Zatracenie

Pewną cechą ebooków, jakie ściągam na czytnik jest to, że z wyjątkiem okładki, nic nie wiadomo o ich treści. Nie pamiętam, kiedy i dlaczego coś kupiłem, a nie mogąc zerknąć na tył książki, żeby przeczytać redakcyjny opis, w zasadzie nie wiem, o czym może być dana książka. Bardzo lubię te zaskoczenia. Zupełnie nie pamiętam dlaczego i kiedy kupiłem Zatracenie japońskiego pisarza Osamu Dazai. Przeglądając jednak kolejkę zaległości wybieram właśnie ją.

W trakcie lektury uświadamiam sobie, że zdaje się miała to być jakaś japońska klasyka sprzed kilkudziesięciu lat. Ale przypominam sobie o tym, nie dlatego, że tak wynika z treści. Jest dokładnie odwrotnie – książka jest wyśmienicie neutralna. W zasadzie można by ją odnieść do czasów współczesnych. Co więcej spokojnie można by ją umiejscowić w naszym kręgu kulturowym. Co prawda czasem pojawia się i kimono i sake, ale to nie ma zupełnie znaczenia. Ta swego rodzaju neutralność kulturowo-czasowa wiąże się prawdopodobnie z tym, że mamy do czynienia z dziennikami bohatera, koncentrującymi się na zapisie przeżyć i emocji. Te zaś zdają się być wyjątkowo uniwersalne.

Sprawdzam w końcu czas powstania Zatracenia – 1948, tuż po zakończeniu wojny. Ba nawet tej wojny nie daje się tam odczuć.

Ja żałosny nieszczęśnik uciekający nieustannie od ludzi i niezdolny do odróżniania tego, jak zachowujemy się “wewnątrz”, a jak “na zewnątrz”, pogrążałem się w bezdennej samotności

Przerażeniem przejmuje mnie myśl, że ja jeden jestem jakimś kompletnym odmieńcem. W ogóle nie umiem rozmawiać z drugim człowiekiem. Nie wiem, o czym mam mówić, ani jak, po prostu nie wiem. No i wymyśliłem – będę błaznem.

Nie mogę się pozbyć wrażenia, na podstawie wyznań narratora, że dziś miałby szansę na diagnozę spektrum autyzmu lub zaburzeń lękowych. Niezdolność do komunikowania się z ludźmi, wynikająca z niezrozumienia ich, przyjęcie swego rodzaju maski, lęk przed niektórymi sytuacjami i rzeczami. Niemniej, bez względu na współczesną diagnozę mamy wyznania głęboko wyalienowanej osoby, która w pewnym momencie zaczyna zachowywać się autodestrukcyjnie sięgając po używki. Niszczy życie swoje, ale też bliskich i przyjaciół.

Niewielka jest ta książka, a jednak w pewnym momencie mnie już nuży. Jest ciekawa z powodów, o których pisałem wcześniej – owej neutralności kulturowej i czasowej, ale nic więcej mnie w niej nie porusza, choć zdaje się, że dla wielu osób autor i jego twórczość są niesłychanie ważne. 

{Foto: Osamu Dazai]

Zatracenie, O. Dazai

Zatracenie, Osamu Dazai

Wyd.: Czytelnik, 2020

Tłum.: Henryk Lipszyc

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.