Kwartet aleksandryjski. Justyna

Mam taką grupkę znajomych, z którymi widzimy się dość rzadko – raz na rok, czasem kilka lat. Jednak niezmiennie spotkania te kończą się rozmowami o książkach i muzyce. Przy czym nie takich w rodzaju “co teraz czytasz?”, tylko w naturalny sposób pojawiają się skojarzenia, odwołania, przypomnienia. 

Tak było w ubiegły weekend. Podczas konferencji WallStreet (po dwuletniej pandemicznej przerwie) spotkałem się z W. Rozmawialiśmy o rynkach, życiu, cykliczności pewnych zdarzeń i zachowań ludzi (to w kontekście wydania Pieniądza E. Zoli). Mój rozmówca zaczął opowiadać o czytanej przez niego lata temu tetralogii – Kwartet aleksandryjski Lawrenca Durrella.

Kilka godzin później pierwszy tom tego zbioru – Justyna miałem już na czytniku. Do decyzji o kupnie wystarczyło mi to, co o koncepcie Durrella opowiadał mój rozmówca, oraz fakt, że książka nie jest nowością, tylko uznaną już klasyką, która ukazała się w 1957 roku. Pomysł spojrzenia na zdarzenia z różnych perspektyw, co zdaje się robić Durrell, kilka lat wcześniej (w 1950 roku) zaprezentował Kurosawa w swoim filmie Rashomon. I jak zdążyłem zauważyć, często Kwartet aleksandryjski jest zestawiany z filmem Kurosawy, może więc Durrell się nim inspirował.

Zaczynam lekturę. I już wiem, że nie będzie różowo. Mam problem z koncentracją na narracji. To ten typ opowieści, który już mnie niezmiernie nudzi. Nieco zbliżony w Wilka stepowego (a może to tylko moje wrażenie). Rozterki, problemy, podlane poetyczną egzaltacją, albo egzaltowaną poetyką. Są jakieś uniesienia miłosne do kobiet, miasta (Aleksandrii), ale wszystko to po prostu nudne. Chyba wolałbym siedzieć nadal z W. i słuchać tego co on mówił, nie tylko o samej książce, tylko tym wszystkim co w niej – w chwili własnej lektury – odczytał, zinterpretował, do jakich własnych przemyśleń doszedł. 

Bez większego żalu (może nawet z uczuciem ulgi) dokładnie w połowie książki zostawiam ją w spokoju. Przenoszę do katalogu “porzucone”. 

Spróbuję sobie w najbliższym czasie przypomnieć Rashomona

[Photo by Juan Nino on Unsplash ]

Kwartet aleksandryjski. Justyna, L. Durrell

Kwartet aleksandryjski. Justyna, Lawrence Durrell

Wyd.: Zysk i S-ka, 2017

Tłum.: Maria Skibniewska

2 komentarze do “Kwartet aleksandryjski. Justyna”

  1. „Rashomon” jest świetny, niedawno oglądałem powtórnie po trzech dekadach przerwy. Zdumiewające, ile temu filmowi zawdzięcza Sergio leone – całe sekwencje konfrontacji, a także słynne ujęcie Henry’ego Fondy, w którym kamera okrąża aktora od tyłu w „Pewnego razu na Dzikim Zachodzie”. A Durella też próbowałem czytać i miałem identyczne odczucia, oddałem do biblioteki po 100 stronach, co mi się niezmiernie rzadko zdarza.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.