Opowieści ze wsi obok

Zaczęło się od listu otwartego, jaki napisał Mirosław Miniszewski do rzeczniczki Straży Granicznej, 14. listopada. Mocny, dosadny, odważny i wbrew oficjalnej propagandzie. Nie wiedziałem kim jest autor, podpisujący się jako “doktor filozofii, mieszkaniec strefy stanu wyjątkowego”. Szybko znalazłem jego stronę, a tam informacje o napisanych przez niego książkach. Dwa zbiory opowiadań: Opowieści ze wsi obok oraz Różnia i inne opowieści ze wsi.

W obu przypadkach zamieszczone zostały fragmenty, więc kliknąłem i… 

Pierwsze wrażenie, nie było zbyt pozytywne.

To nie tak, że pisarz coś wie, coś wie lepiej. Ni chuja! On jest tylko jak posadzkarz.

Tak od razu? Z bluzgami? Nie przepadam…, ale doczytałem do końca tę deklarację pisarską i się zachwyciłem. 

Czy przestanę pisać? Nie, nie sądzę, bo to jest zawód jednak dobry, praca ze słowem, jego łamaniem, z prowokowaniem idiotów, których jest bez liku naokoło. 

Brutalizm w języku przestał mi już przeszkadzać zupełnie. Czytam kolejne opowiadania udostępnione przez Miniszewskiego i niemal równolegle składam zamówienie. Chcę mieć całość!

Jestem po lekturze Opowieści ze wsi obok i mam mieszane uczucia. Generalnie na plus, choć czuć pewną powtarzalność. Miniszewski stworzył coś w rodzaju podlaskiego brutalizmu magicznego. Dziwny ten świat, pełen faszystów, seksualności, puszczy i bagien. Przenikają się tam światy przybyszów z zewnątrz, którzy osiedlili się na wsi, oraz lokalnych mieszkańców, z bliżej nieokreślonym wiekiem (każdy z nich może mieć lat dwadzieścia, a może sześćdziesiąt), tajemnicami, skłonnościami.

Jest w serialu na Netfliksie Miłość, śmierć i roboty, odcinek zatytułowany Wysypisko (s01e09) i on mi przypomina bardzo światy stworzone przez Mirosława Miniszewskiego.

Z tym, że nie dzieje się gdzieś na zadupiu amerykański, tylko na naszym podlaskim. I nie jest to świat, który spodoba się czytelnikowi, który boi się satyry, czy krzywego zwierciadła. Pewnie dla wielu z tych, co to z hasłami o polskości na ustach, chętnie zatłukliby innych, proza Miniszewskiego bardzo się nie spodoba.

Mam wrażenie, że dla autora (a może i części czytelników) te kolejne powiastki są trochę jak najczarniejsze myśli, których w normalnej sytuacji bałby się wypowiedzieć. Ale jesteśmy w nienormalnej sytuacji, w której panoszą się faszyści, myśliwi nie mają szacunku dla zwierząt (a po rozwiązaniach prawnych nie tylko), a urzędnicy są politrukami wypełniającymi zadania partii. I MIniszewski zadaje im przeróżne “kary” i “tortury” w tym swoim wymyślonym Podlasiu.

Mam swoich faworytów. Jednym z nich jest opowiadanie Niedźwiedzie zabijają Polaków (jest w udostępnionej próbce).

Jeśli Wam się spodoba, uszanujecie mieszkańców, to macie szansę na kogiel-mogiel z pięciuset jaj.

[Foto: Kadr z serialu Miłość, śmierć i roboty]

Opowieści ze wsi obok, M. Miniszewski

Opowieści ze wsi obok, Mirosław Miniszewski

Wyd.: Dzikie siedlisko, 2020

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.