Jestem, jestem, jestem

Kiedy jesteś dzieckiem, nikt ci nie mówi, że umrzesz. Musisz samemu do tego dojsć.

Znajduję czasem na czytniku książki kupione pod wpływem jakiegoś impulsu. Z nimi jest nieco trudniej niż z papierowymi książkami, bo nie ma fizycznych “kotwic”, z którymi można by je skojarzyć. I zwykle nie wiem, czemu je kupiłem. Z pewnością nie pod wpływem recenzji, czy blurbów okładkowych. Raczej to czyjeś wrażenia, jedno może kilka dnia sprawiły, że zaznaczam “do przeczytania”, a czasem od razu kupuję. Tak musiało być z Jestem, jestem, jestem Maggie O’Farrell

Sięgam do niej po kilku tygodniach intensywnej pracy, wyjątkowo nietrafionych lektur i od samego początku wiem, że to jest taka rzecz, która zostanie. Początkowo wydaje mi się, że to zbiór opowiadań. Krótkich impresji, które zręcznie napisane zostawiają czasem w sercu i głowie, znacznie trwalszy ślad, niż rozbudowane narracje. Lubię opowiadania.

Jednak w tym przypadku jest coś więcej. Każdy rozdział, który w podtytule zawiera jakiś rok, i nie jest ujęty chronologicznie, wiąże się z innymi. Wszystkie dotyczą doświadczenia bliskiej śmierci. W zwykłym codziennym życiu.

Jestem przekonany podczas czytania pierwszych historii, że to opowiadania. Fikcja literacka. Łączniki są nieoczywiste, podobnie jak w Grobowej ciszy, żałobnym zgiełku. Jednak w pewnym momencie zaczyna się okazywać, że to jednak historie z życia. Opowiedziane przez pryzmat zdarzeń skrajnych – topienia się, zbyt bliskiego przejazdu ciężarówki, zagrożenia w górach, choroby w dzieciństwie, poronienia. Wiele z nich to w zasadzie nic nie znaczące sytuacje, mogące zakończyć się katastrofą. Zaczynam się zastanawiać, ile takich „bliskich spotkań” mamy w życiu. Nam dzieje się coś w mgnieniu oka, a świat obok zdaje się tego nie zauważać. Przypadek sprawia, że wszystko kończy się w porządku. 

Dziwne wrażenie przy tego rodzaju lekturze, ale jest w tym pisaniu spokój, delikatność, ascetyczność. Odkładam, po przeczytaniu kolejnych fragmentów i choć to wyświechtany zwrot, pojawiający się często w ustach czytelników, ale faktycznie chcę czytać jak najdłużej. Chcę być wprowadzony w świat przeżyć autorki. Właśnie ze względu na sposób, w jaki Maggie O’Farrell opowiada. I wiem, że sprawdzę co jeszcze napisała. choć może się okazać, że wymyślone powieści, będą rozwinięciem prawdziwych doświadczeń (pewien trop pojawia się w Jestem, jestem, jestem) i wcale nie muszą być tak dobre, jak ta specyficzna autobiografia..

Żałuję, że wtedy, gdy jako dwudziestojednolatka odwróciłam się od wyników na tablicy i odjechałam na rowerze w stronę łąki nad rzeką w Cambridge, żeby rzucać kamieniami do wody i płakać, nie wiedziałam jednego: nikt nigdy cię nie pyta, jaki masz dyplom. Te sprawy w życiu, które nie układają się zgodnie z planem, zwykle na dłuższą metę są ważniejsze, bardziej formacyjne od tych, które idą jak po maśle.

[Zdjęcie autorstwa Collin Guernsey z Pexels]

Jestem, jestem, jestem. Siedemnaście przelotnych spotkań ze śmiercią, M. O'Farrell

Jestem, jestem, jestem. Siedemnaście przelotnych spotkań ze śmiercią, Maggie O’Farrell

Wyd.: Sonia Draga, 2019

Tłum.: Alina Siewior-Kuś

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.