Krajobraz strachu

Jeden z moich ulubionych autorów książek popularnonaukowych Robert Sapolsky, swoją genialną książkę o stresie zatytułował Dlaczego zebry nie mają wrzodów. Choć w swojej pracy wyjaśnił, że zebry w pewnych warunkach mogą jednak w wyniku stresu nabawić się choroby wrzodowej, to chodziło jednak o pewien ogólny koncept. Stres ewolucyjnie ma znaczenie przystosowawcze – pomaga zareagować i uniknąć zagrożenia. Zwierzęta w środowisku naturalnym reagują stresem na zagrożenie atakiem drapieżnika, po czym wracają do swoich codziennych czynności. Zupełnie inaczej jest w przypadku człowieka, który cywilizacyjnie doprowadził do stanu ciągłego narażania się na stres, to zaś jest szkodliwe dla naszych organizmów.

Jeszcze dobrze nie zagłębiłem się w lekturze Krajobraz strachu, Adama Zbyryta – to był ledwie wstęp  – gdy już miałem refleksję – SAPOLSKY NIE MIAŁ RACJI! Co więcej w dalszej części książki, sam Adam Zbyryt przywołuje Sapolsky’ego.

Autor, ornitolog zwraca uwagę, że ptaki (oraz inne zwierzęta) żyjące wokół nas narażone są na ciągły stres, w wyniku aktywności człowieka. Przy czym nie chodzi wyłącznie o nasze bezpośrednie działania, ale również o część działań w ramach ochrony środowiska. Tworząc różnego rodzaju zamknięte enklawy, doprowadzamy do zagęszczania warunków życia drapieżników i ich ofiar, to zaś powoduje, że organizmy z dołu łańcucha pokarmowego nie mają jak zmienić siedlisk, czy terenów żerowania. Życie w permanentnym stresie prowadzi do mniejszych lęgów, gorszej rozrodczości, zmniejszonej odporności. Stres przestaje być ewolucyjnym motorem działania. Staje się – podobnie, jak w przypadku ludzi – zabójczy.

Krajobraz strachu to relatywnie nowe pojęcie w naukach przyrodniczych, dotyczące złożonych mechanizmów wpływających na kształtowanie się całych ekosystemów. 

Niesłychanie ciekawa książka dotycząca złożoności świata wokół nas. Dla mnie samego – nie zainteresowanego tak bardzo samą ornitologią, czy w ogóle życiem zwierząt  – ciekawa ze względu właśnie na opisywaną przez Zbyryta złożoność związków oraz próby ich zrozumienia. W pewnym stopniu przypominało mi to próby zrozumienia i wyjaśniania związków rządzących światem finansów. 

Człowiek ma naturalną tendencję do szukania związków przyczynowo-skutkowych, co więcej odnajduje je często tam, gdzie one faktycznie nie istnieją, nawet w losowych seriach. Adam Zbyryt opisując “krajobraz strachu” próbuje pokazać, jak nieprawdziwe okazywały się pewne intuicje naukowców, co do mechanizmów, czy wzajemnych oddziaływań gatunków. Choć miałem wrażenie, że czasami jednak wpada w pułapkę próby “jednoczynnikowego wyjaśniania”. Złożone systemy mają to do siebie, że nigdy nie zależą od jednego czynnika. Może on być momentami dominujący, ale zwykle są to subtelne relacje między wieloma. Oczywiście autor ma tego świadomość i to wybrzmiewa czasami, jednak według mnie, nie dość mocno. Widać to wyraźnie w rozdziale o gniazdach – czemu część ptaków buduje otwarte, a część zamknięte i jaka może być tym samym ich rola. 

Jeśli przyczyną nie jest lepsze maskowanie lub tłumienie głosów młodych, dlaczego część ptaków śpiewających dalej buduje zamknięte gniazda? Powód jest ten sam, co w przypadku koloru jaj – lepsza termoregulacja

Czemu uparcie szukać jednego wyjaśnienia, jeśli może to być ich zestaw. Co więcej sam autor podkreśla stale różnorodność gatunkową ptaków – to co u jednych działa w pewien sposób, u innych ma zupełnie odwrotne działanie. 

Nie podobały mi się również pewne generalizacje i analogie dotyczące człowieka. 

Istnieje duże prawdopodobieństwo, że zestresowany ojciec wracający z pracy, w której doświadczył nieprzyjemnej sytuacji podczas konfrontacji z inną osobą, rozpęta w domu awanturę. Gdy ten sam mężczyzna przeżyje silny stres niezwiązany z relacjami międzyludzkimi, po powrocie z pracy najczęściej wycofa się z kontaktu z rodziną. Moje koleżanki mają na to zachowanie własne określenie – stwierdzają wówczas, że facet chowa się w swojej jaskini. Matki powracające z pracy w tych samych warunkach będą zachowywać się zawsze w ten sam sposób – poświęcą więcej uwagi swojemu potomstwu i otoczą je szczególną czułością.

No ja nie mam przekonania, że WSZYSTKIE matki otoczą dzieci czułością. Tego rodzaju przykłady, pojawiają się kilkukrotnie i wyjątkowo operują generalizacjami, które chyba nie powinny się pojawiać w pracy naukowca.

Jeszcze się przyczepię do jednej kwestii, w tej niezwykle ciekawej i świetnie napisanej książce. Adam Zbyryt kilkukrotnie odwołuje się do prymatologa Fransa de Waala. Chodzi między innymi o kwestie antropomorfizowania (de Waal w swoich książkach wyczerpująco i przekonująco tłumaczy, o co mu chodzi, gdy pisze o świadomości czy emocjach u zwierząt, że nie są to stany charakterystyczne wyłącznie dla człowieka). Uderzyło mnie jednak co innego. Frans de Waal wielokrotnie powtarza, aż do znudzenia, że nasze niezrozumienie zachowań zwierząt może często być wynikiem tego, że źle konstruujemy badania i eksperymenty. Nie dostosowujemy do percepcji świata przez zwierzęta. Wydaje nam się, że one (zwłaszcza naczelne) powinny reagować podobnie do nas i jeśli tego, nie robią, to oznacza właśnie, że nie mają pewnych cech. Miałem wrażenie, że Adam Zbyryt nadużywa zwrotu, że zwierzęta “powinny” coś. Była w tym zdecydowanie zbyt ludzka perspektywa i nasze pojmowanie świata. Ot choćby kwestia “moralności” bogatek, przy okazji zabijania potomstwa. Nie mam przekonania, że w świecie zwierząt pojęcie “moralność” ma sens, więc stwierdzenia tego typu wydają się absurdalne.

Nie posądzajmy zatem bogatek i innych ptaków o brak moralności, gdyż my, ludzie, nie różnimy się od nich pod tym względem.

Wydaje mi się, że to były często raczej niezręczności językowe, związane z formułą książki popularnonaukowej.

Moje uwagi to tylko drobne zastrzeżenia, bo sama książka zawiera mnóstwo ciekawych informacji dotyczących współczesnego świata zwierząt i ludzi i tego jak stres wpływa na zachowania ptaków. Zarówno korzystnie, jak i niekorzystnie.

Na koniec dwie ciekawostki. Ekrany z sylwetkami ptaków mijam stale od lat. Nie zauważyłem, żeby ich liczba uległa zmianie, choć sam Zbyryt pisze, że coś się zaczęło zmieniać (w wyniku również jego działań).

istnieje wiele dowodów w postaci opublikowanych prac naukowych potwierdzających całkowity brak skuteczności tego wzoru. Dlaczego w takim razie ciągle go stosowano? Kiedy prześledziłem decyzje środowiskowe zezwalające na realizacje wielu inwestycji drogowych w całym kraju na przestrzeni ostatnich lat, odkryłem, że urzędy, które je wydawały, wpisywały naklejanie sylwetek ptaków drapieżnych jako zalecaną metodę ochrony ptaków przed śmiertelnymi kolizjami!

Od dwóch lat chodzę, słucham, poznaję i wypatruję ptaki. Nie napinam się na jakieś rzadkie gatunki. Cieszy mnie odkrywanie tego równoległego świata, który był zawsze, choć mi wydawało się, że dookoła mnie w wielkim mieście są co najwyżej wróble, mazurki i wrony. Jednymi z pierwszych, które odkryłem i byłem zadziwiony ich liczebnością, były kapturki.

Wzdłuż wału wiślanego, po którym często chadzałem, wiosną było słychać ich śpiew. Zauważyć je nie jest łatwo, bo kryją się w zaroślach – zwłaszcza samiczki. Chyba wciąż nie udało mi się zrobić fotki żadnej z nich. W 2020 roku byłem zadziwiony tym, że są “wszędzie”. Słyszałem je cały czas w różnych miejscach. Ale już rok później, w 2021 nie słyszałem ich zbyt często. Nie zastanawiałem się nad tym. W moim amatorskim poznawaniu świata widzę te cykliczności (podobnie jak na rynkach finansowych). Ale przypomniałem sobie, że w tym roku na wale było mnóstwo ślimaków, tych bez skorupek. Rozmawiałem też ze znajomymi posiadającymi ogrody, że w tym roku to była prawdziwa plaga. 

No i czytam w Krajobrazie strachu:

Niedawne doniesienia naukowców z Uniwersytetu Rzeszowskiego pokazują, że kapturki (Sylvia atricapilla) również nie potrafią rozpoznawać nowego zagrożenia – w tym przypadku dla swoich lęgów – ani odpowiednio na nie reagować. Chodzi o pochodzącego z Półwyspu Iberyjskiego inwazyjnego ślinika luzytańskiego (Arion lusitanicus), który w ostatnich latach szybko rozprzestrzenia się po całej Europie. Kapturki nie reagują negatywnie na jego obecność, nawet w momencie, kiedy ślimak wchodzi do gniazda i zjada ich jaja lub pisklęta. Mało tego – badania przeprowadzone z użyciem specjalnych mikrokamer uchwyciły sytuację, kiedy dorosłe ptaki ogrzewały pisklęta w chwili, gdy były one zjadane przez ślimaka.

Naturalnie, nie wiem, czy ten ślimak, to był ślinik, czy pomrów, czy może inny. Czy ten związek z ich masowym pojawieniem się i zamilknięciem kapturek był prawdziwy, czy to tylko moje skojarzenie. Ot ciekawostka ze świata wokół nas.

[Foto: Bielik/Haliaeetus albicilla, grudzień 2021]

Krajobraz strachu, A. Zbyryt

Krajobraz strachu. Jak stres i strach kształtują życie zwierząt, Adam Zbyryt

Wyd.: Marginesy, 2021

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.