Otchłań

Bardzo dziwna sprawa z tą książką. Zacząłem ją czytać kilka miesięcy temu i dość szybko przerwałem. Coś mi nie pasowało. Męczyła mnie. Teraz po lekturze ostatnich książek, które krążą wokół tematu depresji (Perfekcyjni do bólu, Siła niedoskonałości) postanowiłem wrócić do niej i zacząć od początku. Zaskakujące, że teraz jakość mojego czytania była zupełnie inna. Zacząłem zaznaczać sporo fragmentów i coraz bardziej wciągała mnie ta koncepcja Jonathana Rottenberga – ewolucyjnych źródeł epidemii depresji, bo taki jest temat i podtytuł jego książki Otchłań.

Jestem niemal dzień po jej ukończeniu. Mam mnóstwo własnych przemyśleń, notatek. Zbieram myśli. Chętnie zacząłbym ją czytać jeszcze raz. Licząc, że znajdę jeszcze nowe inspiracje. Nie bardzo wiedziałem, jak zabrać się do pisania tej notki, bo mam w głowie mnóstwo, luźno ze sobą związanych wrażeń.

Zacznę od tego, że Jonathan Rottenberg proponuje, żeby przestać patrzeć na depresję w kategoriach choroby, czy dysfunkcji, czyli niepoprawnego działania organizmu. Takie spojrzenie, jego zdaniem często uniemożliwia zrozumienie tego, czego faktycznie doświadczają ludzie w trakcie epizodów depresyjnych, ale równocześnie prowadzą do nieefektywnego leczenia. Autor – psycholog – stawia tezę: a co, jeśli depresja nie jest chorobą, tylko ewolucyjną adaptacją. Czasami kosztowną, ale może niesie ze sobą jakieś korzyści. Nie chcę tutaj, krok po kroku wyjaśniać jego wywodu, napiszę tylko, że jest niesłychanie przekonujący i klarowny. 

Nasza zdolność do przeżywania głębokiej depresji jest ukształtowana w wyniku ewolucji reakcją mającą cel którym jest wytworzenie stanu wycofania się.

Wychodząc od klasyfikacji medycznej, pokazuje jej ułomności i kłopoty związane z katalogowaniem wyjątków (do których należy choćby przeżywanie żałoby). Wszystko to podpiera badaniami i analizami, na dużych próbkach, więc nie są to tylko jakieś anegdotki.

Do tego zwraca uwagę na różne natężenia stanów depresyjnych (depresja płytka i głęboka) oraz to, jakim kłopotem jest klasyczne podejście, choćby w momencie zdrowienia, gdy część najbardziej przykrych objawów znika i osoby w depresji zostają w zasadzie pozostawione same sobie, bo jakoś sobie radzą. Tymczasem to “jakoś” podszyte jest ciągłym lękiem, o to, żeby nie wróciło to gorzej. A to z kolei znów może prowadzić do pogorszenia stanu. 

Tytułowy “ewolucyjny” aspekt powoduje, że Rottenberg sięga do świata zwierząt i próbuje pokazać, czy jest możliwe, że one również przeżywają depresję. Jego wnioski podobne są do badań prymatologów i antropologów, w rodzaju Fransa de Waala czy Barbary King, przekonujących, że życie emocjonalne zwierząt istnieje i jest wyjątkowo bogate. Zwraca jednak uwagę na to, co odróżnia człowieka (a tym samym i jego depresję) od zwierząt. Tym czymś jest świadomość oraz język. Język pozwala nam na przeżywanie znacznie mocniej emocji i nastrojów, niż wywołują to same bodźce (na podobny fakt zwraca uwagę choćby Robert Sapolsky w swojej książce o stresie Dlaczego zebry nie mają wrzodów)

Głęboka depresja jest tak sprawna w hodowaniu depresji, że często ciągnie się przez wiele miesięcy czy lat po początkującymi o kryzysie. Jest to jedna z najdziwniejszych cech głębokiej depresji: bardzo często trwa dłużej od jej oczywistej przyczyny.

Oczywiście ważną częścią książki jest próba odpowiedzi na pytanie: “po co?”. Po co nam depresja, jeśli miałaby być warunkowana ewolucyjnie. Jaki jest sens obniżenia nastroju, jeśli jego konsekwencje w skrajnych sytuacjach prowadzić mogą do wyczerpania, a tym samym śmierci. Będąc w trakcie depresji, trudno przekonać się siebie samego, że w tym jest jakiś sens. Nasza – ludzka – umiejętność do przeżywania i przeżuwania wyobrażonych lęków i zagrożeń sprawia, że jest to umysłowo-cielesne cierpienie jest porażające.

Pamiętam, jak w wyjątkowo trudnym dla mnie czasie podczas silnego epizodu depresyjnego, siedziałem na spotkaniu biznesowym. Miałem do przygotowania pewien projekt dla klienta zewnętrznego. Współpracowaliśmy od lat. Wiedzieliśmy, czego możemy od siebie oczekiwać, a jednak miałem wrażenie zupełnej nieadekwatności w tamtym czasie. Byłem przekonany, że nie dość, że nic nie jestem w stanie sensownego zaproponować, to w zasadzie przytakiwałem tylko osobie prowadzącej i proponującej różnego rodzaju rozwiązania. Przez całe spotkanie, moja główna myśl koncentrowała się wokół tego, kiedy ona się zorientuje, że ja właściwie nie mam nic do powiedzenia. Nie byłem w stanie nad tym zapanować. Chciałbym zobaczyć siebie “tamtego”. Ciekaw jestem, jak to wyglądało z zewnątrz. Czy choć trochę się maskowałem, czy może widać było jakiś rodzaj zmęczenia, zniechęcenia. 

O tego rodzaju doświadczeniach pisze również Rottenberg, nie pozostają wyłącznie w sferze danych i badań. To podejście sprawia, że tak bardzo jego książka odróżnia się od czytanej niedawno pracy Malwiny Huńczak Siła niedoskonałości. Napisałem w notce o niej, że jest to rzetelna monografia, bez porywającego stylu. Autorka, co prawda odwoływała się do własnych doświadczeń, ale pojawiły się one ledwie kilkukrotnie. A to mogło być niezmiernie ciekawe (zwłaszcza, gdy w pewnym momencie przyznała się do doświadczenia i kariery w sprzedaży). Zupełnie inaczej podchodzi Rottenberg. Jego książka stanowi rzetelne przedstawienie pewnej koncepcji, z odwołaniami do źródeł, badań i innych koncepcji, ale autor – jak sam przyznaje był po obu stronach depresji – w ogromnie wyważony sposób dzieli się również swoimi doświadczeniami. Również przez pryzmat wiedzy naukowej. Za to właśnie cenię doskonałe książki popularnonaukowe, że pokazują pewne zjawiska, ale autor nadaje im również własną perspektywę. Ta zaś, gdy otrzymamy wiele takich indywidualnych perspektyw,  pozwala spojrzeć na świat, jako spektrum możliwych doświadczeń i przeżyć. Pokazuje złożoność świata.

Książka Rottenberga to nie tylko przedstawienie pewnej koncepcji, ale również doskonałe studium depresji. Jedno z najlepszych.

[Foto, Biebrzański Park Narodowy, listopad 2021]

Otchłań. Ewolucyjne źródła epidemii depresji, J. Rottenberg

Otchłań. Ewolucyjne źródła epidemii depresji, Jonathan Rottenberg

Wyd.: Zielone drzewo, 2014

Tłum.: Joanna Kolczyńska

4 komentarze do “Otchłań”

  1. „Książka Rottenberga to nie tylko przedstawienie pewnej koncepcji, ale również doskonałe stadium depresji. Jedno z najlepszych.”
    Podejrzewam, że wdarła się literówka, a miało być „studium”.

    Bardzo zachęciła mnie Pana recenzja. Książka trafia do kolejki.

    Pozdrawiam
    Zbig

    1. Dzięki. Poprawiłem.
      Ona na Allegro jakies dziwne ceny osiąga (ale wciąż poniżej 100), bo sprawdzałem, czy wydano jego książkę o Depresji. Będę musiał sprawdzić, czy prawa są wolne

  2. Ta ewolucyjna perspektywa depresji jest bardzo ciekawa. Kiedyś się spotkałem z koncepcją, że w społecznościach prehistorycznych jednostki ciążące plemieniu np. w czasie głodu szybko umierały, programowały się na śmierć. Ten mechanizm działa dalej w prymitywnych kulturach, w których odrzucenie przez społeczność jest równoznaczne ze skazaniem na śmierć.
    Warto prześledzić los tubylców z Tasmanii, którzy po wysiedleniu z wyspy wyginęli w ciągu jednego pokolenia. Nie była to celowa eksterminacja, tylko apatyczne pogrążenie się w śmierci.

    1. Co prawda Rottenberg na ten element nie zwraca uwagi, ale dużo to jest pokory naukowca, zastanawiającego się czemu właściwie, coś tak nieintuicyjnego mogłoby być skuteczne ewolucyjnie. Pojawia się kwestia zasobów (energetycznych choćby) i to co piszesz, to w zasadzie w trudnych czasach dla populacji jest oszczędzaniem zasobów.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.