Giganci psychologii

Ucieszyłem się, gdy dowiedziałem się, że Tomasz Witkowski opublikował zbiór wywiadów pt. Giganci psychologii. Rozmowy na miarę XX wieku. Kogo tam nie ma wśród jego rozmówców: Kahneman, Loftus, LeDoux, Chomsky, Baumaister! W sumie piętnaście “wielkich” nazwisk. Jednak pierwsze wrażenia z lektury były okropne.  Zastanawiałem się, co z tą książką jest nie tak. Oryginalnie ukazała się w języku angielskim i w trakcie czytania wielokrotnie miałem wrażenie, że wyjątkowo coś umknęło w przekładzie. Momentami kwadratowe zdania, nie najlepiej brzmiące po polsku. 

“około 0 procent badań”

“studenci oraz inni ludzie”

“nie mówię tu o jawnych szarlatanach, którzy doskonale wiedzą, że rozpowszechniają bzdury, ponieważ nie mam do nich wątpliwości”

Łapałem się też czasami na tym, że czytam cały akapit i nie bardzo wiem o co chodzi. 

Dziwne to wszystko było, bo znam inne książki Tomasza Witkowskiego i każdorazowo byłem pod wrażeniem i pomysłów i jakości wywodu – a ten, jest niezmiernie ważny jeśli próbuje się krytycznie podejść do różnych zagadnień, co Witkowski od lat robi.

Dodatkowo autor podszedł do tych wywiadów w sposób, za którym nie przepadam. Zdaje się, że miał listę tematów i starał się je “odhaczyć” w rozmowie, nie podążając za swoimi rozmówcami, kosztem właśnie swoich pytań, ale na rzecz rozmowy, a nie swego rodzaju “przepytywanki”.

Często również – tam gdzie zadawał pytania o kryzys psychologii – miałem wrażenie, że jego rozmówcy starają się być bardzo wyważeni i grzeczni, co w rezultacie owocowało unikaniem odpowiedzi na pytanie.

Zgłupiałem przy fragmencie wywiadu z Michaelem Posnerem, gdy Witkowski pyta o szkodliwe, pseudonaukowe metody doskonalenia mózgu. Mam wrażenie, że rozmówca w ogóle nie odpowiada na to pytanie, albo rozmijają się w intencjach. Witkowskiemu chyba chodziło o szkodliwość w kontekście braku jakiejkolwiek skuteczności, czyli ściemę. Domyślam się tego na podstawie jego wcześniejszych prac. Zaś Posner chyba to zrozumiał jako “szkodliwość” metody, więc odpowiedź wygląda na bardzo wymijającą.

I nagle coś zaczęło się zmieniać. W zasadzie powyższe uwagi dotyczą tylko trzech pierwszych rozmów. Zastanawiam się, czy coś poszło nie tak w procesie redakcyjnym, a może – jeśli rozmowy w książce są ułożone chronologicznie, autor musiał się “rozgrzać” w tych rozmowach. A może po prostu rozmówcy byli “trudni” (zdarza się tak; wywiady są trudną sztuką).

W każdym razie od strony 93 (z 450) i wywiadu z Scottem Lilienfeldem miałem już prawdziwą ucztę intelektualną. Na bieżąco sprawdzam wspominane i wymieniane przez rozmówców Witkowskiego książki – sześć, dostępnych w ebookach, kupuję natychmiast, inne wydane dawniej sprawdzam na portalach aukcyjnych. Ubolewam, że kilka nie zostało wydanych po polsku i zaznaczam sobie do przeczytania po angielsku, choć zwykle jednak preferuję te tłumaczone.

Zaznaczam, podkreślam. Notuję. Zatrzymuję się, żeby pomyśleć. Nie jest to stricte książka popularnonaukowa, w takim sensie, że przeznaczona dla szerokiego grona odbiorcy, który chce się dowiedzieć “co dzieje się we współczesnej psychologii”. Zbyt hermetyczna, zakłada pewną wiedzę o trendach w ostatnich latach. Będzie dobra dla osób, które interesują się psychologią jako nauką. Choć polecałbym ją do inspiracji każdemu, kto zajmuje się człowiekiem, nauką, światem, współczesnością. Bo padają tam naprawdę niezmiernie ważne kwestie, mimo pewnej sztywności pytań Witkowskiego, na co wcześniej zwróciłem uwagę. Co więcej, mam wrażenie, że świetna jest ta konfrontacja autora – również psychologa, ze swoimi rozmówcami, gdy on pyta o kryzys w psychologii, a inni mu odpowiadają – może i jest kryzys, ale dzięki temu wszystko posuwa się do przodu; jeszcze inni – taki kryzys, o jakim mówisz doświadczają również inne nauki; jeszcze inni – kryzys? Od wieków mówimy, że jakaś dziedzina przechodzi kryzys. Tak właśnie wygląda nauka. Do tego absolutnie fantastyczna odpowiedź (już pod koniec książki) Briana Noska, potwierdzająca moje własne intuicje.

Problem był zauważalny także w innych dziedzinach. Być może dzięki internetowi i mediom społecznościowym, zamiast sądzić, że problem dotyczy tylko mojego, niewielkiego obszaru, o wiele łatwiej jest wyjrzeć poza bańkę własnej dziedziny nauki i stwierdzić: “O rany, w biomedycynie też mają z tym problem. O, w ekonomii także. Zaraz, zaraz, a czy jest jakaś dziedzina, której ten problem nie dotyka?”. [Brian A. Nosek]

Świetna jest rozmowa z Lilienfeldem, może dlatego, że obaj rozmówcy mają ten sam “konik” – mity i bzdury w psychologii.

Kolejną grupę mitów, które uważam za szkodliwe, są te prowadzące nas do fałszywej oceny kluczowych czynników wpływających na nasze samopoczucie. Na przykład wiele osób zdecydowanie przecenia stopień powiązania szczęścia z tym, co wydarzyło się w ich życiu, zamiast wiązać szczęście z ich interpretacjami tych wydarzeń. W rzeczywistości badania sugerują, że nasze długofalowe poczucie szczęścia jest często niezależne od tego, co nam się przytrafia. [Scott Lilienfeld]

Kolejny rozmówca – Robert J. Sternberg! Fantastyczne spostrzeżenia dotyczące kreatywności i biurokracji, która ją zabija, a dodatkowo oczekiwanie poprawności metodologicznej sprawdza, że nie są podejmowane ryzykowne działania i pomysły. Mam wrażenie, że on nie mówi o psychologii tylko, o współczesnych finansach. Gdzie regulacje, przepisy, dopuszczalne interpretacje sprawiają, że większość działa według “matrycy” bojąc się odejść od niej i czasem złamać obowiązujące zasady. Nawet niech to będzie bzdurny pomysł, ale spróbujmy go sprawdzić.

Do tego dochodzi kwestia obaw przed linczem, gdy wyniki badań niezgodne są z oczekiwaniami, i bez zrozumienia szerokiego kontekstu dochodzi do szybkiego linczu, o czym pisze choćby Jon Ronson w czytanym przeze mnie niedawno  #WstydźSię!

Dawno temu ludzie popełniali błędy, przepraszali za nie, uczyli się na nich, a następnie starali się nie popełniać tych samych błędów po raz kolejny. Dzisiaj motłoch w mediach społecznościowych tylko czeka, by upokarzać innych ludzi za samo przyznanie się do błędu. [Robert J. Sternberg]

Kolejna cudowna rozmowa z Robertem Plominem! (jego Matryca leci do koszyka). Fantastyczne spostrzeżenia dotyczące diagnostyki i kategoryzacji psychiatrycznej.

Wiele krzywd wyrządza się myśleniem w stylu: “Och, to wszystko sprowadza się do rozróżnienia pomiędzy nas, normalnych ludzi, a tych schizofreników, podczas gdy wcale tak nie jest. W jakimś stopniu wszyscy jesteśmy schizofrenikami, a zależy to od tego, jak wysoki mamy wynik poligenowy. 

Czytam dalej o kryteriach diagnostyki (między innymi według DSM) i zastanawiam się, czy Robert Plomin nie jest zaangażowany w jakiś sposób w nurt, który głośno mówi, o neuroróżnorodności, o postrzeganiu zaburzeń w kategoriach spektrum zachowań i doświadczeń, o tym, że “normalność” jest znacznie szersza niż nam się przez lata wydawało.

Zarówno Plomin, jak i wielu rozmówców mówią o terapii poznawczo-behawioralnej i jej ograniczeniach! To ważne, bo – jak często bywa – doszło do pewnego przegięcia i jako najlepiej zweryfikowany rodzaj terapii, została ona niemal “doklejona do każdej sytuacji”, choć jak piszą również stosujący ją terapeuci – nie powinno się tak robić (Psychobzdury).

