Wszystko płynie

Wania, Wanieczka, to niedorzeczne i dziwne, ale ci zazdroszczę. Zazdroszczę, że w tym okropnym obozie nie musiałeś podpisywać podłych listów, nie głosowałeś za karą śmierci dla ludzi niewinnych, nie wygłaszałeś podłych przemówień…

Iwan Grigorijewicz wraca po trzydziestoletniej zsyłce do domu. Z oddalonego o ponad 8 000 kilometrów Chabarowska. Trzydzieści lat. W międzyczasie minęła druga wojna światowa, zmarł Stalin, nastąpiła odwilż. Wraca do stryjecznego brata Nikołaja Andriejewicza, dla którego informacja o jego powrocie jest szokiem. Nikołaj w ZSRR zrobił coś na kształt kariery, choć nie jakiejś wielkiej. Jego dysonans związany z powrotem kuzyna jest jednak ogromny. Cytat ilustrujący ten tekst w skondensowany sposób pokazuje, w jaki sposób próbuje sobie poradzić. On miał gorzej, choć nie spędził trzech dekad w morderczych warunkach, bo musiał robić świństwa, żeby przeżyć. Wasilij Grossman, autor Wszystko płynie stara się jednak nie oceniać poszczególnych ludzi.

Pokazuje, w jakiej sytuacji znajduje się każdy w czasach terroru, zagrożenia, gdy niedawni bohaterowie, bojownicy walki o socjalizm są mordowani, zmuszani torturami do przyznawania się do rzeczy, których nie popełnili, czy skazywani na wieloletnie łagry. 

Żeby przeżyć, żeby żyć lepiej podpisują się pod listami, publicznie potępiają, by w chwili, gdy zmienia się wiatr historii, mierzyć się wyłącznie ze swoim własnym sumieniem.

Dla tych, którzy “jakoś” przeżyli w Związku Radzieckim, we względnej wygodzie, pojawienie się osób takich jak Iwan, jest wyjątkowo niewygodne. Podobnie, jak dla Niemców, niewygodne były powroty żołnierzy z frontu wschodniego (Pod drzwiami).

W uwielbieniu, w wielkim posłuszeństwie upłynęło życie Nikołaja Andriejewicza, w strachu przed głodem, torturami, katorgą na Syberii. Był jednak i inny, szczególnie podły strach – zamiast czarnego kawioru dostać czerwony I tym podłym, “kawiorowym” strachom służyły młodzieńcze marzenia z czasów wojującego komunizmu – byle nie wątpić, byle głosować, podpisywać nie rozglądając się naokoło! Tak, tak: strach o własną skórę podsycał siłę przekonań. […]

I okaże się, że wszechmocne, nieomylne państwo nie bierze odpowiedzialności za swoje czyny, że odpowiadać musi NIkołaj Andriejewicz, który nie wątpił, głosował za wszystkim, pod wszystkim się podpisywał. Nauczył się tak zręcznie udawać przed samym sobą, że nikt, ale to nikt i ok sam także, nie spostrzegał, że udaje. Był szczerze dumny, ze swojej wiary i swojej prawości.

Nie próbując nawet porównywać czasów stalinizmu do obecnej sytuacji w Polsce, czytając rozterki NIkołaja Andriejewicza nie mogłem się, mimo wszystko, opędzić od myśli, ilu takich “nie wątpiących, głosujących za wszystkim” znajduje się w kręgu zwolenników partii rządzącej. Dobrych ludzi, którzy uwierzyli w hasła odnowy moralnej i przymykali oczy na łamanie prawa, konstytucji, nie szanowanie przeciwników politycznych, wykorzystywanie haków, prawdziwych, jak i spreparowanych.

W ostatnich dniach z klubu poselskiego PIS odszedł Andrzej Sośnierz. “Brzydziło mnie to”, “Nie chciałem firmować tego swojego twarzą” (źródło). Tymczasem zgodność w głosowaniach z linia partyjną wynosi w przypadku Sośnierza 92 procent. Dopiero teraz spostrzegł co się dzieje?  W Polsce nie ma wszechwładnego terroru, czego się bał? Czy może jednak podobało mu się?

Jest we Wszystko płynie poruszająca wyliczanka “Judasze”. O donosicielach. Grossman ich nie ocenia, ba nawet próbuje rozgrzeszyć ich działania, pokazując jakie motywy za tym stały – strach, obawa, wiara w rewolucję, czy nawet chęć lepszego i wygodniejszego życia. Zdaje się mówić – tacy są ludzie. Po prostu.

Spełniał swoją powinność. Nie załatwiał z nikim porachunków, pisał donosy dla samoobrony. Pracował, by zdobyć kapitał cenniejszy od złota i dóbr tej ziemi – zaufanie partii. […] Czyż można go za to winić, skoro i nie takie głowy nie zdołały się połapać, gdzie jest kłamstwo, a gdzie prawda, skoro nawet czyste serca nie mogły pojąć, co jest dobrem a co złem.

Na książkę Grossmana naprowadziła mnie Ann Applebaum, wspominając ją w Czerwonym głodzie i wątek zagłodzenia Ukrainy pojawia się w niej. Mocny, przerażający. Z opisem tworzeniem wroga – kułaka. Mógł zostać nim każdy, kto posiadał więcej, a jeśli nie posiadał, to zawsze mógł mieć kułackie myślenie. Grossman doskonale opisuje owo tworzenie wspólnego wroga, przeciwnika, którego wszyscy się boją i tropią. I nie mogę opędzić się od myśli, że polityka w Polsce od kilku lat polega właśnie na tym – wskazywaniu wroga. Uchodźcy, feministki, LGBTQ, no i oczywiście najnowszy wróg. Wytypowany doskonale, bo mało kto będzie go bronił. Odpowiednik kułaka, czyli bogacz. Bogacz, który korzysta z NASZYCH dróg i NASZYCH szkół, jak mówi premier Morawiecki, czy też ostatnia okładka magazynu WPROST, pokazująca bogacza w zasadzie najbardziej prymitywny sposób. Choć wydaje się, że to nie jest agresja z satyry bolszewickiej, tylko piękna wizja, gdzie każdy może wejść i posilić się wspólnie z tego stołu. Wejdźcie, skubnijcie sobie, korzystajcie. To również jest wasze, zdaje się mówić zapraszający. Niepokojące jest to, że niemal nikt z opozycji, nie zauważa tej manipulacji, a wręcz zdaje się przyklaskiwać. 

źródło: https://www.wprost.pl/tygodnik

Może nie wypada porównywać okropnych czasów opisywanych przez Wasilija Grossmana, z bieżącą sytuacją. Nie ta skala, nie te metody. Choć, czy pięć lat temu uwierzylibyśmy w to co działo się w ostatnich miesiącach na ulicach, podczas protestów? Ta książka powinna być ostrzeżeniem, do czego zdolni są politycy, przywódcy w imię odnów moralnych, rewolucji, równości i naszego dobra. Bo ostatecznie, każde państwo zmierzające w stronę autorytarną, jak pisze Grossman, “nie będzie potrzebowało już wiernych wyznawców, fanatycznych budowniczych, czy nawet sług, a jedynie służbistów.” Jak powiedział Marian Turski – Auschwitz nie spadło z nieba.

[foto: Brama obozu tranzytowego SŁON w miejscowości Kiem nad Morzem Białym. Kadr z filmu propagandowego „Sołowki”, reż. A. Czerkasow, operator S. Sawienko, „Sowkino”, 1927-1928.]

Wszystko płynie, W. Grossman

Wszystko płynie, Wasilij Grossman

Wyd.: Współpraca, 1990

Tłum.: Wiera Bieńkowska

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *