Krótka historia Ruchu

Przestaję rozumieć to co dzieje się w dyskusji na temat świata dookoła. Zachowania, reakcje, styl bycia przestały mieć odcienie. Odnoszę wrażenie, że nie ma już zachowań chamskich, wrednych, pełnych przemocy, nieuprzejmych, nieprzemyślanych, Nie istnieje głupota, prowokacja, niedouczenie – wszystkie te określenia zastąpiło jedno słowo klucz. Czy może raczej wytrych, bo subtelności w tym niewiele, raczej siłowe przyłożenie do każdej niemal sytuacji – “patriarchat”. Wszystko co złe, nieakceptowane, niepoprawne zdaje się być patriarchalne. Jeśli sprawcą któregoś z wymienionych wcześniej zachowań jest mężczyzna, to rozumie się samo przez się, ale jeśli kobieta, to co najwyżej dokłada się, że wychowała się w środowisku patriarchalnym i takie są konsekwencje.

To określenie przestaje cokolwiek oznaczać, tak jak w mojej opinii nic już nie znaczy “liberał” (zwłaszcza “neoliberał”) czy „lewak”. Każde z nich ma służyć albo jako obelga, albo zamknięcie dyskusji.

Całkiem niedawno podczas jakiejś debaty, w której brała udział Olga Tokarczuk – niestety nie pamiętam, co to było za wydarzenie – jedna z uczestniczek, powiedziała, że dla jakości polityki byłoby lepiej, gdyby było w niej więcej kobiet. Nie wierzyłem w to co słyszę. Ten argument pojawił się po raz pierwszy lata temu w dyskusji w Polsce, a później do polityki nadeszło mnóstwo kobiet. Chamskich, kłamiących, manipulujących, obrażających dyskutantów. Myślałem, że ostatnie lata w polityce, z różnymi kobietami pokazały, że arogancja, buta i chamstwo są ponad podziałami płciowymi. 

A może, to patriarchat jest za to odpowiedzialny? Oczywiście łatwo zbudować narrację “one muszą walczyć z dominacją mężczyzn i przejęły ich metody. Patriarchat do tego doprowadził”. Niestety nie! To brak dobrego taktu i manier. Chęć władzy i upokorzenia innych. Istnieją kobiety na wysokich stanowiskach, które poniżają współpracowników, mobbingują, są nieuczciwe, manipulujące. Taki wybrały styl. Chamem i przemocowcem może być zarówno mężczyzna, jak i kobieta.

Innym aspektem współczesnego świata jest drażliwość i częste nierozumienie satyry, humor, ironii. Nie każdy rodzaj humoru jest subtelny i wyrafinowany. Bywa chamski, brutalny, w złym guście. Oczywiście w ramach wyrazu artystycznego, nie powinno się obrażać konkretnych osób, ani grup społecznych, ale to oznacza  – w tym drugim przypadku – że w zasadzie humor przestaje istnieć. 

Kilka lat temu Paulina Młynarska zasugerowała, że Juliusz Machulski – reżyser filmu Seksmisja powinien przeprosić za ten film:

Tam jest to przesłanie, że świat, którym rządziłyby kobiety, byłby piekłem. Patrząc z psychoanalitycznego spojrzenia, mam za sobą 11 lat doświadczenia. Nigdy nie żartujemy sobie z czegoś tak po prostu. Ten film zaszczepił bardzo dużo nieufności do kobiecości. Uważam, że za ten kawałek dotyczący spraw związanych z traktowaniem kobiet Machulski mógłby przeprosić.

W chwili, gdy dzieło zostaje upublicznione, każdy z nas ma prawo do jego interpretacji. P. Młynarska widzi Seksmisję wyłącznie przez pryzmat “świat rządzony przez kobiety”. Zdaje się nie zauważać albo ignorować, że jest to satyra na totalitaryzm. W tym konkretnym filmie dystopijny świat stworzyły kobiety (oraz mężczyzna), w Kingsajz – innym filmie Machulskiego – krasnoludki. Być może reżyser powinien przeprosić krasnoludki, zaś Orwell – świnie, za to, że ich negatywny wizerunek przedstawił w Folwarku zwierzęcym.

Do przeprosin kobiet powinna dołączyć Petra Hůlová, która w mojej opinii poszła jeszcze dalej niż Machulski. Krótka historia Ruchu to rewelacyjna satyra na totalitaryzm. Ale o ile film Machulskiego jest komedią, to w tym wypadku mamy horror, w którym “męskie” niepożądane zachowania likwiduje się w specjalnych placówkach, zwanych Instytutami przy użyciu środków, na miarę terapii Ludovica, z Mechanicznej pomarańczy.

Narratorką jest pracownica Instytutu, prowadząca zapiski dotyczące swojej pracy oraz ideologii Ruchu, którego celem jest zakończenie patriarchalnego okresu “ciemnoczasu” i przejście do nowej rzeczywistości, jaką jest “jasnoczas”.

Matką-założycielką Ruchu jest buntowniczka Rita, wokół, której, jak w każdym totalnym systemie budowany jest odpowiedni kult. Jej życie stanowi przykład dla nowych pokoleń.

Rita, trzymając się z boku na szkolnym podwórzu, obserwuje, jak dziewczęta popisują się przed chłopakami. Potem wyzywa klasową piękność do walki wręcz, z tyłu za szkołą, i właśnie tej biedaczce z rozciętą brodą (po ciosie pięścią przewraca się na żwir) robi swój pierwszy w życiu wykład. Nauczyciele mówili początkowo: „niezły numer z tej Rity”, szybko jednak przemianowali ją na „nastolatkę z zaburzeniami zachowania”. Stało się tak po szkolnym balu, kiedy Rita zadała wymalowanej wicedyrektor pytanie: „W jakim celu nałożyła pani na twarz tak koszmarną warstwę pudru, nie ma pani pryszczy, czy nie chodziło przypadkiem o ukrycie wieku? A jeśli tak, to czy zdaje sobie pani sprawę, że powiela pewien model zachowań, pani, która jako pedagog powinna przecież świecić przykładem?”.

Głównym celem Ruchu jest doprowadzenie do tego, żeby mężczyźni nie pożądali kobiet przez pryzmat ich wyglądu, młodości, urody. Do tego służy terapia. Tak jak Alex z Mechanicznej Pomarańczy, po terapii Ludovico miał odczuwać młodości na samą myśl o przemocy, tak mężczyźni w świecie opisywanym w Krótkiej historii Ruchu mają nie czuć podniecenia na widok kobiet. Zwłaszcza młodych i atrakcyjnych. Ma ich pociągać wyłącznie wnętrze. Hůlová fantastycznie stworzyła świat i argumentację narratorki. Jest charakterystyczny dla każdej ideologii totalitarnej, czy religijnej. Istnieją w niej niespójności, ale te się albo ignoruje, albo pokrętnie tłumaczy. Ale przede wszystkim celem jest stworzenie „nowego mężczyzny”.

Wykorzystujemy stan szoku. Mężczyźni są zdegustowani. Czują się oszukani i ośmieszeni, nie chcą rozmawiać o tym, co mówi ich ciało, wolą paplać o metodach, jakie stosujemy w Instytucji. Próbują się bronić, ale nie mają argumentów, prócz gadki szmatki o prawach natury, więc pozwalam im chwilę odreagować, niech mają (każda dowodząca wbija do głowy nowicjuszkom: daj im się wygadać przed Fazą numer 4), po czym wrzeszczę: „Łapami żrecie w domu czy nożem i widelcem?!!!”.

Wiadomo, co odpowiedzą, bo to pytanie retoryczne, i mogłabym teraz wykorzystać swoją przewagę ideową, by palnąć mówkę na temat całej cywilizacji i jej absolutnej sprzeczności z naturą: właśnie tak, panowie, nie jemy rękami, choć to byłoby naturalne.

Na pierwszy rzut oka można by pomyśleć, że autorka wyśmiewa niektóre idee feministyczne (co więcej wiele rzeczy w książce to echo dyskusji w publicznej przestrzeni). To byłoby zbyt proste podejście. To przede wszystkim satyra na skrajności, ideologiczne zacietrzewienie, totalitaryzm i przemoc w imię jakiejś idei. 

Najbardziej humorystycznym akcentem książki jest wyłaniające się z zapisków “trzeszczenie” świata głównej bohaterki. Jest w stanie wyjaśnić sobie wszelkie mankamenty oraz niedoskonałości, podobnie jak ideowi komuniści uważali, że trzeba ponieść pewne koszty na rzecz przyszłych pokoleń.

System zaś szwankuje w tym miejscu co zawsze. Najsłabszym jego ogniwem jest człowiek, to on się buntuje, walczy, mimo widma represji i kar, dąży do własnej  wolności i komfortu. O tym, że za każdym systemem stoi człowiek, zdają się zapominać ci wszyscy, którzy tak łatwo wykorzystują w dyskusjach łatki “kapitalizm”, “patriarchat”, “socjalizm”

Zaraz na początku mojej pracy spytałam dowodzącej, w jakiej sytuacji mogę użyć paralizatora, czym ją rozeźliłam. „Kiedy nie chcą wykonywać trudniejszych poleceń lub nie wykonują ich bez wyraźnej przyczyny”, odparła gorzko. Rita także pisała: „Przemoc jest ostatecznością”.

Oczekujemy od klientów empatii w stosunku do kobiet, lecz i oni na nią zasługują. „Nie jego wina, że żona i społeczeństwo słabo go przygotowały”, często muszę to sobie powtarzać, przekonywać samą siebie, nieraz podnosząc głos, w ostateczności wypełniam wniosek o delegację. Każdą z nas od czasu do czasu dopada syndrom wypalenia, mówimy o tym głośno, żaden wstyd. Lepszy urlop czy delegacja niż załamanie nerwowe pracownicy (którego dwukrotnie byłam świadkiem) lub, co gorsza, rezygnacja i wypowiedzenie.

Naturalnie nie tylko mężczyźni podlegają rehabilitacji, również kobiety, które nie rozumieją co dla nich ważne, mają szansę to zrozumieć dzięki odpowiedniej (znacznie łagodniejszej) terapii w odpowiednich placówkach.

Niesamowite, ile kobiet wciąż jest uzależnionych od makijażu (skonfiskowane kosmetyki haniebnie lądują w ognisku, przy którym klawiszki pieką wegekiełbaski wraz z klientkami, które zachowywały się wzorowo i zasłużyły na nagrodę). – Nie uwierzyłaby pani, w ilu regionach wciąż podąża się za modą, trendami prosto z Chin, ile kobiet ze wstrętem zakłada swój dres. Przed Ruchem jeszcze sporo pracy. 

Książka Petry Hůlovej to chyba najlepsza pozycja beletrystyczna, na jaką trafiłem w tym roku. Szukam więcej książek autorki!

[Foto: Kadr z filmu Mechaniczna pomarańcza, reż. S. Kubrick, 1971]

Krótka historia Ruchu, P. Hůlová

Krótka historia Ruchu, Petra Hůlová

Wyd.: Afera, 2021

Tłum.: Julia Różewicz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.