Lato, gdy mama miała zielone oczy

Mnóstwo tu pięknych zdań. Takich, jak tytuł. Zatrzymujących na chwilę. Ciekawa historia relacji syna z matką. Nastoletniego buntownika, nienawidzącego własnej rodziny, w którym nagle dokonuje się przemiana (może nawet zbyt nagle).

A jednak czytam Lato, gdy mama miała zielone oczy Tatiany Țîbuleac i mam wrażenie, że brak tam jakiegoś zaangażowania. Emocji, które by poruszały nieco bardziej. Naturalnie można sobie to tłumaczyć postawą Aleksa, głównego bohatera. Ale to zupełnie nie to. 

Czuję się, jakbym oglądał jakąś błyskotkę. Bardzo ładną, ale w zasadzie bez większej wartości.

Trochę pierwszych zdań różnych rozdziałów. Wycyzelowanych. Pięknych.

Nazwa mojej choroby składała się z szesnastu liter, tej Jima – tylko z dziesięciu, a Kalo nawet nie miał choroby, jedynie coś w rodzaju zaburzenia potraumatycznego.

..

Oczy mojej brzydkiej mamy były pozostałościami mamy obcej przepięknej

..

Ruszyłem w milczeniu i szedłem po jej śladach, w stronę jej tajemnicy.

..

Wszystkie piękne dni ze swojego życia mógłbym policzyć na palcach zdrowej ręki.

..

Targ staroci wyglądał tak, jakby Bóg się potknął i wszystko wypadło mu z torby.

Lato, gdy mama miała zielone oczy, T. Țîbuleac

Lato, gdy mama miała zielone oczy, Tatiana Țîbuleac

Wyd.: Książkowe Klimaty, 2021

Tłum.: Dominik Małecki

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.