[pytanie: “która idea w psychologii jest powodem do największego wstydu?]

Psychologia ma wspaniałe osiągnięcia. Często skręcała na manowce, co wcale nie jest powodem do wstydu, a raczej sposobnością do uczenia się na błędach. Jednak z gałęzi psychologii, badanie ludzkiego umysłu, należy do najtrudniejszych tematów, jakimi zajmuje się nauka i nie potrzebujemy wyroczni delfickiej, aby pouczała nas o jego znaczeniu dla ludzkiej myśli i ludzkiego życia. [Noam Chomsky]

Zadane pytanie, pochodzi z listy, którą przygotował Witkowski, wraz ze swoimi studentami. Zastanowiłem się po tym pytaniu i odpowiedzi, kolejnego rozmówcy, Noama Chomsky’ego – dla mnie fantastycznej – czy takie sformułowanie pytania, nie jest swego rodzaju charakterystyczne dla młodego pokolenia. Bo zakładam, że studenci Witkowskiego, to właśnie nowe pokolenie, to które wraz z trendem “cancel culture” (i podobnych) nie dopuszcza błędów, pomyłek, a jeśli do nich doszło trzeba się wstydzić i najlepiej wycofać z życia naukowego i publicznego. 

Roy F. Baumaister – akapit po akapicie, cała rozmowa, smakowita i inspirująca. Być może znów dlatego, że pokrywają się zainteresowania obu rozmówców (czyli psychobzdury). O samoorozwoju, autentycznym ja, samokontroli i samoocenie. Prowokujące do myślenia.

Wątpliwe jest przekonanie, że mamy autentyczne “ja”, które różni się od tego, jak się zachowujemy.  Po drugie, ponieważ wszystko, co robimy, stanowi odzwierciedlena samych siebie. Chociaż czasem można chcieć się zdystansować i stwierdzić: “nie miałem tego na myśli” lub “nie chcę być postrzegany jako osoba, która się tak zachowuje”, jeżeli coś zostało zrobione, pozostaje to faktem. Nasze czyny są ekspresją nas samych. Autentyczne “ja” stanowi coś w rodzaju mitycznej istoty […] co ciekawe, jakimś cudem jest zawsze dobre. [Roy F. Baumaister]

Kolejna wspaniała rozmowa z Vikramem Patelem o psychiatrii, o tym, że gdzieś zagubiła człowieka, koncentrując się na chorobie i zaburzeniach. Wiele przemyśleń i tez, które stawia byłyby bliskie spostrzeżeniom Tiziano Terzaniego (Nic nie zdarza się przypadkiem), oraz znów wątpliwości, co do tego, czym stała się diagnostyka i kategoryzacja we współczesnym świecie. 

DSM i ICD nie są użyteczne dla lekarzy pracujących na pierwszej linii frontu, czyli w systemie podstawowej opieki zdrowotnej, ani też dla większości ludzi, którym stawiana jest diagnoza. O klasyfikacji psychiatrycznej musimy myśleć jako o rozwiązaniu pragmatycznym. Na poziomie społeczności lokalnych i opieki podstawowej sprawdzają się rozwiązania takie jak rozpoznawanie objawów cierpienia zamiast stosowania setek kategorii diagnostycznych, które wymyśliliśmy, a które bardziej mogą się przydać w specjalistycznych placówkach. […] Te klasyfikacje czasem mogą się przydawać podczas podejmowania decyzji o leczeniu, ale często nie są zbyt użyteczne dla osób przeprowadzających interwencje psychologiczne i społeczne lub dla osób diagnozowanych. Na przykład, te binarne kategorie sugerują, że osoby sklasyfikowane jako posiadające zaburzenie różnią się od innych osób, które być może mają podobne doświadczenia, ale nie spełniają arbitralnych kryteriów diagnozy.

To podkreślone przeze mnie zdanie to jest niemal esencja tego, o co walczą coraz głośniej samorzecznicy w spektrum autyzmu. To znów wezwanie do akceptacji neuroróżnorodności!

No i wisienka na torcie, czyli ostatnia rozmowa z Carol Tavris, współautorką (wraz z Elliottem Aronsonem) wspaniałej książki Błądzą wszyscy (ale nie ja). W rozmowie padają jeszcze inne tytuły książek wydanych przez Tavris, a ja się zastanawiam, czemu nikt w Polsce ich nie tłumaczy i nie wydaje, bo tematy niezmiernie ciekawe i ważne.

Tavris nie jest akademikiem, jest raczej popularyzatorem nauki i weryfikatorem idei, badań, czyli również tropi pewne mity. Wywiad zaczyna się pięknym credo:

[staram się] unikać dogmatyzmu i przyznawać się, jeżeli zmieniam zdanie, a także aby o skomplikowanych sprawach pisać najprościej, jak to możliwe. Nie można kogoś przekonać, pisząc w hermetycznym żargonie danego środowiska. Aczkollwiek istnieje szansa, że uda ci się przekonać kilka osób do tego, że skoro nie są w stanie cię zrozumieć, to dlatego, że jesteś bardzo mądry.

I kilka stron później jej wypowiedź na temat prowokacji naukowych ujawniającej pewną płytkość wypowiedzi naszpikowanej żargonem.

Kawalarze-sygnaliści. Oczywiście odbiorcy ich satyry byli zawstydzeni, sfrustrowani i rozgniewani. Feminizm nie ma żadnego wpływu na moją odpowiedź, jestem jednakowo krytyczna wobec niezrozumiałej, pełnej żargonu pisaniny,  niezależnie od tego kto ją tworzy: feministki, czy antyfeministki. Już dawno temu w Psychology Today opisaliśmy podobny figiel, którego ofiarą padły wiodące czasopisma psychologiczne, przyjmując do publikacji bzdurny artykuł napisany żargonem, zamiast tego samego tekstu napisanego poprawnym angielskim.

Jak bliskie jest mi to podejście. Walczę z tym od lat na moim własnym poletku, jakim jest rynek finansowy, żeby nie faszerować tekstów, nic nie wnoszącymi “mundro-brzmiącymi” żargonowymi pojęciami (Dywersyfikacja czyli bleblanie). Dodatkowo, kilka dni temu uczestniczyłem w rozmowie, w której rozmówczyni od samego początku starała się ustawić mnie “do pionu” właśnie żargonem i pojęciowym miszmaszem, zamiast prowadzić wymianę poglądów. Było to nawet zabawne, choć w pewnym stopniu przykre, bo pokazało ile jeszcze pracy przed psychologami, takimi jak rozmówcy Witkowskiego, którzy niemal jednogłośnie mówią – że krytyczne poglądy nie są atakiem, a wręcz są czasem niezbędne, by wypracować rzetelny, naukowy konsensus, a nie okopać się na swoich stanowiskach. Na to zwraca uwagę jeszcze jeden z rozmówców Witkowskiego – Daniel Kahneman. Wspaniały, kreatywny psycholog, który odmienił postrzeganie finansów, choć rozmowa z nim pozostawiła we mnie spory niedosyt. Nieco różniła się od innych. Wyglądała tak, jakby Kahneman nie miał zbyt dużo czasu.

Mam takie refleksje po lekturze całości, że problemy, na które zwracają uwagę rozmówcy Tomasza Witkowskiego, częściowo już rozpoznane i rozwiązane (bzdurne badania, terapie, idee) u nas dopiero zaczną być dostrzegane. I walka z nimi wcale nie będzie łatwa, bo jak przekonać samych psychologów i psychoterapeutów, którzy stosują różne (certyfikowane) terapie, że skoro skoro zapłacili za kursy i szkolenia, to dana terapia jest bez większej wartości w świetle danych dotyczących skuteczności. Istniejący u nas wciąż pogląd, że psychologia jest bardziej “sztuką” niż nauką rozmontowali już dawno giganci psychologii. W Polsce, nieliczne osoby — Witkowski do nich należy – dopiero zaczynają, ale napotykają zrozumiały opór. Z drugiej strony myślę, że może pewien radykalizm Witkowskiego, dzięki jego rozmówcom, zostanie nieco utemperowany. Może spokojniejsze podejście pozwoli na znacznie większe i trwalsze zmiany.

Giganci psychologii. T. Witkowski

Giganci psychologii. Rozmowy na miarę XXI wieku, Tomasz Witkowski

Wyd.: Bez Maski, 2021

Tłum.: Magdalena Wajda-Kacmajor, Anna Olechno-Janas, Agnieszka Cioch

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.