Ostatni pisarz

Spodobała mi się ta okładka stylizowana na okładkę starej książki. Spodobał mi się opis Ostatniego pisarza, komiksu stworzonego przez Jana Mazura i Roberta Sienickiego. Gdzieś tam, w niedalekiej przyszłości, w której maszyny przejęły pracę za człowieka, istnieje jeden, niekopiowalny przez algorytmy pisarz. Stąd pomysł na misję kosmiczną – będzie pierwszym człowiekiem, który poleci zobaczyć pierścienie Saturna i spisze na żywo swoje wrażenia. Ponieważ jego stylu nie potrafią jeszcze naśladować algorytmy istnieje szansa na powstanie arcydzieła.

Niemal natychmiast ta redakcyjna zapowiedź skojarzyła mi się z pewnym fragmentem Jeśli zimową nocą podróżny Italo Calvino. Dwa lata temu na LinkedIn poświęciłem nawet temu fragmentowi pewien wpis, bo właśnie wtedy byłem po rozmowach ze specjalistami od od optymalizacji i pozycjonowania tekstów (SEO),  którzy chcieli mnie nauczyć pisania tekstów –   przepraszam: “contentu” –  w taki sposób, żeby bożek Google był zadowolony. Ciężkie to były rozmowy, bo nie dotyczyły treści, stylu i przekazu, tylko tego, żeby tekst był widoczny, klikalny. Daleko temu podejściu do lekkości, indywidualnego stylu.  Teksty produkowane przez specjalistów SEO, w ich rozumieniu genialnie spełniające warunki algorytmów, były raczej proste, żeby nie powiedzieć prostackie. Ale mają szansę się klikać.

Pozwolę sobie więc raz jeszcze przypomnieć ten obszerny fragment z książki opublikowanej w 1979 roku.

Zapytałem Lotarię, czy przeczytała te kilka moich książek, które jej pożyczyłem. Odpowiedziała, że nie, gdyż nie ma tu do dyspozycji komputera. Wyjaśniła mi, że odpowiednio zaprogramowany komputer może „przeczytać” powieść w parę minut i sporządzić listę wszystkich wyrazów zawartych w tekście w porządku wyznaczonym przez częstotliwość występowania.

– W ten sposób mogę natychmiast rozporządzać ukończoną lekturą – mówi Lotaria – przy jakże cennej oszczędności czasu. Czymże innym jest bowiem lektura tekstu, jak nie odnotowaniem pewnych powracających motywów, powtarzających się form i znaczeń. Lektura elektroniczna dostarcza mi listę frekwencji i wystarczy ją przejrzeć, bym mogła wyrobić sobie zdanie o problemach, które książka wnosi do mojej rozprawy krytycznej. Oczywiście, największą frekwencję posiadają rodzajniki, zaimki i partykuły, ale to nie na nich skupiam uwagę. Sięgam od razu po słowa nacechowane znaczeniem, które mogą mi dać dokładne wyobrażenie o książce.

Lotaria przyniosła parę powieści rozpisanych przez komputer w formie sekwencji wyrazów ułożonych według częstotliwości występowania. – W powieści zawierającej od pięćdziesięciu do stu tysięcy wyrazów – powiedziała – warto przyjrzeć się słowom, które występują około dwudziestu razy. Proszę tu spojrzeć. To słowa, które pojawiają się dziewiętnaście razy:

dowódca, krew, mają, natychmiast, odpowiada, pająk, razem, robisz, strzelasz, twoja, warta, widział, zęby, życie…

A te pojawiają się osiemnaście razy:

chłopcy, ci, dopóki, dosyć, francuski, furażerka, idę, jeść, kartofle, marchew, mierzyć, nadchodzi, nowy, piękny, przechodzi, wieczór…

– Nie wie pan jeszcze, o czym mowa? – pyta Lotaria. – Nie ma wątpliwości: to powieść wojenna o rozbudowanej akcji, napisana suchym językiem i zawierająca pewną dozę okrucieństwa. Można by sądzić, że to książka pozbawiona głębi, lecz dla nabrania pewności zawsze lepiej zbadać wyrywkowo listę słów występujących tylko raz, a nie mniej przez to istotnych. Weźmy na przykład tę sekwencję:

podburzeni, poddasze, podkopana, podkopany, podkop, podłoże, podpinka, podręczny, podskórny, podszycie, podszewka, podziemne, podziemny…

– Nie, to nie jest tak jednoznaczna książka, jak mogło się wydawać. Musi kryć w sobie jakiś sekret: tym tropem należy prowadzić dalsze badania.

