Rozpieszczony umysł

Czytam o tym co dzieje się na amerykańskich uczelniach i otwieram szeroko oczy ze zdumienia, choć w zasadzie nie powinienem, bo ten trend pojawił się już również u nas. Na razie wyraźnie dominuje w sieci, ale dotyczy realnych osób, zdarzeń, którym zdarzyło się powiedzieć coś, co nie zostało dobrze odebrane przez “stróżów nowej moralności” i którzy domagają się natychmiastowej samokrytyki, ukorzenia i upokorzenia. Często ci, których to dotyczy nie rozumieją o co jest batalia, próbują wyjaśniać, tłumaczyć, ale tu nie ma miejsca na niuanse. Ma być jak w polityce, albo jesteś z nami, albo przeciwko nam. 

Jonathan Heidt oraz Greg Lukianoff postanowili zająć się tym Jak dobre intencje i złe idee skazują pokolenia na porażkę, taki podtytuł nosi książka Rozpieszczony umysł. I choć w polskiej wersji w podtytule pada zwrot “pokolenia”, to w oryginale chodzi o jedno pokolenie, a w książce to wyraźnie wybrzmiewa.

Pokolenie Z, czy też iGen, jak autorzy podają za szeroko cytowaną w swojej pracy J. Twenge, to jest pokolenie, które właśnie wchodzi na rynek pracy. Pierwsze całkowicie cyfrowe pokolenie, urodzone po 1995 roku, których dzieciństwo i młodość przypadło na rozwój mediów społecznościowych. Twenge zwracała uwagę na to, jak pojawienie się tego nowego pokolenia całkowicie zmieniało trendy zachowań, przyzwyczajeń i wartości. Autorzy: Lukianoff, prawnik i dziennikarz specjalizujący się w kwestiach wolności słowa i Pierwszej Poprawki do Amerykańskiej Konstytucji oraz Heidt, psycholog społeczny starają się pokazać, w jaki sposób nadopiekuńczość systemowa i rodzicielska doprowadziła do tego, że wielu przedstawicieli nowego pokolenia, jest absolutnie nie odporna na wyzwania, trudności oraz oceny. A w związku z tym ich obrona samych siebie oznacza wykluczanie z debaty przedstawicieli poglądów, “z którymi czują się niekomfortowo”. Jest to szczególnie niebezpieczny trend na uczelniach wyższych, które powinny być miejscem, gdzie ścierają się różne nurty i trendy, trwa dyskusja, poddaje się krytyce własne pomysły. Tymczasem zaczyna dominować domaganie się, by uciszano, wyrzucano z pracy, wymagano korekcyjnych zajęć od wykładowców, którzy prowokują do dyskusji, lub wywołują dyskomfort. Wprowadzenie do słownika pojęć “mikoragresji” czyli wszelkich zachowań powodujących, że JA CZUJĘ się niekomfortowo, bo ktoś coś powiedział, czy odbieranie dowolnej wypowiedzi jako rasistowskiej, antyfeministycznej czy po prostu przemocowej wywołuje natychmiastową reakcję i odwet. To świat, w którym nie ma miejsca na przeprosiny tylko na totalne upokorzenie lub wykluczenie. Nie zakłada się tu dobrej woli, tylko wyłącznie wali sloganami o patriarchacie lub dominacji białych, heteroseksualnych mężczyzn. A jeśli ktoś się za nimi opowie, to tym gorzej dla niego. Bo zdaje się nic nie rozumieć.

Najgorsze jest to, że osoby broniące swojej wrażliwości posuwają się same do agresji, linczu i braku jakiejkolwiek otwartości na rozmowę. One poczuły się urażone (a potencjalnie wszystko jest urażające) więc to wyklucza przyjęcie jakichkolwiek wyjaśnień. Oto co piszą autorzy o wydarzeniach z 2017 w Evergreen State College, na którym doszło do zamieszek przeciwko jednemu z wykładowców oskarżonego o rasizm.

Rektor uczelni, członkowie administracji i wybrani wykładowcy włączyli się w zakrojoną na cały kampus akcję „słuszności”. W jej ramach wprowadzono między innymi nowy przepis mówiący, że wszyscy nowi pracownicy będą musieli dostarczyć zaświadczenie o „słuszności”. Rektor Evergreen, George Bridges, zaczął w notatkach i e-mailach używać frazy „edukacja-solidarność-inkluzywność”. Wraz z „radą do spraw słuszności” wprowadził również szereg ćwiczeń kształtujących solidarność. W ramach jednego z nich wymieniani po nazwisku pracownicy uczelni musieli wsiąść do wyimaginowanego czółna, w którym odbywali symboliczną, wspólną podróż do słuszności (przy akompaniamencie dźwięków rozbijających się fal i indiańskich rytmów)

Czy to się różni od tego, co piszą o stalinowskiej samokrytyce Magdalena Wierzbik w tekście Socrealistyczna krytyka i samokrytyka?

Samoukorzenie jako programowy składnik ideologii miało charakter rytualny. Pierwszy etap stanowiło w e z w a n i e do samokrytyki. Mogło się ono odbyć expressis verbis lub w sposób zawoalowany, na przykład przez usunięcie ze stanowiska, ostrą krytykę działań padającą z ust ważnego funkcjonariusza bądź wyrażoną przez lud . Wezwanie takie oznaczało, że pozycja pisarza jest zagrożona. Kolejnym etapem była „prorabotka” czyli publiczna nagonka. Szczególnie „cenione” były uwagi osób blisko związanych z podsądnym. Uczestnictwo w nagonce wynikało albo z własnej inicjatywy uczestnika, albo z chęci prewencyjnego zabezpieczenia się czy wykazania. Kolejnym elementem było przygotowanie tekstu autokrytyki. W wyjątkowo ważnych przypadkach odbywały się konsultacje dotyczące kształtu przemowy, a nawet jej redakcji: „Optymalna z punktu widzenia władz sytuacja, jaką była pełna zgodność tekstu przygotowywanej autokrytyki z wywołującym ją oskarżeniem, nadawała jej paradoksalny status tekstu, którego faktycznym autorem jest nominalny adresat”. Następnie przychodził czas na ocenę marksistowskiej spowiedzi, szczególnie pod względem zgodności z oczekiwaniami partii

Lukianoff i Heidt próbują wyjaśnić i zrozumieć jak doszło do tej sytuacji. W jaki sposób było wychowywane pokolenie, które nie radzi sobie ze stresem, nieustannie oczekuje pomocy i wsparcia. Dlaczego rozszerzono pojęcie przemocy, na wszystko co wywołuje dyskomfort? Dlaczego wskaźniki zachorowań na depresję poszybowały w górę, czemu przestano umieć debatować, a zaczęto ze sobą walczyć, tak jak ma to miejsce w polityce – dwa zaciekle zwalczające się obozy. I choć autorzy piszą o amerykańskiej młodzieży, amerykańskich uczelniach, to w gruncie rzeczy część z tych trendów przebija się również u nas.

I choć na końcu obaj autorzy sugerują pewne rozwiązania, które mogłyby zmienić ten stan, mam dużo wątpliwości, podobnie jak rady dotyczące funkcjonowania mediów społecznościowych sugerowane przez M. Fishera w Trybach chaosu. Bo wszystkie one zakładają dobrą wolę drugiej strony. A z tym zdaje się jest największy problem.

[Photo by Sincerely Media on Unsplash ]

Rozpieszczony umysł, G. Lukianoff, J. Heidt

Rozpieszczony umysł, Greg Lukianoff, Jonathan Heidt

Wyd.: Zysk i S-ka, 2023

Tłum.: Filip Filipowski

2 komentarze do “Rozpieszczony umysł”

  1. Znowu mnie uprzedziłeś, bo właśnie miałam pisać o tej książce. Też otwierałam przy lekturze oczy ze zdumienia, choć, jak zauważasz, to zjawisko też jest zauważalne u nas w sieci (nie wiem jak jest na uczelniach) – te wszystkie gównoburze i piętnowanie z byle powodu. Sporo obaw to we mnie wywołuje, bo jest to świetne podłoże do panoptikonu i powoli w takim zaczynamy żyć, skoro wszystko jest widoczne w sieci.

    1. Myślę, że to już się dzieje i w realnym świecie. Może nie w takiej skali jak w USA. Ale juz widzę ostrzeżenia przed „niekomfortową treścią”, gdy mowa o trudniejszych tematach.
      Zaczyna to przypominać ten odcinek Black Mirror – Archangel.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *