Macocha

Pisanie to rodzaj choroby, i choć autorkom harlekinów zwykle zarzuca się większą pazerność na kasę i mniej oryginalnych pomysłów niż autorkom ksiąg niestrawnych, nie zmienia to faktu, że jak każdą inną autorkę tak i mnie twórczość pochłania bez reszty. Z tą różnicą, że ja zawsze gwarantuję czytelniczkom happy end, a co, nie można?

Niemal od razu po przeczytaniu Krótkiej historii Ruchu, kupiłem kolejną książkę Petry Hůlovej. Macocha, odleżała swoje kilka tygodni na czytniku i sięgnąłem po nią w ramach deklaracji nie kupowania nowych rzeczy, zanim nie zmniejszę nieco stosu dotychczasowego. 

Drażni mnie w czasie czytania ta książka i wciąga. Irytuje i nie mogę jednak jej porzucić. Przede wszystkim dlatego, że Hůlová świetnie pisze. Bawi się słowami, zdaniami, przysłowiami, kalkami słownymi. Wymyśla nowe słowa. Mam przy tym wrażenie, że ogromna w tym również zasługa tłumaczki – Julii Różewicz, bo są tam takie drobnostki, ewidentnie spolszczone i genialnie pasujące.

Narratorka jest autorką powieści romantycznych i tak mówi o sobie.

Jestem ascetyczną introwertyczką ze skłonnością do słownego ekshibicjonizmu, mam też rzadki dar: potrafię za pomocą ogromnej ilości słów nie przekazać zupełnie nic, i na odwrót, umiem przekazać tę resztę za pomocą czego innego…

Jednak mimo języka, pewnego przewrotnego humoru, całość jest dość trudna. To monolog kobiety, o której z kolejnymi stronami dowiadujemy się coraz więcej. O jej życiu rodzinnym, dzieciństwie z molestowaniem w tle, przemocy w domu, relacji z sąsiadami, nadużywaniu alkoholu. Miałem taką myśl, że mógłby z tego wyjść całkiem niezły monodram – taki na wzór Ucho, gardło, nóż Vedrany Rudan.

Z drugiej jednak strony ten – niezbyt spójny monolog może męczyć, bo w zasadzie to poklejone strzępy życia, więc wydaje się, że do niczego nie zmierzamy, poza słuchaniem wynurzeń bohaterki. Niby to zabawne, ale gorzkie. Mocno podlane alkoholem.

Jednak ten męczący wywód, pozornie nie sklejających się ze sobą impresji, wspomnień i przemyśleń staje się zrozumiały na końcu. Nic więcej już nie napisze, ale jest mocne walnięcie w głowę. Monodram V. Rudan zagrała Krystyna Janda, a ja się zastanawiam, która aktorka mogłaby się wcielić w rolę bohaterki wykreowanej przez Petrę Hůlovą i chętnie bym coś takiego zobaczył.

[Photo by Roman Kraft on Unsplash ]

Macocha, P. Hůlová

Macocha, Petra Hůlová

Wyd.: Afera, 2017

Tłum.: Julia Różewicz

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.