Niemcewicz od przodu i tyłu

Obejrzałem serial netflixowy 1670. Kilka razy się uśmiechnąłem i w zasadzie tyle. Bardziej śmieszyły mnie medialne analizy, jak to zakrzywiona została rzeczywistość historyczna i że, w ogóle tak nie było, że pełen stereotypów i – jak napisał jeden z komentatorów – można było inaczej. Część konserwatywnych krytyków poczuła się urażona, obrażona i zniesmaczona. Widzom się podoba, satyra jest dość zgrabniutka, jak to satyra bazuje na stereotypach i przesadzie, a czepianie się, że coś tam jest niezgodne z historią, jest przekomiczne. Ciekawe, czy gdyby tłem satyry był statek kosmiczny, czepiano by się szczegółów zaprzeczających fizyce.

W każdym razie, przy okazji serialu gdzieś w necie, ktoś wspomniał o książce Karola Zbyszewskiego Niemcewicz od przodu i tyłu, że znacznie zabawniejsza niż serial Netflixa.

Karol Zbyszewski był satyrykiem i dziennikarzem urodzonym w 1906 roku, zaś Niemcewicz od przodu i tyłu Zbyszewskiego jest jego pracą doktorską napisaną w 1939 roku i nie przyjętą przez Uniwersytet Warszawski. Zbyszewski opatrzył ją komentarzem i postanowił wydać, co spotkało się ze sporym odbiorem. Ten – w zamierzeniu – życiorys Jana Ursyna Niemcewicza to właściwie satyra na osiemnastowieczną Polskę. Autor wyjaśnia, że nie chciał pisać kolejnej nudnej pracy naukowej, która kurzyłaby się w archiwach, przez nikogo nie czytana. Dlatego postanowił wykorzystać swój warsztat dziennikarsko-felietonistyczny i napisać lekką, zabawną, kąśliwą analizę tamtych czasów, mocno udokumentowaną w źródłach. W opisach czytamy, że praca ma formę pamfletu. W przedmowie do wydania z 1939 roku Stanisław Mackiewicz pisze wprost, że książka jest “strasznym i zawziętym paszkwilem na ostatniego króla Polski i Wielkiego Księcia Litwy”, choć uważa, że książka jest świetna, pióro Zbyszewskiego doskonałe. “W osobie Karola zbiegł się historyk o nie byle jakiej erudycji i dziennikarz pierwszorzędny, więc książka ta staje się lekturą wspaniałą, oryginalnym rarytasem dla ludzi o wyrobionym podniebieniu literackim.” Różnica między pamfletem a paszkwilem jest bardzo cienka, ale Zbyszewski z całą pewnością nie jest obiektywnym autorem, co znów podkreśla w przedmowie Mackiewicz.

Ma wstręt do „państwowotwórczego” zakłamania, że warczy na dzisiejszość i rzeczywistość polską. I ten sam patriota Karol jest historykiem XVIII wieku polskiego. On te osoby, które dla nas są już poukładane w trumny, zna z bliska, on z nimi obcuje codziennie w studiach naukowych. I oto ich działalność budzi w nim taki sam gwałtowny protest jak w nas, dziennikarzach, budzi gadatliwość i zakłamanie obecnych naszych polityków. Karol nienawidzi tych ludzi, którzy prowadzili Polskę do trzeciego rozbioru, i w tej nienawiści zwraca przeciw nim swój oręż satyryka. Karol historyk reaguje na fakty, poznawane przez siebie z żywością Karola dziennikarza.

No cóż. Sama formuła, faktycznie daleka jest od pracy doktorskiej, nie zaskakuje więc decyzja uniwersytetu. Sama zaś książka mnie w pewnym momencie zaczyna nużyć. Przez moment to jego pisanie przypominało nieco Stefana Wiecheckiego (Helena w stroju niedbałem), choć oczywiście u Wiecha jest to kreacja i anegdota, a u Zbyszewskiego mamy odwołania do źródeł. Zbyszewski nie jest też miły dla opisywanych przez siebie bohaterów. “Dyplomłatek”, “chambasador”, “magnatołek”, a oprócz tego klasyczne “złodziej”, “pieczeniarz”, “pachołek” – to garstka epitetów, którymi obdarza autor postaci historycznych. Złodzieje, obłudnicy, pijacy, dbający wyłącznie o własny interes to obraz polskiej elity XVIII wieku. W zasadzie możemy przypuszczać, że jest prawdziwa, patrząc na to co dzieje się współcześnie, ale jednak na dłuższą metę jest nudne i męczące. Wyciąga się z tego zgrabne anegdotki (z pamiętników Niemcewicza, nad którymi w archiwach Zbyszewski spędził mnóstwo czasu) i tylko tyle.

Jest w 1670 scena, w którym Jan Paweł Adamczewski mówi: “jesteś swój chłop. Tak się tylko mówi. Oczywiście jesteś mój chłop. To mój chłop”, Zabawne? No to zerknijmy co pisze Zbyszewski.

Wiosną 1780 roku książę Adam [Czartoryski] postanowił odwiedzić swe wschodnie posiadłości. Pałac Błękitny trząsł się od przygotowań, cały dwór miał przecie towarzyszyć księciu. Widząc paziów beczących w kącie, książę zapytał o przyczynę tej powodzi. — Z rozkazu pana marszałka wsypano nam po 30 rózeg! Wezwany marszałek Borzęcki wyjaśnił: — Jakżeż? Trzeba przygotować chłopców do podróży. W drodze może nie stać czasu na prawienie im morałów… W nagrodę za przezorność podarował mu zaraz książę Adam piękną tabakierę.

Zostawię fragmenty , żeby pokazać jak wygląda styl i praca Zbyszewskiego. Doszedłem do połowy, i uznałem, że nic nie stracę jeśli przerwę, choć gdybym nic innego nie miał do roboty, może dla kolejnych anegdotek bym sobie dalej przeglądał.

Zimą 79 roku Niemcewicz pojechał z księciem do Białej na ślub przyrodniej siostry Karola Radziwiłła z synowcem biskupa wileńskiego Massalskiego. […] Młoda para nie olśniewała: Radziwiłłówna szpetnawa, z dobrze wydzwonioną trzydziestką, zasuszona cnotnisia; Massalski tak szczupły, mały, że prawie karzeł, i tak tępy, ograniczony, że zupełny kretyn; był on dowódcą pułku 80 hultajów, który biskup specjalnie dlań utworzył. Oczywiście pruderia z idiotyzmem pobierały się nie z własnej inicjatywy, ale na żądanie biskupa i wojewody, którzy widzieli w tym mariażu nowe uświetnienie swych znakomitych rodów.

**

Niemcewicz ukończył korpus kadetów jako gefrajter, obecnie był majorem Pieszej Gwardii Litewskiej; by móc posłować, podał się do dymisji. Przez te 10 lat uciążliwej służby wojskowej może i wdział mundur 10 razy — na maskarady czy dla zaimponowanie jakiejś kuchcie.

**

Państwowe dochody Polski wynosiły rocznie 18 milionów, prywatne króla — 10 milionów złotych; wojsku można było nie płacić, bez armat się obejść, ale nałożnice monarsze musiały otrzymywać żołd akuratnie, nowe bohomazy w Łazienkach przybywać. Stanisław August miał długów powyżej uszu, bał się, że przy pierwszej o tym wzmiance opozycja wrzaśnie: Veto! i sejm rozejdzie się po kościach, nie uchwaliwszy mu żadnego sukursu. Szermując tedy potrzebą ustanowienia wojska i podatków, prosił usilnie przełaskawą Katarzynę o pozwolenie zawiązania konfederacji.

**

Sejm pracował pełną gębą. Mrozy następowały, więc stutysięczną armię na papierze należało czym prędzej ubrać. Gdakano o tym zapamiętale: wysokość kasku, kolor munduru, szerokość spodni, grubość podeszew — roztrząsało plenum sejmu. Posłowie, co nie odróżniliby prochu od kaszy, spierali się do upadłego o pakowność patrontaszy, o długość piki. — Kurtka dragona winna mieć dziewięć guzików! — wołał hetman Tyszkiewicz. — Przenigdy, w razie alarmu nie zdąży się zapiąć, siedem guzików wystarczy — oponował pisarz koronny Kazimierz Rzewuski, mający się za wielkiego znawcę wojskowości, odkąd ruskie sołdaty pogwałciły mu wszystkie dziewki folwarczne. 

— Dragoni Fryderyka mieli po dziewięć guzików pod Mollwit i dzięki temu atak ich rozstrzygnął o zwycięstwie. 

— Widocznie atak był po południu i zdążyli się ubrać. — Ustanówmy osiem guzików i niech będzie zgoda — proponował Małachowski. 

— Nie mogę przystać, bez dziewięciu guzików to żaden dragon.

— Jeden więcej niż siedem to każda bitwa przegrana.

**

Korpus dyplomatyczny w Polsce składał się z miernot, które u siebie w kraju uchodziły za kompletne zera, w Warszawie uważały się za wiele znaczące jednostki, socjeta stołeczna widziała w nich wszechmocnych geniuszów.

I ostatni fragmencik, w kontekście ujawnionych właśnie informacji o tym, jak płacono “komentatorom” i dziennikarzom w TVP, za czasów rządów Prawa i Sprawiedliwości.

**

Dotychczas być na żołdzie moskiewskim uważano za wielce zaszczytne: 

— Widać coś znaczy i jest wart, skoro przenajświętsza carowa mu płaci! — mówiono. Obecnie publiczna opinia zwróciła się całkowicie przeciw rublochapom, w salonach drwiono z nich, na ulicy furmani wołali do siebie: 

— Z drogi, pieczeniarzu, patriota jedzie.

Posłowie zaczynali i kończyli swe perory w sejmie od przysięgi, że pieniędzy moskiewskich nie brali. 

Ci, co brali — nie wyrzekli się ich. Ale już nie pysznili się tym, tłumaczyli rzeczowo: 

— Biorę pieniądze, bo trzeba niszczyć protektorkę wszelkimi sposobami.

[Grafika: Julian Ursyn Niemcewicz, obraz Antoniego Brodowskiego, 1820]

 

Niemcewicz od przodu i tyłu, K. Zbyszewski
Niemcewicz od przodu i tyłu, Karol Zbyszewski

Wyd.: Zysk i S-ka, 2013

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *