Czarodzieje mogą wszystko

Zagryzałem wewnętrzne zęby, ale czytałem dalej. Miałem dosyć tego słodko-pierdzącego tonu. Wszystko co najgorsze w pseudomentorskim tonie skupiło się w tej książce. Nie zdzierżyłem przy metodzie Silvy, podanej specjalnie w przypisie, gdy grupka przyjaciół myśli pozytywnie o uzdrowieniu kolegi i oczywiście, cóż za zaskoczenie…. udaje się. Nawet lekarze się dziwią, że nastąpił taki cud. Naprawdę? W książce dla dzieci promowana jest szarlataneria? Bez najmniejszego krytycyzmu, a nawet z sugestią, że to prawda? Wrrr.

Zaczęło się niewinnie. Z dużym zainteresowaniem przeczytałem tekst o Dariuszu Chwiejczaku, autorze książki Czarodzieje mogą wszystko. Niemal natychmiast kupiłem książkę i zaczęliśmy wspólnie z 9-letnim synem lekturę. Wciąż lubię mu wieczorami czytać niektóre rzeczy, dobrze się przy tym bawimy, pada mnóstwo pytań dotyczących świata, a dla mnie to sposób na poznawanie lektur dziecięcych i młodzieżowych.

Pierwszy zgrzyt pojawił się już niemal na początku. W jednym z pierwszych rozdziałów pojawia się taka myśl:  przypadki nie istnieją, wszystko ma sens i cel, w snach zapisane są ważne wskazówki. ALARM! Czerwony alarm w mojej głowie. Czuję ogromną niechęć do wyjaśniania świata “przez znaki”. Przypadek uwielbiam, bo prowokuje do działania i podejmowania decyzji. Błędnych lub nie. Ale nie ma tam żadnej siły wyższej. Próba zaszczepienia młodemu czytelnikowi świata, w której sny należy odczytywać, przypadki nie istnieją, bo wszystko ma SENS budzi mój spory sprzeciw.

Z jednej strony to tylko książka, powinna być zabawą dla dzieciaków, z mądrym lub pouczającym przesłaniem, ale im dalej wchodziliśmy w lekturę tym bardziej miałem przekonanie, że mam do czynienia z pseudoporadnikiem motywacyjnym.

Bądź miły, grzeczny, ucz się a wszystko ci się uda. Czarodziej to ten, kto umie to wszystko sobie wyczarować. Takie to wszystko napuszone, pompatyczne i układne. Wszystkim wszystko się udaje, dzieciaki prowadzą ze sobą rozmowy jak na sesjach pseudo-couchingowych. Sztuczne, bez realnych emocji. Straszne. W zasadzie nie żałowałem, że czytamy wspólnie, bo mogłem próbować zaszczepiać krytyczne spojrzenie na prawdy prezentowane przez Dariusza Chwiejczaka.

Widzę w sieci zachwyty nad nią. “Odmieniła moje życie”, “fantastyczna”, “najważniejsza książka mojego dzieciństwa”. Część to wciąż młodzi ludzie (gimnazjaliści, licealiści). Potrzebują prostych i banalnych prawd. Ale czy muszą być prostackie i podane bez żadnej finezji? Wychowałem się na książkach Bahdaja, Makuszyńskiego, Niziurskiego, Ożogowskiej, Woroszylskiego, Twaina, L.M. Montgomery. Niemal każdy z tych autorów operował ironią, humorem, stworzone postaci były inteligentne i zabawne. Młodzież u Chwiejczaka jest jak wycięta z magazynów poradnikowych. Wystylizowana w umysłowym fotoszopie, bez żadnych właściwości.

Całość ma więcej wspólnego z produktem marketingowym, niż literaturą.

Wolę podsuwać mojemu synowi książki takie jak te pisane przez Davida Walliamsa, w których ważne sprawy podaje się mimochodem bez nachalnego dydaktyzmu, a przy okazji babcie puszczają bąki, chłopaki się nie myją. Może to nie jest humor najwyższych lotów, ale w ogóle jakiś jest.

Chyba wyciągnę z piwnicy I ty zostaniesz Indianinem Wiktora Woroszylskiego jako odtrutkę na świat sztucznych czarodziejów wykreowanych (lepszym określeniem byłoby wystylizowanych) przez Dariusza Chwiejczaka. Może się zmieniły czasy ale mam przekonanie, że indiański kodeks honorowy z PRLu będzie o wiele bardziej wartościowy.

Czarodzieje mogą wszystko, D. Chwiejczak

Czarodzieje mogą wszystko, Dariusz Chwiejczak

Wyd.: Galaktyka, 2009

Podziel się

2 thoughts on “Czarodzieje mogą wszystko”

  1. W/w przez Ciebie artykuł o autorze książki wzbudziłby we mnie – nawet przed lekturą Twojej recenzji – raczej podejrzliwość niż zainteresowanie.
    Jeśli „literatura” motywacyjna zaczyna być adresowana do dzieci, it’s scary,
    Wyciągnij z piwnicy te starocia. Albo poszukaj innych polskich nowości. Imho Romek Pawlak to współczesny Bahdaj / Niziurski. („Czapka Holmesa”). I jest laureatem nagrody IBBY.

    Jeszcze coś chciałam polecić, ale mi ten na A. ukradł tytuł serii i nazwisko autora. Sprawdzę.

    1. Pomyślałem sobie, że to fajnie – oto korpo-człowiek chce coś napisać dla własnych dzieciaków. No ale niestety wyszło strasznie. Naciągane jest tam wszystko.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *