Małe preludia

Od samego początku Małe preludia australijskiej pisarki Helen Garner przypominały mi sagę rodziny Glassów J.D. Salingera (Franny i Zoey, Seymour – Introdukcja, Wyżej podnieście strop cieśle). Uchwycone w kadrach życie kilku osób. Przeplatające się historie. Nie do końca wiemy jeszcze, jakie są relacje pomiędzy bohaterami, choć czujemy i odkrywamy powoli różnego rodzaju napięcia między nimi.

Czytałem ją z przerwami, więc nie do końca wiedziałem, do czego zmierza autorka, a równocześnie nie bardzo kojarzyłem co w zasadzie się dzieje. Mimo tego, nie cofałem się z powrotem. Miałem przekonanie, że to nie jest tak istotne, że po prostu są to kawałki życia, które mijają i nad którymi nie warto się zastanawiać. Wyjątkowo podobał mi się język i to on sprawiał, że nie porzuciłem jej w trakcie, choć w gruncie rzeczy, nie bardzo miałem przekonanie, że czymś jest w stanie mnie ta powieść wciągnąć.

A jednak warto było doczekać do końca. Podobnie jak u Salingera pojawiło się pewne napięcie, z którym zostajemy my – jako czytelnicy – choć dotyczy głównych bohaterów. 

[Photo by Priscilla Du Preez 🇨🇦 on Unsplash]

Małe preludia, H. Garner

Małe preludia, Helen Garner

Wyd.: Cyranka,  2023

Tłum.: Kaja Gucio

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *