Ostatni brzeg

Jaki piękny jest człowiek! Szlachetny, dobroduszny, wyrozumiały, honorowy, uczciwy, empatyczny. I to mimo nieuniknionej zagłady świata. Takie mam wrażenia po wymęczeniu Ostatniego brzegu Nevila Shuta. Wydana w 1957 roku opisuje świat po globalnej wojnie nuklearnej, gdzie ostatnim lądem nie skażonym promieniowaniem jest Australia. Jednak i ten kontynent skazany jest na katastrofę, mieszkańcy czekają na nieuchronne.

Wlecze się ta książka niemiłosiernie. Ale to jeszcze byłbym w stanie znieść, w imię specyficznie hipnotycznej atmosfery zbliżającego się końca. Gorzej, że wszystkie postaci są tak cudownie cukierkowe i szlachetne, że to jest coś zupełnie niesłychanego. To jest niemal raj – nikt nikogo nie próbuje wykorzystać, ani oszukać, niemal nikt się nie boi i nie panikuje. Z każdej postaci aż bije WIELKA GODNOŚĆ w obliczu śmierci.

To wszystko jest tak piekielnie niewiarygodne emocjonalnie, że gdy już dotrwałem do tej końcówki, gdzie te emocje teoretycznie się pojawiają nie robiły na mnie żadnego wrażenia, bo akcja staje się całkowicie przewidywalna. W zasadzie już nie czytałem, tylko kartkowałem, żeby potwierdzić moje oczekiwania co do końca.

Zastanawiam się ile ta powieść mówi o pewnej wizji społeczeństwa pod koniec lat pięćdziesiątych XX. wieku. Wszyscy są piękni, odważni i honorowi. Zestawiając tę wizję świata z netflixowym Nie patrz w górę (reż. Adam MacKay) wygląda na to, że w ciągu zaledwie półwiecza człowiek stał się egoistyczny i wredny.

Książkę Shuta dwukrotnie zekranizowano. W 1959 oraz 2000 roku. Nowsza wersja trwa trzy godziny i piętnaście minut! Nawet nie będę próbował.

[Photo by Oscar Ävalos on Unsplash]

 

Ostatni brzeg, N. Shute

Ostatni brzeg, Nevil Shute

Wyd.: Rebis, 2021

Tłum.: Zofia Kierszys

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.