Lotaria pokazuje mi następną serię wyrazów.

– To zupełnie inna powieść. Wystarczy spojrzeć, proszę zwrócić uwagę na słowa, które powracają około pięćdziesięciu razy:

mało, mąż, miała, Riccardo, swój (51), była, co, dworzec, ma, odparła, przed (48), jakiś, Mario, pokój, razy, wszyscy, zaledwie (47), którego, poszedł, ranek, wydawał (46), musiał (45), aż, miałby, ręka, słuchaj (43), Cecina, Delia, dziewczyna, kto, lat, ręce, siostra, wieczór (42), mogła, mężczyzna, okno, powrócił, prawie, sama (41), chciał, mnie (40), życie (39)…

– Co pan o tym sądzi? To opowiadanie konfesyjne: subtelne, ledwie zaznaczone uczucia, skromne środowisko, życie codzienne na prowincji. Dla sprawdzenia tej oceny weźmy próbkę słów, które występują tylko raz:

zacięty, zagubiona, zajadać, zajadał, zajadała, zaokrąglać, zaplątać, zaradzić, zarządca, zaś, zatłuścić, zatroskany, zazdrosny…

– W ten sposób znamy już atmosferę, nastroje, tło społeczne… Możemy sięgnąć po trzecią książkę:

Bóg, ciało, drugi, głównie, pieniądze, poszedł, rachunek, razy, włosy (39), być, deszcz, ktoś, mąka, racja, Vincenzo, wieczór, wino, zakupy (38), ciasto, jajka, nogi, swoje, śmierć, więc, zielony (36), ba, biały, czarne, dzieci, dzień, głowa, mielibyśmy, nawet, pierś, robią, samochód, stał, tkaniny, zostałem (35)…

– Powiedziałabym, że mamy tu do czynienia z wartką, krwawą opowieścią, operującą konkretem. Styl nieco chropowaty, zmysłowość wyrażona wprost, bez wyrafinowania, erotyzm ludowy. Zerknijmy teraz na listę słów o jednorazowej frekwencji. Choćby w tym miejscu:

wsiowy, współprzeżywać, wstawić, wstyd, wstydząc, wstydzić, wstydzę, wstydzilibyśmy, wstydził, wstydziła, wstydziłby, wstydziłem, wstydź, wstydzisz, wszetecznica..

– Widzi pan? To się dopiero nazywa poczucie winy! Ta cenna poszlaka może się stać punktem wyjścia dla krytycznej analizy, pozwala już sformułować założenia robocze… Nie mówiłam? Czy nie jest to system szybki i skuteczny?

Myśl, że Lotaria w ten sposób czyta moje książki, wprawia mnie w zaniepokojenie. Widzę każde pisane przeze mnie słowo już odwirowane przez mózg elektronowy, zaszeregowane według frekwencji w sąsiedztwie innych wyrazów, których nie potrafię nawet przewidzieć, i zastanawiam się, ile razy użyłem tego słowa. Czuję, że ciężar odpowiedzialności za to, co piszę, spoczywa całkowicie na tych paru wyizolowanych sylabach, próbuję odgadnąć wnioski, jakie można wyciągnąć z faktu, że użyłem tego słowa raz czy pięćdziesiąt razy. Może lepiej je wykreślić… Ale żadne zastępcze słowo nie wytrzymuje tej próby… Może zamiast pisać książkę powinienem sporządzić wykazy słów ułożonych w porządku alfabetycznym, całą lawinę wyizolowanych słów, zdolnych przekazać tę nieznaną mi jeszcze prawdę, a programista, odwracając role, zdoła z nich ułożyć książkę, moją książkę.”

Właśnie dlatego komiks Mazura i Sienickiego wydał mi się atrakcyjny. Początek był obiecujący. Poznajemy Pisarza – zgorzkniałego twórcę. Dość szybko dochodzi do konfrontacji między nim, a sztuczną inteligencją (nota bene, znacznie bardziej wyrafinowaną niż eksperci od SEO). I są tam fajne wątki – dotyczące wyborów, decyzji. Wszystko to co jest tak niezmiernie aktualne w dyskusji o sztucznej inteligencji. Ale, czegoś jednak zabrakło. Zakończenie jest w zasadzie zupełnie nijakie. Rozczarowujące. Jakby autorom brakło pomysłu. Albo ja nie potrafię odczytać ich intencji.

Ostatni pisarz, J. Mazur, R. Sienicki

Ostatni pisarz, Jan Mazur, Robert Sienicki

Wyd.: Kultura Gniewu, 2021

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.