Wchodzi koń do baru

– Nie jestem właściwym targetem. Wszystkie te zabawy, żarty, śmichy-chichy to nie dla mnie, nie na moją głowę i nie na mój wiek. Przykro mi. […] Nie zrozum mnie źle. Jestem pewien, że mnóstwo ludzi uwielbia tego rodzaju rozrywkę, nikogo nie oceniam, każdy ma prawo lubić, co mu się podoba…

W zasadzie zgadzam się z taką oceną stand-upu, jaką wyraził jeden z bohaterów powieści Dawida Grosmana Wchodzi koń do baru. Czasem coś obejrzę, może nawet się roześmieję, ale generalnie nieco mnie nuży pewna powtarzalność i banalność chwytów w tej formie rozrywki, zasadzająca się głównie na wulgaryzmach.  Jak stwierdza ów bohater nic na to nie poradzę, że ten gatunek widowiska jest tak beznadziejnie ograniczony.

Grosman uczynił standupera bohaterem swojej książki. Spróbuję zbyt wiele nie napisać, żeby nie popsuć przyjemności z jej lektury. Całość jest w taki sposób skonstruowana, że uczestniczymy w występie Dowale G. W zasadzie nie wiemy, czego się spodziewać, choć dość szybko dowiadujemy się, że jedną z osób na widowni jest zaproszony przez komika znajomy. Dawny znajomy, który nie bardzo pamięta spędzonych wspólnie chwil z młodości. I na tym koncepcie opiera się niemal całość powieści. 

Spektakl rozpoczyna się jakimiś żartami, ale dość szybko – jak to w stand-upie – pojawiają się wątki prywatne. Bardzo prywatne, naruszające różnego rodzaju tabu. 

Zaproszony gość zaczyna sobie przypominać sprawy z przeszłości i w tym momencie zaczyna się robić bardzo duszno. Ta duszna atmosfera w książce, jest fenomenalnie stworzona.

Gdzieś tam zaczynają się pojawiać nieuniknione skojarzenia z filmem Joker w reżyserii Todda Phillipsa (powieść Grosmana powstała kilka lat wcześniej). Zaczynam się zastanawiać nad tym, co czasem przedostaje się do mediów. O depresjach znanych komików, czy aktorów komediowych – Robina Williamsa, Jim Carrey. Jak bardzo tego rodzaju osoby, obnażające się publicznie, gdzie do końca nie wiemy, co jest fikcją, a co faktycznymi przeżyciami ponoszą koszty takich wyznań. 

Inna kwestia, na ile uczestnicy tego rodzaju spektakli – gdzie nastawiają się oczywiście na rozrywkę – zostają czasem “trafieni”, jakąś wyjątkowo mocną historią, która dotyczy ich samych. Zwłaszcza w tych momentach, gdy komik nawiązuje dialog z uczestnikami i wyszydza jakieś zachowania, albo wygląd.

Ludzie spoglądają po sobie, poruszają się niespokojnie. Coraz mniej rozumieją, w czym tu właściwie biorą udział wbrew swojej woli. Nie mam wątpliwości, że już dawno wstaliby i wyszli albo nawet przegnali go ze sceny gwizdem i wrzaskami, gdyby nie pokusa, której tak trudno się oprzeć – pokusa zaglądania w cudze piekło.

Choć występ Dowale jest osadzony w rzeczywistości izraelskiej i trochę tam odwołań do polityki tego kraju i w nieunikniony sposób do Holokaustu, to nie ma to aż tak dużego znaczenia. Świetnie napisana i skonstruowana proza. Ze względu na tę stworzoną atmosferę jednak z lepszych powieści, jakie w tym roku przeczytałem.  Wciągająca, inspirująca, nieoczywista. 

[Photo by Brands&People on Unsplash ]

 

Wchodzi koń do baru, D. Grosman

Wchodzi koń do baru, Dawid Grosman

Wyd.: Znak Literanova, 2016

Tłum.: Regina Gromacka

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.