Dziennik. Pięć zeszytów z łódzkiego getta

Być może nie powinno się tego robić, ale porównanie jest nieuniknione. Dawid Sierakowiak, polski Żyd, więzień getta w Łodzi. W dniu wybuchu II wojny światowej miał piętnaście lat. Po wojnie odnaleziono jego pamiętnik, wydany jako Dziennik. Pięć zeszytów z łódzkiego getta. Zapisywał w nim niemal każdy dzień do końca swojego życia. Ostatni wpis pochodzi z kwietnia 1943 roku. Sierakowiak umiera kilka miesięcy później. Pięć lat młodsza Anne Frank swój Dziennik prowadzi od czerwca 1942 do momentu aresztowania w sierpniu 1944 roku.

Będąc pod ogromnym wrażeniem zapisków i przemyśleń Anne Frank byłem niesłychanie ciekaw wspomnień Dawida Sierakowiaka. Jednak te dwa pamiętniki różni niemal wszystko. Wpisy Anne są bardzo emocjonalne i osobiste. Zawiera nie tylko rozterki nastolatki, ale również przemyślenia dotyczące sytuacji, w której przyszło jej żyć.

Dziennik Dawida Sierakowiaka jest tymczasem bardzo suchy. W zasadzie sprowadza się do codziennego podsumowania. Tego, jak bardzo źle było z jedzeniem, ile kosztują i jak zmieniają się ceny podstawowych produkty, jak trudno je zdobyć, jeśli nie jest się uprzywilejowanym, oraz zdawkowe informacje o pogodzie, czy sytuacji politycznej (najczęściej kwitowane “bez zmian” lub “nic się nie dzieje”). To raczej raportowanie, niż pamiętnik. Kilkukrotnie dłuższy niż standardowe notki najbardziej osobisty wpis pochodzi z dnia zabrania matki z domu do wywózki.

Przez wiele miesięcy wcześniej czytamy również o zachowaniach ojca. Możemy się domyślać tylko, jaka tragedia za tym wszystkim stała. Ojciec, podkrada jedzenie pozostałym domownikom, mimo, że głód cierpią wszyscy. Jednak te wpisy, mimo potępienia ojca przez Dawida, są w zasadzie informacjami o takich wydarzeniach. Na nieco więcej własnych opinii pozwala sobie przy wpisie przy okazji zabrania matki. Tego, jak ona starała się znosić to wszystko co działo się z najbliższymi.

Sierakowiak starał się cały czas szukać pracy, żeby zarabiać pieniądze na jedzenie i opał. Wraz z postępującym wyniszczeniem słabł coraz bardziej, więc może chciał tylko podsumować każdy dzień. Wygląda tak, jakby dziennik nie miał być wyrazem jego emocji czy przemyśleń – to być może osiągał w inny sposób. Z zapisków wynika, że pisywał różne inne rzeczy.

Z dzisiejszej perspektywy nie da się zrozumieć w żaden sposób tragedii, która miała miejsce i wyborów, do których zmuszeni byli ludzie.

Choć autor nie wierzył w różnego rodzaju plotki dotyczące końca wojny (był raczej pesymistą) to informacje, jakie dochodziły do getta były tak mocno blokowane, że dopiero w połowie 1942 roku ludzie dowiadują się, że wywożeni Żydzi nie trafiają do obozów pracy tylko są zabijani w obozach. Głód, choroby i nędza są jednak tak wielkie, że niemal każdy próbuje przetrwać jeszcze jeden dzień. Niestety jak to zwykle bywa, na krzywdzie biedniejszych korzystają inni. Związani z władzami, urzędami, uprzywilejowani mający dostęp przede wszystkim do żywności. Młody Dawid Sierakowiak ma poglądy mocno lewicujące (i nadzieję, na rozgromienie kapitalizmu przez Sowietów) i to co widzi dookoła tylko utwierdza go w poglądach.

Sposób pisania sprawia, że Dziennik Dawida Sierakowiaka na pewno stanowił ogromną wartość przede wszystkim dla historyków. Zdecydowanie większą wartość emocjonalną mają wspomnienia Anne Frank. Przy czym mam świadomość, że takie porównanie może brzmieć wyjątkowo niemądrze.

Dziennik. Pięć zeszytów z łódzkiego getta, D. Sierakowiak

Dziennik. Pięć zeszytów z łódzkiego getta, Dawid Sierakowiak

Wyd.: Marginesy, 2015

Podziel się

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *