Pewnego dnia zbiorę wszystkie słowa i wejdę do lasu

Pewnego dnia zbiorę wszystkie słowa i wejdę do lasu. Zobaczyłem ten tytuł i kupiłem książkę. Nie wiedząc czego się spodziewać. Liczyłem się nawet z tym, że jest to tomik poezji. W tym jednym zdaniu-tytule jest już wystarczająco dużo opowieści, tajemnicy, zachęty. Belgijska autorka, Veronika Mabardi, niszowe wydawnictwo (Lokator), tego rodzaju książek nie wydają, tak zwane wydawnictwa głównego nurtu.

Zajrzałem do środka. Otworzyłem pierwszą stronę, z motto poprzedzającym zasadniczy tekst i przepadłem.

Pewnego dnia ułożę najpiękniejsze zdanie i wtedy wszyscy zrozumieją.

Wezmę wszystkie słowa, które istnieją, tak po prostu i zabiorę je ze sobą.

Przechodzę do tekstu głównego, i magia tych oszczędnych, niezwykle plastycznych słów trwa nadal. A książka jest o słowach, choć bardziej o ich braku. Blanche, po śmierci matki przestała mówić. W innej (realnej) rzeczywistości, dziewczynkę poddano by diagnozom, opiece psychologicznej, być może padłoby stwierdzenie “mutyzm wybiórczy”. W jeszcze innej rzeczywistości być może po początkowym rozumieniu przyszłaby próba jej złamania – “no dosyć tych głupot”. Ale w rzeczywistości książkowej mamy pełną akceptację. 

Od pogrzebu długo się nad tym myśleli, nie ma mowy, żeby poszła do szpitala. Za bardzo się bała. […] Pomyśleli tak: potrzebuje czasu.

Nie są za bardzo wykształceni, ale to akurat wiedzą, mają to zapisane w ciele, wiedzą, że tego chciałaby matka […].

I w ten sposób ojciec oraz brat przekazują ją pod opiekę, mieszkającej w lesie Annie. Chcą dać Blanche czas.

Czytam od kilku tygodni kolejną książkę Tiziano Terzaniego Nic nie zdarza się przypadkiem. Powoli, dawkuję ją sobie. Włoski dziennikarz opisuje w niej swoje doświadczenia związane z otrzymaniem diagnozy raka. I jest tam również wątek milczenia. Tylko przez tydzień i z własnego wyboru.

Zobowiązanie do zachowania milczenia bardzo mi pomogło. Nie miałem okazji wpaść w pułapkę przypadkowych rozmów, nie musiałem nic mówić – ot tak, żeby coś powiedzieć. Mogłem się skupiać na słuchaniu i obserwowaniu wszystkiego i wszystkich, pozwalając, żeby myśli pozostawały myślami, bez konieczności tłumaczenia ich na dźwięki i słowa. Wystarczało mi kilka zdań zapisanych w dzienniku przed snem.

Całkiem niedawno przypomniałem sobie jeden z ważnych dla mnie filmów – Persona (reż. I. Bergman, 1966). Główna bohaterka również podejmuje decyzję o tym, by przestać mówić.

Milczenie było dla mnie niezmiernie ważne trzy lata temu, gdy podobnie jak książkowa Blanche doświadczyłem straty. Nie mogłem jak ona, zupełnie oddalić się od świata, choć wówczas bardzo pomogła mi pandemia i to, że zwolnił cały świat dookoła.

Może właśnie dlatego książka Veroniki Mabardi robi na mnie takie wrażenie.

Ale nie tylko. Autorka tka opowieść z pięknych, oszczędnych słów. Nie ma tu napuszonych metafor, popisów erudycyjnych, faszerowania treści przymiotnikami. Książeczka ma raptem sto trzydzieści cztery strony.

Każdy akapit czyta się jak poezję. Zatrzymuję się po wielu z nich. Zamykam, odkładam na chwilę. Szykuję się właśnie do wakacyjnego wyjazdu i dobrze mi robi łagodność i spokój płynący z książki, choć (nie ujawniając niczego) jest w niej również pewien niepokój.

W pewnym momencie łapię się na tym, że czytając, gładzę dłonią stronę. Słowa. Zdania.

Gdy dojdę już do końca, mam myśl, żeby zacząć jeszcze raz.

Przeplatam książkę Mabardi, lekturą Terzaniego, a tam takie zdania.

Wciąż ten „las”! Las jako skarbnica ziół, lekarstw dla ciała; las jako miejsce dla leczenia duszy. „Pójść do lasu” – to idea stara jak Indie, która wciąż czyni z nich odrębny kraj… dopóki również tutaj nie wytną wszystkich drzew.

 

Pewnego dnia zbiorę wszystkie słowa i wejdę do lasu, V. Mabardi

Pewnego dnia zbiorę wszystkie słowa i wejdę do lasu, Veronika Mabardi

Wyd.: Lokator, 2022

Tłum.: Karolina Czerska

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.