Po tamtej stronie śmierć

Słowo „żałoba” działa na mnie piorunująco. Nie! Nie jestem w żałobie. Nie chcę nosić po tobie żałoby. Na razie leżysz na stole w szpitalnej kaplicy. To wszystko.

Gdzieś tam w internecie odbyła się wojna dwóch plemion. Jedna z wielu, według tych samych zasad. Jedna strona jest przekonana o racjach swojego “wodza”, druga swojego i nie ma możliwości porozumienia. Emocje eskalują, robi się momentami nieprzyjemnie, zaczynają się wyzwiska, deklaracje zrywania znajomości. Przykro się na to patrzyło. Rzecz dotyczyła domniemanego plagiatu, czy też głębokiej inspiracji, co zarzuciła jedna autorka książki, drugiej autorce. Pierwsza książka wyszła lata temu, druga zyskała uznanie i nagrody w tym roku. Obie dotyczyły niesłychanie trudnej i intymnej sytuacji, jaką jest śmierć matki i przeżywanie żałoby. Tym bardziej więc te publiczne zapasy zwolenników argumentów jednej i drugiej strony były przykre. Obie czytałem już jakiś czas temu i nie miałem wrażenia, plagiatu, ani inspiracji, no chyba, że za inspirację uznać, fakt, że pisze się o żałobie osoby bliskiej.

Jednym z argumentów w dyskusji, był również ten, która z autorek jako pierwsza napisała w polskiej literaturze o śmierci matki. Krępujące. Niemnniej, ktoś tam nieśmiało rzucił w zalewie tych wszystkich pohukiwań, że pierwszą taką autorką była Maria Nurowska, z wydaną w 1977 roku Po tamtej stronie śmierć.

Dla mnie to największa wartość tego niepotrzebnego (publicznie) sporu. Maria Nurowska, Nurowska, Nurowska…, kojarzę, to jakaś literatura tzw. “kobieca”. Nie ma znaczenia. Szukam jej książki, która okazuje się debiutem literackim autorki (nie licząc zbioru opowiadań) i otwiera mi się na ostatniej stronie. To wydanie z 2013 roku i zawiera pewne przesłanie “Do mojego czytelnika”.

Książką Po tamtej stronie śmierć zaczynałam swoją literacką drogę i z ręką na sercu mogę powiedzieć, że dzięki niej stałam się pisarką. Byłam jednak młoda, niedoświadczona i nie zdawałam sobie sprawy, jaką cenę będę musiała zapłacić za ten debiut. Nie ostrzeżono mnie, że wybierając taki zawód, należy ustanowić bariery, których nigdy nie wolno przekroczyć. Teraz, przy końcu tej drogi, wiem, że naruszenie tabu śmierci nie odbywa się bezkarnie. Gdy się znajdzie blisko niej, należy zachować milczenie. Ja tego nie zrobiłam, chciałam wykrzyczeć swój ból po stracie matki, chciałam się z Nią rozliczyć i wypomnieć wszystkie krzywdy, których jako dziecko od Niej doznałam.  

[…]

Powieść Po tamtej stronie śmierć miała tylko trzy wydania. Nie chciałam jej wznawiać. Uważałam, że powinnam napisać ją od nowa, bo nie oddaje w pełni złożonych losów mojej rodziny. 

[…]

Wiem już, że nie napiszę tej książki od nowa, postanowiłam więc przywrócić jej literackie życie.

To bardzo mocne wyznanie. Nurowska opublikowała swoją książkę pięć lat po śmierci matki. To rzeczywiście rozliczenie się z przeszłością. Trudną przeszłością córki, pijącej matki. Być może – czytając to można odnieść takie wrażenie – matka autorki borykała się z chorobą afektywną dwubiegunową, a może jej zachowania były konsekwencjami przeżyć wojennych i powojennych. To nie ma znaczenia dla córki, skrzywdzonej, manipulowanej, często przerażonej. Córki, która po latach ciężkich doświadczeń w relacji z matką, właśnie musi ją pochować i zostaje sama z wszystkimi banalnymi czynnościami, z którymi to się wiąże.

Bardzo ta historia podobna jest do powieści graficznej Roz Chast Porozmawiajmy o czymś przyjemniejszym, w której również pojawia się schemat nie najlepszej relacji córki z matką, które ostatecznie związane zostają końcem życia tej drugiej.

Najdziwniejszy los kobiety, która była moją matką, dobiegł swojego kresu, a ja, jej córka, nie jestem w stanie uronić ani jednej łzy.

[…]

Płaczę, co za ulga. W trzydzieści osiem godzin i piętnaście minut od momentu jej śmierci łzy jak słona woda płyną mi po twarzy.

Mam wrażenie, że gdyby Maria Nurowska nie napisała tej książki, jako autobiograficznej powieści o żałobie, to i tak napisałaby o matce. O tych splątanych losach kobiety żyjącej w przedziwnych związkach (z mężem i kochankiem w jednym mieszkaniu), kochającą ludzi, pomagającą potrzebującym i nie dającą zbyt wiele miłości swojej córce. Jak pisze w swoim wyjaśnieniu dla czytelnika

Nie napisałam w tej ani w żadnej innej książce jednego zdania, którego bym się wstydziła.

To bardzo ważna deklaracja. Tak, to wyznanie jest krzykiem złości, rozpaczy, ale i miłości. Dziwnej, związanej z trudnymi przeżyciami, ale w mojej opinii, nie ma tam nic co by szokowało. Może w latach siedemdziesiątych tak było (nie wiem, jak został odebrany ten debiut), może dla tych wszystkich, którzy uważają, że “nie kala się własnego gniazda” tego typu wyznania, są nie do wyobrażenia, ale tak właśnie często wygląda literatura. Poruszająca literatura, która innym pozwala odnaleźć również siebie w przeżyciach innych.

[Zdjęcie autorstwa cottonbro z Pexels]

 

Po tamtej stronie śmierć, M. Nurowska

Po tamtej stronie śmierć, Maria Nurowska

Wyd.: WAB, 2013

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.