Prawo Fausta

Od lat, co jakiś czas przypominają mi się powieści Hansa Hellmuta Kirsta. Lata temu, czytałem Kamratów i coś jeszcze, ale nie bardzo pamiętam. Wiem, że byłem pod sporym wrażeniem. Wydawały mi się mocno antywojenne. To o tyle ciekawe, że Kirst, to zawodowy żołnierz, który cały okres nazizmu spędził w wojsku. W ramach powrotów do dawnych lektur, co jakiś czas chodził mi ten Kirst po głowie. Kilka tygodni temu w domu pojawiła się 08/15, którą moja żona znalazła gdzieś porzuconą. Nie zdążyłem po nią jeszcze sięgnąć, bo na razie została pożyczona. Niedługo potem zobaczyłem na półce “do oddania” w lokalnej bibliotece stało kilka powieści Kirsta. Skorzystałem. Kilka dni temu sięgnąłem po jedną z nich – Prawo Fausta.

Z opisu okładkowego i kilku pierwszych stron wynikało, że mogło to być coś w rodzaju Paragrafu 22 – zabawnie absurdalne. Jeniecki obóz prowadzony przez Brytyjczyków w Egipcie pod koniec II wojny światowej. Od razu na początku pojawia się ten groteskowy rys, dzięki postaci sierżanta McKellara. Szkota, który z dwunastu jeńców niemieckich buduje oddział specjalny – orkiestrę kobziarzy. 

Niestety, coś nie zagrało. Nie bardzo to zabawne, choć zdaje się takie miało być poszukiwanie uciekiniera, tytułowego Fausta, przez flegmatycznych Anglików. Kluczowa jest jednak nie sama ucieczka, tylko fakt, że Faust jest pierwszym “piperem”. Krótko mówiąc ma być śmiesznie. Skojarzenia z Jak rozpętałem II wojnę światową (reż. T. Chilewski), niemal natychmiastowe. Niestety jest dość drętwo (również językowo, ale tu podejrzewam problem z tłumaczeniem).

Bez żalu zostawiam po pięćdziesięciu stronach. Zostały mi jeszcze cztery inne powieści autora.

[Zdjęcie autorstwa Lindeboom Jean-Bapt z Pexels]

Prawo Fausta, H.H. Kirst

Prawo Fausta, Hans Hellmut Kirst

Wyd.: Przedsiębiorstwo Zagraniczne, TESCO, 1990

Tłum.: Bożena Kłos-Michałowska

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.