Kaszpirowski. Sen o wszechmocy

Kaszpirowskiego z moich lat młodości, pamiętam raczej jako zjawisko, które gdzieś tam istniało. W moim najbliższym otoczeniu był raczej czymś, co dziś nazwalibyśmy “memem”. Nie znałem nikogo, kto wierzyłby w uzdrawiającą moc rosyjskiego hipnotyzera, co nie zmienia faktu, że przyciągał tłumy na swoje spotkania i gromadził przed telewizorami milionową widownię.

Ale ledwie kilka lat wcześniej milionową widownię gromadziła brazylijska telenowela Niewolnica Isaura.

Gabriel Michalik postanowił przyjrzeć się fenomenowi Anatolija Kaszpirowskiego, zaś swoją reporterską pracę podsumował w książce Kaszpirowski. Sen o wszechmocy.

Tak, to niezmiernie ciekawe, dlaczego osoby pokroju Kaszpirowskiego, Bashobory czy innych przyciągają wiernych spragnionych natychmiastowego uzdrowienia, pomocy. Co więcej wierzą w to i są przekonani, że odrastają im nogi, wygładzają się zmarszczki, zdrowieją z nowotworów.

Naturalnie wciąż działają tysiące uzdrowicieli, szamanów, bioenergoterapetów, charyzmatyków. Jak pisał Terzani (Powiedział mi wróżbita) wypełniają oni pustkę, jakiej nie daje sformalizowana medycyna, lekarzy, którzy nie mają czasu porozmawiać, przejąć się konkretną osobą (a nie przypadkiem), pochylić się, obiecać.

Z książki Michalika najciekawszy wątek dotyczył nie tylko tego, że Anatolij Kaszpirowski był zapraszany do telewizji, otrzymał nagrodę Wiktora ale również, że był zapraszany również przez dostojników kościelnych. Choć jeszcze kilka lat temu sławił radzieckość, naukę radziecką i partię.

Radziecki psychiatra, który zajął się hipnozą, zanim zyskał medialną sławę jeździł po wioskach i miasteczkach, występował w kołochzach i pokazywał potęgę nauki, a nie zabobonów. Przypadek (i czas przełomu) sprawił, że zaczął przyciągać miliony i zarabiać ogromne pieniądze.

Całość jego historii to temat na zgrabny reportaż. Książka Michalika wymęczyła mnie dygresjami, a przede wszystkim tym, że w dużej mierze składa się z nie do końca wiarygodnych anegdotek, plotek, historyjek, które najpierw opowiada, a później ich się wypiera sam Kaszpirowski (co w pewien sposób też mówi o nim samym). Do tego dochodzą wymyślone przemowy, na zasadzie “nie zachował się zapis, ale mógłby tak powiedzieć”. 

No i ten język…

Słynna sopranistka koloraturowa bez problemu wyciągała odpowiednie c i z przepisową emfazą umierała jako Madame Butterfly. Po brawach towarzystwo przeniosło się do sal recepcyjnych – tartinki, szampan, autografy. Pałac, jak to pałac, ma piwnicę. W piwnicy zaś, gdy wraz z primadonną zniknęła mniej wytrwała część publiczności, dawano zakąski i wódkę na lodzie.

[…]

Wódka była zimna, ikra czarna, lecz godzina późna. Pożegnaliśmy się. Dyszącego zrozumiałą rusofobią potentata branży metalowej trudno uznać za obiektywnego informatora, ale mimo to zaświeciła się we mnie iskierka nadziei.

[…]

Wzrasta więc Anatolij w postchrześcijańskim uniwersum, z którego wyeliminowano Boga, a jako że natura nie znosi próżni, nawiedzają chłopca przeświadczenia wielkościowe, które kiedyś, w jesieni jego życia, zmienią się w groteskową pychę, źródło cierpień Anatolija i pretekst do szyderstw otoczenia.

Ciężkostrawny dla mnie jest taki styl. 

W końcu doszedłem do momentu, w którym autor pisze:

Spektakularne występy telewizyjne spotkały się z krytyką większości psychiatrów i psychologów. Natomiast raczej nie kwestionuje się innego osiągnięcia Kaszpirowskiego – opracowania metody terapii dzieci z enurezy (moczenia nocnego). Mniej o nim pamiętają zresztą również sympatycy Kaszpirowskiego, choć seansów dla milionów telewidzów nie byłoby przecież bez poprzedzającej je o dwa lata grupowej terapii dzieci.

A kilka akapitów dalej pada:

Czy było to ostatecznie nieszkodliwe – trudno ocenić. Być może trwałym, niekorzystnym zmianom uległa głębokość snu dzieci poddanych tej terapii, ale brak jest literatury podejmującej to zagadnienie. Metoda nie była rozwijana, nie stała się standardem medycznym, a więc i przedmiotem dalszych badań. […]Wtedy, w 1986 i 1987 roku, liczył się jednak przede wszystkim efekt: metoda okazała się skuteczna w przytłaczającej większości przypadków. Dzieci cierpiące dotąd na enurezę wstawały z łóżek, zanim zmoczyły pościel, i czułe na „budzik” biegły do toalety. Prowadzone na bieżąco statystyki mówią o poprawie w siedemdziesięciu pięciu procentach przypadków.

Pamiętając to co pisze o nauce radzieckiej, o tych wszystkich szarlatanach, badaczach fałszujących statystyki, swobodnie podchodzących do danych, napisanie, że “raczej się nie kwestionuje” jest co najmniej zabawne.

To mogła być ciekawa książka. Ale zabił ją w dużej mierze styl autora.

Najciekawsze po tej lekturze jest jednak coś innego. Szukając fotki ilustrującej ten wpis, wszedłem na youtube, gdzie pod starymi filmami z występami Kaszpirowskiego są dziesiątki, bardzo aktualnych, bałwochwalczych wręcz komentarzy i opinii.

Kaszpirowski. Sen o wszechmocy, G. Michalik

Kaszpirowski. Sen o wszechmocy, Gabriel Michalik

Wyd.: Agora, 2020

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.