Orkiestra bezbronnych

Kupiłem Orkiestrę bezbronnych nigeryjskiego pisarza Chigozie Obioma z ciekawości. Nic o niej nie wiedziałem, na nic się nie nastawiałem, nie czytałem żadnych opinii, poza krótką wzmianką, która mnie zainspirowała do przeczytania.

Wspominałem niedawno o Jalo i tej narracji wschodniej – szkatułkowej, ornamentalnej, zbyt ozdobnej i pełnej dygresji. Męczy mnie, trudno mi się przez nią przedziera. Powieść Chigozie Obioma jest zupełnie inna. Tu mamy spojrzenie z wnętrza Afryki, z Nigerii. Sam pomysł, żeby narratorem było chi głównego bohatera, czyli coś w rodzaju ducha opiekuńczego, ducha stróża jest ciekawy. Co więcej ów duch opowiada swą opowieść zgromadzeniu duchów. W ten sposób cała opowieść przesycona jest kosmologią i mitologią ludu Igbo, choć akcja dzieje się we współczesnej Nigerii. Do tego dochodzi mieszanie języków.

Pięknie pisze o tym autor cytując innego pisarza (Chinua Achebe):

Próbuję tu nie tyle uzupełnić tę wiedzę, ile raczej przyciągnąć do niej uwagę, jak ktoś, kto przede wszystkim kocha literaturę, a dopiero później religię, filozofię, czy lingwistykę.

Nie jest to więc przybliżenie wierzeń, ale raczej ich interpretacja. Efekt nakładania się ich na współczesny świat jest niesłychany, zwłaszcza, że miesza się to wszystko dodatkowo z chrześcijaństwem.

Żeby nie ujawniać zbyt wiele z fabuły, napiszę tylko, że w zasadzie historia jest uniwersalna. Mamy i historię miłosną i mezalians klasowy. Dodatkowo autor całą historię snuje na podstawie faktów, które u nas są zupełnie nieznane – czyli masowej turystyki edukacyjnej z Nigerii na Cypr Północny i związane z tym patologie. Na szybko znalazłem w sieci sporo stron tworzonych przez ludzi oraz organizacje nigeryjskie przestrzegające przed zbytnią ufnością w oferty pośredników.

Gdy wydawało się, że akcja będzie przewidywalna i sztampowa, okazało się jednak, że tak nie jest. Zwroty akcji, zaskoczenia, i to jak postanowił obejść się ze swoim bohaterem autor, nie są w “zachodnim stylu”. A przynajmniej nie w tym typowym, choć równocześnie wyobrażam sobie, że na podstawie powieści mógłby powstać świetny film. Poruszający, bolesny. 

Ciekawa jest ta konfrontacja życia, tradycji i wierzeń afrykańskich z naszym zachodnim światem. Przyzwyczailiśmy patrzeć na ludzi z Afryki, jako niepunktualnych, dla których czas się nie liczy. W naszej kulturze spóźnianie traktujemy jako brak szacunku dla innych. Czas nami rządzi, choć może się wydawać, że to my rządzimy czasem. U Igbo wygląda to inaczej, stąd konflikty i brak wspólnego zrozumienia.

Dla nich czas nie miał boskiego pochodzenia – był to żywioł nadający się do wykorzystania jak powietrze […] Czas da się podporządkować woli człowieka – kiedy jakaś grupa ojców mówi na przykład: “My, starszyzna Amaokpu, zbierzemy się o zachodzie słońca”. To czas szeroko pojęty. Może oznaczać początek zachodu słońca, jego środek, albo koniec. Ale nawet to nie ma znaczenia. Ważne jest co innego: że wiadomo, ilu przybędzie na to zebranie. Ci, którzy dotrą wcześniej, będą czekać, rozmawiać, śmiać się, dopóki nie stawią się wszyscy – i wtedy zacznie się narada.

[Photo by Namnso Ukpanah on Unsplash ]

Orkiestra bezbronnych, Ch. Obioma

Orkiestra bezbronnych, Chigozie Obioma

Wyd.: Albatros, 2020

Tłum.: Magdalena Słysz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.