Archiwa tagu: socjalizm

Urobieni. Reportaże o pracy

Obawiałem się nieco zbioru reportaży Marka Szymaniaka Urobieni. Całość poświęcona jest rynkowi pracy w Polsce, zaś dyskusja na ten temat przybrała w pewnych kręgach uproszczoną manierę oskarżania, za całe zło z tym związane ostatnich 30 lat rozpasanego neoliberalizmu. Bo w zasadzie wcześniej, za PRLu wcale nie było tak źle. Nic to, że ów neoliberalizm istnieje przede wszystkim w głowach oskarżycieli, ale zgrabnie brzmi, no a przede wszystkim ludzie potrzebują zawsze jasnych i prostych odpowiedzi, które zwłaszcza po fakcie łatwo jest formułować. Czytaj dalej Urobieni. Reportaże o pracy

Podziel się

Dziennik 1954

Pod osłoną nocy, z czwartku na piątek (25/26.04) Sejm przyjął uchwałę ustanawiającą rok 2020 Rokiem Leopolda Tyrmanda. Odnoszę wrażenie, że beneficjent tej decyzji i autor Dziennika 1954 mógłby poświęcić w swoich zapiskach odpowiednią notkę. Zwłaszcza, gdyby wiedział, że uzasadnienie tej decyzji odczytał marszałek Sejmu Marek Kuchciński: “W najtrudniejszych czasach zachował wymagającą odwagi niezależność intelektualną”.

Dziś czasy nie są tak trudne, ale o niezależność intelektualną raczej trudno.

To jest jednak komiczne, że z takich ust padają takie słowa w stosunku do człowieka, który dość jednoznacznie wypowiadał się o lizusach, karierowiczach i innych “postaciach”, które wypłynęły w czasach wczesnego komunizmu na fali karierowiczostwa i koniunkturalizmu. Czytaj dalej Dziennik 1954

Podziel się

Fizyka smutku

Fantastyczna! Męcząca…, a nie jednak fantastyczna!

W zasadzie to już nie wiem.

Język Georgi Gospodinowa (i tłumaczki prawdopodobnie) to kolejne perełki. Czyta się je z ogromną przyjemnością. Powoli, nie spiesząc się. Zwłaszcza, że książka w zasadzie, nie ma spójnej fabuły. Narrator sam o sobie pisze, że jest kupcem opowieści. Cały czas nie wiemy, co jest wymyślone, co wspomnieniami autora/narratora, co historiami jego rodziny, a co zupełnie innych ludzi. Pod tym względem Fizyka smutku przypomina bardzo Po trochu (Weronika Gogola). Bijąc ją jednak na głowę językiem i atmosferą. Do tego dochodzi ten łączący całość motyw Minotaura i labiryntów, który sprawia, że nie wiemy już zupełnie, gdzie jesteśmy i kim jest narrator.

Czytaj dalej Fizyka smutku

Podziel się

Mała apokalipsa

Stał egzemplarz nielegalnej Małej apokalipsy Tadeusza Konwickiego na honorowym miejscu w biblioteczce jednego z moich licealnych kolegów. Prawdopodobnie u niego przeglądałem książkę. Albo może zupełnie w innych okolicznościach. To nie ma zupełnie znaczenia, poza tym, że zupełnie mi nie podpasowała i w zasadzie na to pytanie “Czy czytałeś Małą apokalipsę” niezmiennie przez lata odpowiadałem: “nie znam, coś mi w niej nie pasowało”. Zaczytywaliśmy się przede wszystkim w Hłasce. Obu autorów można było zdobyć do pewnego czasu wyłącznie w drugim obiegu. Oficjalnie nie byli drukowani. Czytaj dalej Mała apokalipsa

Podziel się

Rewolucja nihilizmu

Wspomniał o tej książce Huxley w Nowym wspaniałym świecie 30 lat później gdy opisywał cechy propagandy w państwach dyktatorskich. Zacytował go w kontekście znaczenia, jakie miały marsze w nazistowskich Niemczech.

Owe wieczne marsze po nocy, owe przemarsze wspólnoty narodowej wydawały się niedorzecznym marnotrawieniem sił i czasu. Dopiero znacznie później i w tym również dostrzeżono wyrafinowaną wolę, dobrze umiejącą dostosować środki do przyświecającego jej celu. Maszerowanie odwraca uwagę. Maszerowanie zabija myśli. Maszerowanie niweczy indywidualność. Maszerowanie jest niedającym się zastąpić, cudownym obrzędem, służącym do tego, aby przy pomocy mechanicznego rytuału oswoić się ze wspólnotą narodową i wprowadzić ją w sferę podświadomości.

To było intrygujące. Brzmiało niesłychanie podobnie do tego, co działo się w ostatnich latach w Polsce, choć nie chodzi oczywiście o marsze wojskowe, ale o pewne comiesięczne rytuały. Być może mające na celu oswojenie ze wspólnotą narodową. Kto wie?

