Myszy i ludzie

Po przeczytaniu Gron gniewu nie mogłem sobie odmówić powrotu do maleńkiej książeczki Myszy i ludzie. W odróżnieniu od wielu tytułów przeczytanych w przeszłości, które mgliście pamiętam, tu wspomnienia były wyjątkowo wyraźne. Wyśmienicie napisana. Jako nastolatek byłem zachwycony tym sposobem pisania, który później znalazłem u Faulknera czy Caldwella. Nadal imponuje.

Napisana w trakcie kryzysu lat trzydziestych w zasadzie nie różni się od monumentalnych Gron gniewu. Poszukiwanie pracy, marzenia o własnej ziemi, spokoju, stabilizacji. I nieuchronność beznadziei. Jest tu jeszcze coś więcej. To książka o odpowiedzialności. Dwaj główni bohaterowie nie są braćmi. Gdyby byli być może dałoby się zrozumieć dlaczego George chroni Lenniego. Dlaczego po prostu go nie zostawi i nie zacznie działać w pojedynkę. Byłoby mu łatwiej. Odpowiedzialność za upośledzonego siłacza, który niewiele rozumie z tego co się dzieje dookoła niego jest w przypadku George’a niebywała. Prosty, naiwny i nieświadomy swojej siły Lennie cały bez ustanku pakuje się w kłopoty. A George próbuje go uchronić, by nikt nie zrobił mu krzywdy.

Gdy po latach ją czytam, robi wciąż takie samo wrażenie. Mocne. Tym bardziej, że zmieniła się moja własna perspektywa. Dookoła jest mnóstwo ludzi, którzy borykają się ze swoimi ułomnościami. Zależni od rodziców, opiekunów, bliskich. Pisze o tym Hanna Barełkowska w nie mażę się, ale marzę o…

Wieloletni kryzys i depresja gospodarcza w USA, pozbawiła ludzi majątków, stabilizacji. Czasem pozostawiła marzenia o jakimś lepszym miejscu lub po prostu o pracy. Jednak złudzenia i życie marzeniami, nie były wyłącznie charakterystyczne dla lat trzydziestych ubiegłego wieku. Przypomniał mi się Dom mojej matki Marka Hłasko. Opowiadanie napisane w innej rzeczywistości. Te dwa utwory dzieli tylko 20 lat. Oprócz tego wojna, ustrój, kultura. A jednak są bardzo podobne.

Zastanawiam się czy w książce Steinbecka odnaleźliby siebie dzisiejsi młodzi planujący start-upy, kanały na youtubie, instagramie, czy gdziekolwiek. I marzący o tym, że kiedyś zaznają stabilizacji. Swojej ziemi z domkiem i ogrodem. A tymczasem utyskujący na umowy-śmieciowe, na to, że muszą pracować za 1500 zł, i że muszą rozsyłać setki CV.

“Nikt nigdy nie trafia do nieba, nikt nie kupuje swojego kawałka ziemi. To wszystko jest tylko w ich głowach. Wciąż o tym gadają, ale wszystko kończy się na planach”.

Wybitna, maleńka książeczka.

Myszy i ludzie, J. Steinbeck

Myszy i ludzie, John Steinbeck

Wyd.: Prószyński i S-ka, 2012

Tłum.: Zbigniew Batko

Dostępna jako epub/mobi

Podziel się

2 myśli nt. „Myszy i ludzie”

  1. Dzięki za wskazanie tej książki. Jedna z bardziej „gęstych emocjonalnie” rzeczy, jakie kiedykolwiek czytałam (porównywalna tylko z niektórym opowiadaniami Dostojewskiego).

    Jakoś tak się stało, że nie czytałam wcześniej Steinbecka (uroki samokształcenia; po przeczytaniu w liceum całego Dostojewskiego opublikowanego w Polsce uznałam, że jakiś Amerykanin nic mi więcej o człowieku nie powie).
    Więc po „Myszach” rzuciłam się na kanoniczne „Na wschód od Edenu”, pożarłam w trzy dni.

    Piszę o tym z perspektywy dwóch miesięcy, kiedy wrażenia już troszkę zwietrzały i muszę przyznać, że Steinbeck „d… nie urywa”. Dopiero po pewnym czasie widać fastrygę, widać, czy – i jak – Autor wiedzie Czytelnika. Bardzo niewiele książek wytrzymuje próbę czasu. U Ciebie, jak widać „Myszy” wytrzymały. Dla mnie zbyt jawnie „duszoszczypatielnoje” 🙂 (manipulacja emocjami jest zbyt nachalna).

    PS. Gratuluję bloga.
    PS2. Naprawdę czytasz jedną książkę na trzy dni (średnio)? To nieludzkie 🙂

    1. Niestety nie da się oddzielić od wtórnego czytania pewnych wrażeń, które towarzyszyły pierwotnie. Choć (jak widać choćby po Grze w klasy) nie zawsze na pewno wszystko się spodoba.

      (ps. dzięki/ czasem mam długie okresy przerwy. poza tym beletrystykę szybciej się czyta)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *