Odgłosy rosnących bananów

Mam duży problem z prozą o współczesnej Polsce. Za duże jest w niej stężenie polskości, co nieodmiennie sprawia, że po kilku stronach bez żalu się rozstaję. Większość tych rzeczy, które widzimy dookoła, jeszcze wyraziściej pokazana, koniecznie z użyciem mocno zbrutalizowanego języka. Nie wiem, czemu ale ta myśl przebijała mi się w głowie podczas lektury powieści Ece Temelkuran Odgłosy rosnących bananów.

Głównym bohaterem jest miasto. Miasto o powierzchni sześciokrotnie mniejszej niż Warszawa, za to z większą o ¼ liczbą ludności. Bejrut. Gęstość zaludnienia ośmiokrotnie większa niż w Warszawie 24 tysiące osób na kilometr2. Z mojej perspektywy to nawet nie brak komfortu. To horror. A jednak narracja jest leniwa, ciepła, spokojna.

Temelkuran pisze poetycko o wyjątkowo trudnych sprawach. W książce pobrzmiewa wątek Turcji, kwestie wojen na Bliskim Wschodzie toczonych od kilku dekad. Uchodźców, konfliktów religijnych, wyrzutków. O tym wszystkim pisze malowniczym językiem. Idąc za przykładem polskich autorów można by zwrócić uwagę na przestępczość, brutalność, nieład i brud. Tymczasem Bejrut opisywany jest jak kochanek, a nie bandzior. Choć spokojnie można byłoby pokazać ciemne strony miasta i ludzi w nim żyjących.

Kolejna nitka wiążąca opisywany świat Bliskiego Wschodu z Polską to – przy wszystkich różnicach kulturowo-religijnych – pewien rodzaj mentalności.

Przekleństwo Bliskiego Wschodu polegało na tym, że ludzie z zewnątrz nie pojmowali jego sytuacji, zaś ci, którzy się tu znaleźli, nie mogli uwierzyć, że istnieje coś ważniejszego niż jego problemy.

Wystarczy zamienić w tym drobnym fragmencie Bliski Wschód na Polskę i mamy opis pewnego zjawiska, które doskonale znamy. Przekonania, że Zachód nas zupełnie nie rozumie z jednej strony, z drugiej zaś mocnej wiary w naszą wyjątkowość, odmienność i rolę dziejową. Brutalna rzeczywistość sugeruje, że jednak nie jesteśmy w tym przeświadczeniu oryginalni. Turcy opisywani między innymi przez Orhana Pamuka, Portugalczycy portretowani przez Izę Klementowską (Samotność Portugalczyka) wydają się właśnie zepchnięci na obrzeża zachodniej cywilizacji, do której chcieliby bardzo dołączyć, zachowując mimo wszystko swoją odrębność.

Historia jednej z bohaterek książki – tureckiej studentki Deniz i jej wspomnień ze studiów w Oksfordzie mogłaby być historią zagubionej Polki, czującej się jako ktoś drugiej kategorii. Razi ją sztuczność zachodnich konwenansów – uładzonej grzeczności, politycznej poprawności. Wszystko przykryte brakiem szczerości. Irytuje ją to, że wygodny zachodni świat nie chce mimo wszystko poruszać trudnych tematów. Te dla uchodźców z krajów ogarniętych wojną, terrorem, czy biedą. Nie rozumieją dlaczego ktoś nie chce by mówić o sobie “Turczynka” tylko “osoba urodzona w Turcji”, żeby nie utożsamiać się z polityką rządu tureckiego. Znów Polska przychodzi mi do głowy. Chyba w żadnym momencie naszej historii do takiej sytuacji nie dochodziło. Ale też nie mamy za sobą doświadczenia podobnego do rzezi Ormian, które Turcy konsekwentnie próbują wyrugować z „narodowej” świadomości.

Człowiek Zachodu to ten, który rozwiązuje problemy, zaś człowiek Wschodu kumuluje je i obserwuje. Pozwala im narastać. Czyż to nie jest opis naszej mentalności?

Zaintrygował mnie wątek uchodźców z Filipin. Dziewczyny z tego odległego kraju zatrudniane są jako pomoc domowa. Odbiera się im paszporty, ubierane są w fartuszki, po prostu niewolnictwo XXI wieku. Za czasów dyktatury Marcosa Filipiny opuściło 10 milionów mieszkańców. Część z nich dotarła do mikroskopijnego Libanu. Oficjalne statystyki mówią o ok. 1500 osobach stale zameldowanych, ale powieść sugeruje, że Filipinki jako pomoc domowa to w pewnych kręgach swego rodzaju moda. Wypada mieć własną „Filipinkę”. Prawdopodobnie jako emigrantki nie są liczone kobiety przyjeżdżające czasowo do pracy. Z opracowania Sandry Zijthoff wynika, że zorganizowane agencje pracy na Filipinach zajmują się stałym dostarczaniem „taniej siły roboczej” (z pracy wynika, że 50 procent ankietowanych posiada wyższe wykształcenie). I znów skojarzenia z Polską. Ciekawe byłoby literackie pokazanie życia Ukrainek w Polsce (być może takie już istnieją).

Odgłosy rosnących bananów, E. Temelkuran

Odgłosy rosnących bananów, Ece Temelkuran

Wyd.: Książkowe Klimaty, 2016

Tłum.: Anna Mizrahi

Podziel się

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *