Nocny kowboj

Żona zaprosiła mnie na film. Sama miała zdecydować co wybierze, poprosiłem tylko, żeby to nie był Top Gun. Do samego końca nie miałem pojęcia co obejrzymy. Ba, nawet gdy na ekranie ukazała się Emma Thompson i tytuł Powodzenia, Leo Grande (reż.Sophie Hyde), wciąż nie wiedziałem czego się spodziewać po filmie. Nie czytuję recenzji filmowych, nie wiem co dzieje się w nowościach.

Bardzo miły ten film. Trochę próbuje zawalczyć z pewnymi stereotypami, trochę próbuje rozmontować niektóre tabu, wpisuje się w modne nurty dyskusji o samoakceptacji, ale w zasadzie po pierwszych kilkunastu minutach myślałem o Nocnym kowboju w reżyserii Johna Schlesingera z 1969 roku.

Niestety w zestawieniu z filmem sprzed ponad pół wieku mam wrażenie, że Powodzenia, Leo Grande jest śliczną wydmuszką. Piękną pocztówką, która pozornie podjęła trudny temat, ale niestety tylko ślizga się po powierzchni.

Nocny kowboj  był jednym z moich ulubionych filmów. Do tego stopnia, że lata temu kupiłem książkę Jamesa Leo Herlihy w polskim tłumaczeniu. Musiało to być na przełomie lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych, co jest o tyle ciekawe, że chyba byłem przekonany, że film powstał w latach 70. a może nawet 80.

W każdym razie seans filmowy kilka dni temu sprawił, że odstawiłem kolejkę zaległych książek i sięgnąłem po Nocnego kowboja, zwłaszcza, że nie jest to opasłe tomiszcze.

Przypomnienie sobie filmu z Jonem Voigtem i Dustinem Hoffmanem na razie odłożę, choć od kilku tygodni wraca do mnie ze względu na muzykę, poza tym scenariusz jest dość wierną adaptacją powieści.

Tak jak wyżej napisałem film Powodzenia, Leo Grande jest niezwykle urokliwą pocztóweczką, która ślizga się po powierzchni tematu, pozornie poruszając trudne tematy. W zasadzie trudno nie zgodzić się z przesłaniem filmu, że każdy ma prawo do spełnienia seksualnego, a nawet zdecydowanie powinny mieć takie prawo osoby, które kulturowo lub społecznie są takiej możliwości pozbawione – osoby starsze, osoby z niepełnosprawnościami, dysfunkcjami. Szczytna idea (polecam genialny film z Helen Hunt – Sesje z 2012 roku, reż. Ben Lewin) zwłaszcza, w połączeniu z deklaracją głównego bohatera – Leo Grande, który oświadcza, że on “nie sprzedaje siebie, tylko oferuje usługi”. Czyli nie zajmuje się prostytucją, tylko jest pracownikiem seksualnym. Nie będę roztrząsał kwestii tego, czy takie wyjaśnienie (dość popularne w ostatnich latach) jest znów próbą zamiany pojęć, czy faktycznie tak jest.

W sytuacji z jaką mamy do czynienia zarówno w Sesjach, jak i w Powodzenia, Leo Grande, taka logika jest atrakcyjna i zdaje się być zupełnie uzasadniona. Ale przecież możemy zrobić krok dalej i wyobrazić sobie dziesiątki sytuacji, w których te logika może uzasadnić inne działania. Powiedzmy, że partnerzy w związku różnią się od siebie poziomem libido, i jeden z nich wybierze “pracownika seksualnego” do rozładowania napięcia. Przecież nie ma zaangażowania emocjonalnego; chodzi wyłącznie o świadczoną usługę. Proste!

W filmie Sophie Hyde takie pytania i rozterki nie padają, choć gdzieś sygnał o emocjonalnym zaangażowaniu Nancy Stokes (rola Emmy Thompson) się zarysowuje. W tej pocztówkowej wersji nie wiemy, co Nancy robi i przeżywa w tym czasie pomiędzy spotkaniami z Leo Grande. Nie mamy dostępu do jej emocji, frustracji, być może poczucia winy, żalu. Co nie znaczy, że ich nie ma, bo historia jest w pewnym stopniu na tym zbudowana. Mamy za to piękne hollywoodzkie zakończenie. Nie wiemy równie, co dzieje się w głowie samego Leo Grande w tych chwilach poza ekranem. Poza spotkaniami. Piękny, przystojny, uśmiechnięty, szarmancki, spełniaja fantazje i życzenia swoich klientów i klientek z urokiem mówiąc, o swoim braku zaangażowania, za to pełnym profesjonalizmie.

I tu wchodzi cały na biało, choć faktycznie ubrany w kowbojski strój Joe Buck – główny bohater Nocnego kowboja. To jest Leo Grande z końca lat sześćdziesiątych XX. wieku.

Kiedy stukając obcasami opuścił toaletę, pozostali pasażerowie wracali już do autobusu. Dwie siedzące z przodu młodziutkie dziewczyny, które przez całą drogę zdradzały zainteresowanie osobą Joego, wsiadały właśnie tuż przed nim. Jedna z nich zachichotała, podniecona jego bliskością. Joe był wniebowzięty. Kiedy przechodził obok ich foteli, uchylił rondo stetsona i obdarzył obie uroczym półuśmiechem, który sobie wypracował.

Oczywiście obaj się różnią. Joe jest prostym chłopakiem z Teksasu, nie skończył szkoły, ma “ciężkie myślenie”, ale jest przekonany o swojej prezencji i tym, że będzie zaspokajał bogate laski z Nowego Jorku. Leo jest oczytany, elokwentny, zarabia na studia. Wygląda jak bohater harlequinów – marzenie kobiet i mężczyzn. I zawsze gotowy do świadczenia usług. Podobnie jak Joe. Ale o ile w Nocnym kowboju  jest ta przejmująca scena, gdy Joe Buck jednak nie staje na wysokości zadania, to w Powodzenia, Leo Grande widz jest tak prowadzony, żeby taki scenariusz nie przyszedł mu do głowy.  

Oczywiście, czasy się zmieniły. Dziś Joe Buck nie musiałby chodzić po ulicach miast i zaczepiać potencjalne klientki. Dziś postawiłby stronę internetową, założył konto na Insta, promował się i czekał na zlecenia.

Niemniej im więcej będzie Joe Bucków, czy Leo Grande, tym większa konkurencja, tym mniejsze standardy, tym więcej starych jak ludzkość problemów.  No i przede wszystkim emocji.

Prostytucja zawsze była najtrudniejszym zawodem na .świecie, w dodatku z najostrzejszą konkurencją, a w dzisiejszych czasach dzieje się jeszcze gorzej, bo ten towar można dostać za darmo, i to w dowolnych ilościach. Jedynym sposobem, żeby wyjść na swoje, jest obrabowanie klienta, ale to wymaga zręczności i skoordynowania

Nocny kowboj jest książką o samotności i potrzebie bliskości z innymi. W zasadzie zarówno on, “Gnida” Rizzo, jak i kilka postaci drugoplanowych szukają bliskości z innymi. Za pieniądze, nawet z tymi, którzy nas krzywdzą i okradają, wszystko po to, żeby nie być samemu. Pozornie film Powodzenia, Leo Grande również dotyczy samotności, ale daje piękne lukrowane rozwiązanie, rodem z Instagrama i czasów udawanego szczęścia. Nie sięga zbyt głęboko, choć mamy takie wrażenie, bo przecież pojawiają się tam emocje i ujawnione zostają tajemnice. A jednak mimo, że od debiutu powieści J. Herlihy minęło ponad pięćdziesiąt lat mam wrażenie, że zdecydowanie prawdziwiej opisana jest tam “dusza ludzka”, niż we współczesnym filmie. 

A sam temat. No cóż, to chyba jednak tylko próba zamiany pojęć. Żadna rewolucja.

– Co to jest? Kupowanie mężczyzny, tak? To chyba najbardziej podniecające ze wszystkiego, co może się zdarzyć. No, bo na przykład dziewictwo – to jedna sprawa. Ale najbardziej dalekie, przeciwne, biegunowo różne jest chyba kupowanie kochanka?

Prawda? Oczywiście, nie mam co ukrywać, daleko mi do dziewicy. Z tym nigdy nie miałam kłopotów. Ale dawno, dawno, dawno temu, przed laty, uważałam, że powinnam wyjść za każdego faceta, z którym mam romans. Prymitywne, co?

[…]

I wreszcie! Dziś, kiedy wyszłam z łazienki i zobaczyłam ciebie, czysty symbol – bo tym właśnie jesteś, symbolem, tak, czystym symbolem, nic dodać, nic ująć. Nie wiedziałeś tego? Nie mogę uwierzyć. W każdym razie wiedziałam, że to będzie prawdziwy przełom. Nie zastanawiałam się nawet, mój drogi, nie; czułam, po prostu czułam. Sam widzisz, w jakim jestem stanie, prawda? I to ja podeszłam do ciebie. Możesz mi wierzyć, nigdy nie zrobiłam czegoś takiego! Za kogo mnie masz? Po prostu czułam i nic nie mogłam na to poradzić, a co więcej – nie chciałam. Och, kiedy nadejdzie czas. będę musiała zadać sobie pytanie, dlaczego wybrałam kowboja, i to w dodatku kowboja-kurwę.

Ale film Powodzenia, Leo Grande warto obejrzeć. A później Nocnego kowboja.

A teraz pędzę z ciekawości poczytać recenzje.

[Foto: Kadr z filmu Nocny kowboj]

Nocny kowboj, James Leo Herlihy

Wyd.: Książka i Wiedza, 1989

Tłum. Tomasz Mirkowicz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.