rosyjskiego” – to mnie zachęciło. Nie dałem rady. Szkoda mi czasu i energii.

 

Centrala Europa, W. T. Vollmann

Centrala Europa, William T. Vollmann

Wyd.: WAB, 2021

Tłum: Jędrzej Polak

2 komentarze do “Centrala Europa”

  1. Recenzje były entuzjastyczne, więc od razu rzuciłam się na tę książkę, pasowała mi bardzo do tematu, w którym akurat siedziałam, pisałam recenzję dwóch paradokumetalnych opowiadań Stefana Türschmidta „Struna” (o generale poruczniku Andrieju Andriejewiczu Własowie, bohaterze-antybohaterze stalinizmu i hitleryzmu) i „Wyspa Nazino” (o makabrycznych wydarzeniach do kanibalizmu włącznie na tej niesławnej wyspie w roku 1933). Z rozpędu wgryzłam się dość głęboko, ale ostatecznie spasowałam, bo tu lato (2021) wokół, akurat pandemia trochę odpuszczała, więc niejakie wytchnienie, a ja jakbym gryzła glinę. Opus magnum okazał się być opusem malignum. Bardzo jestem ciekawa, czy autorzy tych pochwalnych recenzji faktycznie przeczytali całość, czy tylko przekartkowali, wykonali zadanie zachwalenia i zwinęli honorarium? Pewnie niemałe, bo książka ma swoją wagę. Niestety, podejrzewam, że zgarnęli kasę za nieprzeczytanie, bo nie wierzę, żeby chwalili z przekonania. Chętnie bym ich przyparła do muru i przepytała ze szczegółów, przynajmniej miałabym jakąś mściwą satysfakcję ;).

    1. To byłoby ciekawe. Wśród zachwytów – jest m.in. Michał Nogaś. Ja bym chętnie posłuchał kogoś, komu faktycznie podpasowała. Żeby mi opowiedział o swoich wrażeniach. Nawet nie chodzi o przekonywanie do niej. Tylko zobaczenie, co innych tam urzekło, czy wciągnęło.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.