Rewolucja nihilizmu powstawała od 1936 roku, pierwsze wydanie ukazało się jesienią 1938 roku. Udało mi się kupić wydanie polskie z 1939 roku bazujące na piątym już wydaniu, do którego przedmowa została napisana w czerwcu tego samego roku. Swoją drogą fascynujące jest to od strony wydawniczej – niemiecki oryginał został w zasadzie ekspresowo przetłumaczony i wydany. Czytaj dalej Rewolucja nihilizmu

Podziel się

Pamiętnik umysłowego

Jakże to trafna satyra na neoliberalne korporacje, w których panem jest wiecznie niezadowolony szef, mogący w dowolnym momencie wyciągnąć argument “na twoje miejsce mam takich pięciu”. Zastraszeni pracownicy, próbują przetrwać podlizując się, łamiąc, bo chcą przede wszystkim zarobić na godne życie, tak dalekie od tego, którym się udało. Argumenty neoliberałów “zmień pracę”są skandalicznie nietrafne, bo przecież może być jeszcze gorzej, bo wszędzie dookoła elity kapitalistycznych wyzyskiwaczy czyhają na tanią siłę roboczą.

Zobaczmy zresztą sami otwierającą zbiór historyjkę Czytaj dalej Pamiętnik umysłowego

Podziel się

Szacunek w świecie nierówności

Richard Sennett, amerykański socjolog pochodzący z rodziny rosyjskich emigrantów. Bardzo mocno związany z lewicą. Ojciec i wuj byli aktywnymi członkami Partii Komunistycznej. W młodości wraz z matką mieszkał w Cabrini Green, socjalnym osiedlu w Chicago, w którym starano się stworzyć warunki do integracji rasowej i społecznej. Ubogim białym rodzinom proponowano, że w zamian za życie w Cabrini, gdzie było dużo czarnych mieszkańców, miasto pokryje czynsz.

W późniejszych latach Cabrini, ze swoimi trawnikami usłanymi potłuczonym szkłem i psimi odchodami, pełne broni i narkotyków, stało się symbolem wszystkich bolączek mieszkalnictwa socjalnego. […]

Projektanci Cabrini Green, podobnie jak rządowi planiści wcześniej i później, próbowali zaradzić większemu społecznemu złu, reagując na praktyczną potrzebę socjalną i wykorzystując mieszkania jako “narzędzie” walki z segragacją rasową. Sami trzymali się z daleka; wedle mojej najlepszej wiedzy żaden z twórców Cabini Green nie mieszkał razem z nami. Wśród sąsiadów próżno byłoby też szukać przedstawicieli niewielkiej liczebnie czarnej burżuazji. […]

Czytaj dalej Szacunek w świecie nierówności

Podziel się

Moc i chwała

Podczas niedawnego III Kongresu Polonistów i Bibliotekarzy poruszana była dwukrotnie kwestia tekstów klasycznych w kanonie lektur. Czy nadal je utrzymywać, czy może zmienić i uwspółcześnić kanon. W panelu prowadzonym przez Tadeusza Zgółkę, wzięli udział Halina Zgółkowa, Sylwia Chutnik, Andrzej Markowski oraz Sławomir Żurek. Rozstrzygnięcia ostatecznego nie było, w zasadzie można powiedzieć, że wszyscy paneliści byli za tym, żeby jednak pewien strzęp kanonu pozostał (choć raczej jako pewne trendy niż konkretne pozycje). Temat został poruszony jeszcze później przez Paulinę Małochleb, która pokazywała w jaki sposób można by w szkole opowiadać o klasyce, żeby nadać jej odpowiedni i atrakcyjny kontekst. Zarówno podczas panelu, jak  wykładu miałem wrażenie, że to wszystko nadal jest swego rodzaju walką o utrzymanie ważności pewnych tekstów wśród tych, którym wcale nie jest to potrzebne. Choć bodaj profesor Andrzej Markowski zwrócił uwagę, że chodzi o to by pokazać młodym, że pewne fundamentalne dla człowieka kwestie nie uległy zmianie i żeby w tym szukali podobieństw i różnic. Zgadzam się z tym jak najbardziej, ale wydaje mi się, że to powinno być robione o wiele bardziej inteligentnie niż tylko “zobaczcie, jak można dziś odczytać Lalkę”. Czytaj dalej Moc i chwała

Podziel się

Dom kata

Zaczynam alergicznie reagować na próbę mitologizowania socjalizmu przez część osób, które mają wyraźne skłonności do patrzenia na świat przez lewicowy pryzmat w wygodnej kapitalistycznej rzeczywistości. O ile doceniam dbałość o tych, którzy mają gorzej, którym się nie udało, lub po prostu mieli pecha w życiu i uważam, że w cywilizowanym państwie powinny istnieć rozwiązania i mechanizmy wspierające takie osoby, o tyle próba przekonywania mnie, że w zasadzie w PRL żyło się o wiele lepiej niż “w neoliberalnej Polsce” (cokolwiek by ta zbitka oznaczała) jest jakimś absurdem.

Jeśli porównamy życie w Rumunii i Polsce w ustroju powszechnej szczęśliwości, to faktycznie Polska może wyglądać jak socjalistyczny raj. Ciekawe jednak dlaczego czytając Dom kata Andrei Tompy, zacząłem przypominać sobie drobne “przyjemności” życia w PRL-u. Czytaj dalej Dom kata

Podziel się

To nie jest kraj dla pracowników (podsumowanie)

Dwa rozdziały. Dwanaście stron notatek. Taki jest efekt dalszego czytania książki Rafała Wosia To nie jest kraj dla pracowników. I w tym momencie powiedziałem sobie dosyć. Nie jest twórcze i inspirujące tropienie nieścisłości i opinii przyoblekanych w ubranie faktów. Szkoda mi czasu na polemikę wszędzie tam, gdzie są wybiórcze dane, półprawdy i drobniutkie (a czasami spore) manipulacje. Czytaj dalej To nie jest kraj dla pracowników (podsumowanie)

Podziel się