Archiwa tagu: choroba

Żółwie aż do końca

Z dużą przyjemnością sięgam co jakiś czas po młodzieżową literaturę, zwłaszcza tę poruszającą trudne i nieoczywiste sprawy (taki był zamysł wydania kilku książek tego typu w serii Biała Plama). Nie przeszkadza mi uproszczone podejście do tematu, czasami może zbyt schematyczni bohaterowie. Lubię gdy jest w nich szczypta humoru, zwykle związana z nastoletnim sarkazmem bohaterów. Podoba mi się, to na co zwróciłem uwagę choćby przy okazji Hate List. Nienawiść, w jaki sposób autorzy przemycają do tych historii literaturę, poezję, malarstwo. Wielu bohaterów i bohaterek pisze, notuje wiersze, cytaty, prowadzi dzienniki, blogi. Pamiętam jak dobrze czytało mi się Gwiazd naszych wina Johna Greena. Zerkam teraz na zapiski – luty 2015. Zaznaczonych mam kilka cytatów. Sarkastycznie nastoletnich.

Postawiono diagnozę trzy miesiące po tym, jak dostałam pierwszą miesiączkę. Odebrałam to tak: Gratulacje! Stałaś się kobietą. A teraz możesz umrzeć.

Przyszedł czas na inną książkę autora – Żółwie aż do końca. Pozornie jest w niej wszystko, co jest składnikiem dobrych powieści obyczajowych dla młodych – problem (zaburzenia lękowe Azy – głównej bohaterki), przyjaźń, miłość, tajemnica, szczypta sarkazmu. Tylko, że nie. Nie szczypta. Daisy, przyjaciółka Azy jest tak przesadzona, że niewiarygodna. Ale jest coś jeszcze znacznie gorszego. To o czym pisałem wcześniej, że autorzy młodzieżówek sprytnie przemycają w nich poezję, literaturę, naukę w tym wypadku jest bardzo dalekie od sprytu. Jest tego za dużo, na siłę, odbiera wiarygodność dialogom i postaciom i staje się w pewnym momencie karykaturalne. Czytaj dalej Żółwie aż do końca

Dwanaście ptaków ratujących życie

Godzina jazdy samochodem. By znaleźć moje dwanaście ptaków, wystarczy – w Wielkiej Brytanii i całej niemal Europie – zaledwie godzina jazdy samochodem. Większość z nich można spotkać w pobliżu domu podczas kilkuminutowego spaceru. Trzeba tylko patrzeć w górę.

Jeszcze kilka lat temu nie wiedziałem, że są tak blisko. Odróżniałem sikorki, “jakieś wrony”, sroki, no i sporo sójek. To wszystko. Od trzech lat wiem, że w najbliższej okolicy są przynajmniej cztery gatunki sikor (bogatka, uboga, modraszka, raniuszek), dzwońce, kapturki, kopciuszki, pleszki. Zamykam oczy i mogę zataczać w umyśle coraz większe kręgi, dochodząc do wału wiślanego, przy którym są dzięcioły, dzierzby, trznadle. Ma rację Charlie Corbett, autor książki 12 ptaków ratujących życie – wystarczy godzina jazdy samochodem, a często mniej, by znaleźć ciszę, spokój i mnóstwo ptaków. I wcale nie trzeba patrzeć w górę. Wystarczy rozglądać się na boki, w zarośla, trawę, w zasadzie wszędzie. Czytaj dalej Dwanaście ptaków ratujących życie

Ostatni raz

Zupełnym przypadkiem skumulowały mi się w ostatnim czasie książki skandynawskich autorów. Tym razem, czyszcząc nieskończoną kolejkę odłożonych pozycji na czytniku wybrałem Ostatni raz Helgi Flatland. To książka dla każdego, kto żyje popularnym mitem “szczęśliwej Skandynawii”. Mitem, w którym szkolnictwo jest najlepsze na świecie, ludzie są tolerancyjni i cierpliwi, w której nie ma miejsca na przemoc, a tylko na opiekuńczość, opieka medyczna jest fantastyczna, a dodatkowo przecież jest piękna przyroda, domki w górach i w ogóle kapitalistyczno-lewicowy raj. Czytaj dalej Ostatni raz

Ptakoterapia

Ta książka rozpoczyna się mocnym wyznaniem. Bardzo mocnym. Musiałem nabrać oddechu. Pewne sprawy są zbyt bolesne i nigdy nie przestaną być. Zamknąłem po pierwszym rozdziale i w środku dnia pojechałem na rozlewiska Bugu, żeby pobyć samemu. Pomyśleć. Pogapić się na ptaki.

Jak przyroda uratowała mi życie to podtytuł książki Ptakoterapia Joe Harknessa.

Czy przyroda w ogóle może uratować życie?

Życie przybrało formę sylwetek, bezkształtnych cieni obserwowanych przez zmęczone płaczem oczy. Nie chciałem być tu już ani chwili dłużej. Ani tu, ani nigdzie indziej. W tym miejscu znalazłem się nie pierwszy raz, ale za każdym razem, chciałem, żeby to był już ostatni. Czytaj dalej Ptakoterapia

Nic nie zdarza się przypadkiem

Są takie chwile, jakaś niezwykle piękna scena, słowo, symbol, w którym słyszymy echo czegoś, co jest nam znajome, ale czego nie pamiętamy. Dochodzi nas jakiś szept, którego chcielibyśmy wysłuchać, ale szybko coś odwraca naszą uwagę. Prawda? Ociera się o nas, ale wolimy nie zwracać na niego uwagi.

Wymęczył mnie tym razem Tiziano Terzani. Z jednej strony Nic nie zdarza się przypadkiem miało fantastyczny początek, z drugiej – od połowy – czułem się, jakby autor chciał zamieścić wszystkie swoje wrażenia, pomysły, oraz wiedzę dotyczącą tematów, którymi się zajął. Trochę w tym było reportażowego podejścia, pokazującego czytelnikowi świat z innych stron, ale chyba lepiej sprawdziłoby się jako oddzielne teksty w jakimś periodyku, niż część książki.

Jednak mimo tego znużenia w pewnym momencie, znów było tu wszystko to, co mi się tak bardzo u Terzaniego podoba. Tym razem punktem wyjścia dla jego rozważań o człowieku i poszukiwań sensu życia jest diagnoza choroby nowotworowej. Czytaj dalej Nic nie zdarza się przypadkiem

Przeczucie

Można by Przeczucie odczytać jako książkę o niekompetentnych urzędnikach, biurokratach, którym zależy wyłącznie na utrzymaniu swoich stołków, miernotach, które przypadkowo znajdują się na odpowiedzialnych stanowiskach oraz o jednostkach, które jednak w sytuacjach kryzysowych próbują działać, zaś wcześniej starają się zwrócić uwagę innych na zbliżające się kłopoty. Michael Lewis zdaje się wciąż pisać takie książki. Tak było w przypadku Pokera kłamców o upadku Salomon Brothers, Big Short  – o kryzysie hipotecznym 2007, do pewnego stopnia mieści się w tym również Moneyball – o tym jak grupka osób zmieniła podejście do baseballu. Czytaj dalej Przeczucie

Lato, gdy mama miała zielone oczy

Mnóstwo tu pięknych zdań. Takich, jak tytuł. Zatrzymujących na chwilę. Ciekawa historia relacji syna z matką. Nastoletniego buntownika, nienawidzącego własnej rodziny, w którym nagle dokonuje się przemiana (może nawet zbyt nagle).

A jednak czytam Lato, gdy mama miała zielone oczy Tatiany Țîbuleac i mam wrażenie, że brak tam jakiegoś zaangażowania. Emocji, które by poruszały nieco bardziej. Naturalnie można sobie to tłumaczyć postawą Aleksa, głównego bohatera. Ale to zupełnie nie to.  Czytaj dalej Lato, gdy mama miała zielone oczy

Porozmawiajmy o czymś przyjemniejszym

W mojej lokalnej bibliotece, w której nie pojawiam się zbyt często, pojawiła się półka z komiksami. W części dla dorosłych czytelników. Nie chodzi przy tym o komiksy XXX, tylko po prostu przeznaczone dla dojrzałego czytelnika. Dumnie wystawione obok bestsellerowych kryminałów i innych popularnych powieści. Z ciekawości zerknąłem na nie, po coraz lepszych doświadczeniach z książką graficzną. Było ich kilka, wśród nich między innymi Folwark zwierzęcy, ale moją uwagę przyciągnął Porozmawiajmy o czymś przyjemniejszym Roz Chast. Kojarzyłem tę kreskę z rysunków, które od czasu do czasu wyświetlają mi się na fecebookowej stronie The New Yorker. Czytaj dalej Porozmawiajmy o czymś przyjemniejszym

Jestem, jestem, jestem

Kiedy jesteś dzieckiem, nikt ci nie mówi, że umrzesz. Musisz samemu do tego dojsć.

Znajduję czasem na czytniku książki kupione pod wpływem jakiegoś impulsu. Z nimi jest nieco trudniej niż z papierowymi książkami, bo nie ma fizycznych “kotwic”, z którymi można by je skojarzyć. I zwykle nie wiem, czemu je kupiłem. Z pewnością nie pod wpływem recenzji, czy blurbów okładkowych. Raczej to czyjeś wrażenia, jedno może kilka dnia sprawiły, że zaznaczam “do przeczytania”, a czasem od razu kupuję. Tak musiało być z Jestem, jestem, jestem Maggie O’Farrell Czytaj dalej Jestem, jestem, jestem

Z anoreksją na pokładzie

Lektura indywidualnych przeżyć osób zmagających się z własnymi demonami jest niezmiernie istotna. Z jednej strony tym, którzy mają podobny problem może służyć jako wsparcie, z drugiej – całej reszcie – może uzmysłowić, jak złożony jest świat ludzkich doświadczeń. Powinna uleczyć z postrzegania świata i innych na zasadzie “ja tak nie mam, więc co to za kłopot”. Inni mają. Zmagają się z traumami, depresjami, różnego rodzaju zaburzeniami i ich świadectwo pozwala zrozumieć i uwrażliwić się na drugiego człowieka. Bez ocen, za to z szacunkiem dla odmienności przeżyć i zachowań.

Sięgnąłem po książkę Z anoreksją na pokładzie Katarzyny Zachacz, kierowany właśnie tą ciekawością. Co dzieje się w umyśle osoby, która zmaga się z zaburzeniami jedzenia.  Czytaj dalej Z anoreksją na pokładzie