Narodowe czytanie Boya-Żeleńskiego

Dokładnie rok temu, przy okazji narodowego czytania Sienkiewicza, nieśmiało zasygnalizowałem, żebyśmy raczej czytali Boya-Żeleńskiego. Może niekonicznie narodowo. Może po prostu. Żeby dyskutować, pamiętać i myśleć. Temat był nader aktualny – kobiety i ich prawa.

W tym roku narodowo obrabiamy Wyspiańskiego. Z całym patosem, sztucznością, uduchowieniem. Więc ja nieśmiało znów zaapeluję. Czytajmy Boya-Żeleńskiego.

Plotka o Weselu Wyspiańskiego (cały tekst dostępny w Wolnych Lekturach).

Od tego czasu, jak wspomniałem, pisano o Weselu dużo, i bardzo uczenie. Może za bardzo. Nie wiem, czy przez to nie zatraciła się nieco bezpośredniość wrażenia; czy nie zanadto wpojono publiczności przekonanie, że to jest sztuka trudna, głęboka, ciemna, symboliczna; czy nie za wiele zaczęto na temat Wesela medytować, zamiast bawić się nim i wzruszać.

W połowie XIX wieku ukazała się gdzieś w Europie broszura, w której autor dowodzi, że Napoleon Bonaparte nigdy nie istniał, a że jego historia jest tylko symbolem mytu słonecznego. Niech się nie stanie coś podobnego z Weselem; nie zapominajmy, że było ono rzeczywistością, a jeżeli stało się poniekąd symbolem, pozwólmy niech ten symbol wnika w nas bezwiednie, my zaś poddajmy się, bez troski o resztę, temu bogactwu słowa, obrazu, rytmu i uczucia, jakie płyną ku nam w tym utworze ze sceny.

A później jako suplement dorzućmy jeszcze Słonimskiego.

Największym, najpotężniejszym rozsadnikiem tej banalności myślenia jest (zwłaszcza w literaturze) szkoła. Ponieważ teraz właśnie odbywają się egzaminy, pragnę zarówno uczniom jak nauczycielom powiedzieć co o tem myślę. Przedewszystkiem istnieją dwie prawdy o każdem zjawisku literackiem, ba – nawet historycznem. Jedna – to namaszczona, pompatyczna prawda z podręczników, druga – ta szeptana na ucho prawda wtajemniczonych. […] Uczniacy, nie dajcie się nabierać, brońcie się jak umiecie, ściągajcie i podpowiadajcie sobie bez ceremonji, nie dla waszego bowiem pożytku każą wam się uczyć, że Słowacki kochał się w jakiejś p. Wodzińskiej, mimo iż pisał o niej raz, że jest bardzo brzydka, a drugi raz, że jest tylko szpetna. Jeśli belfry gimnazjalne męczą was temi banialukami, to tylko dla swojej własnej przyjemności. Lubują się oni w tych siódmych sosach po literaturze i tworzą fikcyjną naukę, parodję wszelkiej ścisłości, – historję literatury, która nie przysporzy wam nigdy prawdziwej wiedzy o człowieku, ani nie nauczy was wzruszeń, jakie dadzą wam sami pisarze i poeci bez pomocy zgrai pośredników. (Kronika tygodniowa, Wiadomości Literackie, 26.06.1927)

Podziel się

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *