Oświęcimki

Nie czytam już poezji. Nie intencjonalnie. Czasem wpadnie mi w ręce co sam arbitralnie uznam za poezję, tak jak było ze Światem według Żunia, czy wspomnianym w tamtym wpisie Krzysztofem Jaworskim. Do tej kategorii zaliczę również arbitralnie Oświęcimki, Wojciecha Albińskiego. Może powinienem napisać Wojtka?

Pamiętam w jakimś amerykańskim katalogu muzycznym lata temu płytę Dave Stewarta i dopisek w nawiasie “to nie jest TEN Dave Stewart”. Czyli nie ten z Eurythmics. No więc to nie jest TEN Wojciech Albiński.

Może powinienem napisać Wojtka, bo się znamy i tak jest łatwiej?

Sięgnąłem po Oświęcimki kilka dni temu. Leżały i czekały i wreszcie miały swój czas. Przerwałem, bo dostałem E.L. Doctorowa Wystawę światową. I celowo o niej wspominam, choć jeszcze nie skończyłem. Musiałem zrobić przerwę i wrócić do krótkich form Wojtka. Są podobne do siebie obie te książki. Żeby nie popełnić gafy, o której pisał Witkacy, że niektórzy nie odróżniają fikcji od życia autora, napiszę tylko, że możemy się spodziewać, że obaj autorzy kamuflują w napisanych słowach swoje życie. A może nie, może wszystko jest wyłącznie fikcją. Nie ma znaczenia.

W każdym razie, czytam Doctorowa. Długie opisy dzieciństwa, wrażeń, sytuacji. I nieco męczy, choć napisane z klasą. Przerywam, żeby wrócić do przerwanego Albińskiego, który jest krótki, ale nie lakoniczny. I którego nie da się „na raz”. Refleksyjny, poetycki, łamie tabu?

Jak można porównać kolejkę w sklepie IKEA do rampy w obozie koncentracyjnym? Jak można pisać o głodzie, w kontekście prawdziwego głodu? Mamy problem z tabu, jakim jest Oświęcim, II Wojna Światowa, Holocaust. Do tego stopnia, że w Harvey (Paradoks Abilene i inne medytacje) porównujący kadrę zarządzającą w korporacjach zajmującą się zwolnieniami do Eichmanna, kilkukrotnie robi zastrzeżenia, że nie chce w żadnym wypadku spłycić tego co się działo kilkadziesiąt lat wcześniej. W literaturze, w zwykłych rozmowach często porównujemy sytuacje do wydarzeń w historii. Ale tylko w tym wypadku niemal za każdym razem robi się zastrzeżenia, przypisy, żeby przypadkiem nikt tego źle nie odebrał. Wojtek tego zastrzeżenia nie robi, ale przyszło mi to do głowy. Naturalnie mógł wybrać bardziej sprzedażowy tytuł. Ale tego nie zrobił. Słusznie.

Ładny ten tytuł. Ładne słowa, puenty.

Przemytnik samego siebie.

albo

Wojna przywraca wiarę w to, że ludzie są najważniejsi.

To zdanie ostatnie, jak na maturę. Wybacz Wojtku! Wyjaśnij co autor ma na myśli. U nas nigdy nie brzmi – co czujesz, gdy to czytasz, tylko masz się wczuć co autor myślał.

Kłopot może się pojawić, gdy pójdziemy dalej.

Płacą przecież. Za wydanie gościa.

Blog jest prywatą, wiwisekcją, ekshibicjonizmem. Muszę więc to napisać. Ba mogę, chcę, mam ochotę. Ponad dwa lata temu Wojtek chciał wydać książkę. Zilustrowaną przez Marcina Władykę. Też o tabu. O zwolnieniu. Jej tytuł w świecie couchów, motywatorów, poszukiwaczy siły i sensu w upadkach jest prowokacyjny. Kolejne tabu. Jak czuć się dobrze, gdy cię wywalą. Bo, że to się stanie, to pewne. Też poezja, choć graficzna. Prawdopodobnie do zrozumienia przez ludzi z korporacji. Po przynajmniej jednej fali zwolnień. Do dziś mi się ona podoba, choć Wojtek wielokrotnie się upewniał, czy na pewno jest coś warta. Chciałem napisać o tabu. Jesteśmy na konferencji ze stoiskiem wydawnictwa, wśród naszych książek leży ta maleńka książeczka. Ludzie podchodzą, sięgają, kartkują. A ja widzę, jak bardzo boją się tej niebiesko-czerwonej okładki. Ten lęk przed sięgnięciem po nią był tak bardzo widoczny. Może go sobie wymyśliłem. Ale uśmiechy, rozbawienie, zerknięcie na tytuł i … nawet nie brali do ręki.

Znów niesprzedażowy tytuł. I temat.

Oświęcimki. Poezja słów. Nie da się od razu całości. Trzeba dawkować.

Zdarzyło mi się przeżyć jakiś czas szczęśliwie.

Powiedzmy cztery dni. Dostałem wszystko,

co potrzeba: pogodę, wodę w rzece,

błogosławieństwo gości, ich śmiech i troskliwą

żonę. A potem położyłem się spać

i nie mogłem zasnąć.

Max Jacob? Dlaczego mi się kojarzy z tomikiem Maxa Jacoba, którego przecież w ogóle już nie pamiętam.

Oświęcimki, W. Albiński

Oświęcimki, Wojciech Albiński

Wyd.: Nisza, 2014

Jak czuć się dobrze, gdy cię wywalą. W. Albiński

Jak czuć się dobrze, gdy cię wywalą. Bo ze się to stanie, to pewne, Wojciech Albiński

Wyd.: Linia, 2014

 

Podziel się

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *