Co dalej, szary człowieku?

Zaczynam sięgać coraz częściej po książki opisujące rzeczywistość w Niemczech lat 30. ubiegłego wieku. Nigdy nie przekonywała mnie uproszczona narracja, że “taki już jest ten naród”; “dali się zbałamucić propagandzie”. Za tym stał przecież terror państwa, skierowany nie tylko przeciwko obywatelom pochodzenia żydowskiego, ale opozycjonistom, dziennikarzom, literatom, czy po prostu wyrażającym wątpliwości. Część lądowała w więzieniach, inni w obozach koncentracyjnych, jeszcze innych wysyłano na front, gdy już wybuchła wojna. Zanim jednak to nastąpiło, krok, po kroku zawłaszczano państwo, tworzono aparat represji, miernoty uzyskiwały władzę nad innymi (Rewolucja nihilizmu), zakazywano druku niepokornych i niechętnych władzy. 

W zasadzie pewną karykaturę rekonstrukcyjną widzimy na naszym gruncie od kilku lat. Nie ma się już co krygować w mówieniu o inspirowaniu faszyzmem, bo “zaduch” stał się faktem. Krok po kroku. Wypowiada się konwencje antyprzemocowe, prawo do niezależnego sądu, co więcej odpowiednio manipulując słowami, zyskuje się zwolenników tych idei.

Po raz kolejny zacytuję byłego członka partii nazistowskiej Hermana Rauschniga. Każde z tych zdań można by bez problemu zilustrować przykładami z ostatnich dwóch-trzech lat.

Byłoby to naprawdę naiwnością, gdybyśmy sądzili, że wśród elity znajdzie się choć jedna osoba, rzeczywiście i szczerze wierząca w główne tezy “światopoglądu”. Kolekcjonuje się je świadomie ze względu na ich demagogiczne oddziaływanie i w imię celów politycznych.

[…]

 Amoralność nie stanowi żadnego obciążenia sprawcy, ani też podawania w wątpliwość jego narodowo-socjalistycznego sposobu myślenia. 

[…]

Trzeba było stworzyć mit, który dał masom siły do działania. […]

Mit o narodzie jest fortelem, służącym do trzymania rozegzaltowanej masy w stałym pogotowiu i podatności.

[…]

Im więcej sprzeczności zawiera właściwa doktryna, im bardziej jest irracjonalna, tym lepiej, tym ostrzejszych nabiera profilów. To tylko, co jest pełne sprzeczności jest pełne życia. Partia narodowo-socjalistyczna wie o tym, że jej zwolennicy ciążą jedynie ku poszczególnym hasłom, że masa nigdy nie zdoła ogarnąć całości.

Właśnie w takiej atmosferze funkcjonowali zwykli obywatele. Zastraszani, pod presją, liczący po cichu, że to minie, że ich nie dotknie. W 1938 roku V. Klemperer zanotował w dzienniku

Dziwne, że obecnie, kiedy nowoczesna technika znosi wszelkie granice i skraca odległości (samolot, radio, telewizja, łączenie się organizmów gospodarczych) szaleje tak straszliwy nacjonalizm. Niewykluczone, że to ostatnie spazmatyczne podrygi czegoś, co jest już przeżytkiem.

A jednak, zło nie znikało, szło coraz dalej i dalej. W poczuciu bezkarności, apelujące do patriotyzmu, Narodu i innych haseł.

W tych poszukiwaniach opisu codzienności zwykłych Niemców, trafiam na Hansa Falladę. Z kilku dostępnych od ręki w bibliotece pozycji, zdecydowałem się na Co dalej, szary człowieku?

Nie do końca to odpowiedź w moje poszukiwania, niemniej pod innymi względami okazała się niezwykle interesująca. Pomijam język, specyficzną narrację, a przede wszystkim irytujące zachowanie głównej bohaterki, która jest niczym Polyanna. W obliczu wydarzeń nieustannie z uśmiechem na twarzy. Znacznie bardziej interesujące są kwestie społeczne. Główni bohaterowie to kochankowie – Johannes i Jaginka. Poznają się przypadkiem, zakochują; efektem tego zakochania jest ciąża i oboje postanawiają wychować dziecko. Jest początek lat trzydziestych. W Niemczech szaleje bezrobocie, tło polityczne nie jest w książce tak istotne. Na razie tylko walczą o jakąś dominację bojówki komunistyczne z nazistowskimi. O wiele ciekawsza jest obserwacja rynku pracy.

Czegóż tam nie ma? I nadgodziny brane przez pracowników, z które oczywiście nie dostają wynagrodzenia i dostępność dla pracodawcy niemal przez całą dobę. Naturalnie przy zatrudnianiu, za marne pieniądze stosuje się szantaż w rodzaju “mamy dziesięciu na pana miejsce”. Johannes jest pracownikiem umysłowym i w książce Fallady przedstawieni są oni, jako coś istotnie gorszego od robotników fizycznych – nie potrafią się zorganizować, nie umieją walczyć o swoje, nie mają związków. 

Johannes w pewnym momencie dostaje pracę jako sprzedawca konfekcji. I znów otrzymujemy obraz tego środowiska – walka o klienta, wprowadzenie przez szefostwa minimalnych limitów sprzedażowych, których niezrealizowanie grozi zwolnieniem. Limity sprzedażowe oczywiście są niezależne od tego, czy mamy do czynienia z miesiącem, w którym jest dobra koniunktura, czy takim, gdzie jest słabsza i ma mniej dni (lkryzyuty).

No i moja ukochana scena, gdy do firmy zatrudniony zostaje konsultant do spraw restrukturyzacji, który ma ciąć koszty, czyli szukać kogo by tu zwolnić. Przy czym pensja sprzedawców nie przekracza dwustu marek, zaś konsultant otrzymuje trzy tysiące.

Przypomnę tylko, że mowa o książce opisującej sytuację w Niemczech sto lat temu.

Młodzi borykają się z ciągłymi problemami finansowymi. Oszczędzają na wszystkim, mieszkają w mniejszych lub większych norach. Jasną stroną opowieści jest ich wspólna miłość i optymizm Jaginki. Niemniej Fallada pokazuje, jak wyniszczające jest życie w ciągłym poczuciu niepewności – utraty pracy, niewypłacenia pensji plus – myślę, że to ważne dla wielu przedsiębiorców – jak system prowizyjny związany z limitami sprzedażowymi prowadzi do różnego rodzaju patologii.

W bonusie dostajemy różnego rodzaju kwestie obyczajowe dotyczące życia rodzinnego, nagości, związków intymnych w Niemczech tamtych czasów.

[Foto: Bezrobotni w urzędzie, 1930]

Co dalej, szary człowieku?, H. Fallada

Co dalej, szary człowieku?, Hans Fallada

Wyd.: Sonia Draga, 2013

Tłum.: Dariusz Guzik

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.