Prawy umysł

Moralność wiąże i zaślepia. Wiąże nas w ideologiczne drużyny, które zwalczają się tak zaciekle, jak gdyby losy świata zależały od tego, czy nasza drużyna wyjdzie zwycięsko z każdej bitwy. Czyni nas ślepymi na fakt, że w skład każdej z drużyn wchodzą dobrzy ludzie, którzy mają coś ważnego do powiedzenia.

W różnych momentach wydarzeń politycznych i społecznych zaglądam w kilka miejsc w sieci, które kojarzone jednoznacznie są z oba skrajnymi skrzydłami politycznymi – lewicą i prawicą (definiowanymi po polsku). Żeby zrozumieć. Żeby poczytać komentarze i zrozumieć. Żeby wiedzieć, dlaczego.

Zwykle nadal nie wiem, ale przynajmniej widzę argumentację obu stron. Oraz to, że oczywiście dla osób ją wypowiadających ma ona głęboki sens. Cóż z tego, skoro zwolennicy skrajnych poglądów, okopali się po swoich stronach i nie zamierzają iść na żadne kompromisy. Dodatkowo obie strony uważają, że po ich stronie jest racja. A ta ma albo wymiar moralny, albo równościowy. Albo chodzi o tradycję albo o otwartość. I tak od lat dialog jest praktycznie niemożliwy, a wielu “zwykłych ludzi” często zmęczonych tymi wojenkami.

Gdy jakiś czas temu pięć redakcji zaproponowało projekt mający na celu wymianę myśli i stanowisk różnych stron sceny politycznej, a być może odnalezienia części wspólnej, przeczytałem komentarz, który pokazywał, że ten dialog w gruncie rzeczy nie może się udać. Bojkotowany przez osoby, które jednak uważają, że ich racja jest “najmojsza”.

Jaką dyskusję zamierzacie prowadzić z klubem Jagiellońskim głoszącym archaiczno betonowe poglądy na prawa kobiet? Czy wasze łamy to odpowiednie miejsce na propagowanie obskurantyzmu i demonstracje nieposzanowania praw kobiet?

To pogląd z tzw. lewej strony, która stara się głosić ideały równościowe, dbałości o innych, słabszych, wykluczonych. Ale często też domaga się dyskusji wyłącznie na własnych warunkach – czyli przyjęcia najpierw ich perspektywy. Zaskakujące, bo często z takim podejściem utożsamiamy raczej tzw. prawicę, której przedstawiciele często odwołują się do argumentów moralnych.

Psycholog społeczny Jonathan Haidt w książce Prawy umysł. Dlaczego dobrych ludzi dzieli religia i polityka? próbuje znaleźć odpowiedź na pytanie zawarte w tytule książki, wychodząc z założenia, że to niemożliwe, żeby ludzie, którzy mają inne poglądy od nas byli bez wyjątku sukinsynami. A jeśli przyjmiemy, że oni też są w dużej mierze po prostu “dobrymi ludźmi” to może spróbujmy zrozumieć ich argumenty, ich spojrzenie na świat oraz to co dla nich jest ważne.

W tym celu Haidt wprowadza pojęcie kilku filarów moralności i na podstawie rozległych badań sprawdzić, które z nich ważne są dla osób o wrażliwości lewicowej, a które dla prawicowej. Ponieważ książka dotyczy perspektywy amerykańskiej, warto pamiętać, że istnieją spore różnice w definicjach (ot choćby ta, że liberalizm amerykański kojarzony jest z lewicowością). Ogólnie jednak ta koncepcja jest prosta. Dla osób o lewicowym spojrzeniu na świat najważniejsza jest troska o słabszych oraz kwestie równości, zaś dla tych, których kojarzymy z poglądami konserwatywnymi (w uproszczeniu prawicowymi), równie ważne są kwestie autorytetów, hierarchii, czy jakiegoś rodzaju religijności, przy czym nie chodzi w tym wypadku o zbiór wierzeń, tylko raczej kwestie norm moralnych i społecznych.

Haidt sam określa siebie jako ateistycznego lewicowca, więc badania które prowadził pozwoliły mu na zrozumienie podejścia strony przeciwnej. Ale odnosiłem też wrażenie, że często bardziej mu zależy na tym, w jaki sposób lewica (Demokraci) powinna budować przekaz do wyborców, żeby wykorzystać również te fundamenty związane z rodziną, hierarchią, moralnością a nie wyłącznie kwestią równości i dbałości o słabszych i wykluczonych.

Oczywiście wiele z tych rozważań przestaje mieć sens, gdy spojrzymy na politykę przez pryzmat rodzimej sceny politycznej. Polityków, którzy zmieniają ugrupowania, w zależności nie od poglądów, tylko raczej od możliwości dostępu do konfitur. Poglądów partii określających się jako prawicowe, a mających skłonności socjalizujące (brak wolności gospodarczej). Żeby było zabawniej, również partie głoszące hasła liberalne (gospodarczo) wprowadzały ograniczenia, koncesje i różnego rodzaju przymusy. Ale w gruncie rzeczy są to sprawy wtórne. Kluczem jest zrozumienie postrzegania różnego rodzaju podejścia do moralności i etyki.

Praca Haidta momentami wydała mi się przegadana i poruszająca zbyt wiele pobocznych wątków. Nie mam też przekonania, czy jego głos nie jest głosem wołającego na puszczy. On ma zresztą tego świadomość pokazując, jak bardzo polaryzuje się głos już nie tylko polityków, ale społeczeństwa. Co więcej pewne tendencje wzmacniają obie strony, nie próbując znaleźć kompromisu. U nas widać to doskonale. I słowa wypowiedziane przez jednego z polityków amerykańskich odnoszących się do Kongresu, będą pasowały doskonale do naszego Sejmu.

Kongres nie jest już organem kolegialnym. Przypomina to raczej wojnę gangów. Kongresmeni wchodzą na salę obrad pełni nienawiści.

Prawy umysł, J. Haidt

Prawy umysł. Dlaczego dobrych ludzi dzieli religia i polityka? Jonathan Haidt

Wyd.: Smak Słowa, 2014

Tłum.: Agnieszka Nowak-Młynikowska

Podziel się

2 komentarze do “Prawy umysł”

  1. Ciekawa rzecz. Ja właśnie skończyłem książkę Hillary Clinton pt. „Co się stało” o jej klęsce wyborczej i w dużej mierze porusza ona tam dosyć podobną tematykę. Dodałbym tu jeszcze np. książkę Thomasa Franka „Co z tym Kansas”. Amerykańska scena polityczna oraz sfera pojęć rzeczywiście różnią się nieco od Polski, ale sama istota konfliktu jest bardzo, łudząco wręcz podobna. Można to stwierdzić, obserwując amerykańskie media społecznościowe. Co do samego konfliktu powiem tak: byłem po jego obu stronach i coraz bardziej jestem zdania – pewnie zresztą ktoś już na to wpadł – że powstał on w wyniku rozpadu chrześcijańskiej etyki, która ukształtowała Zachód. Najpierw był to rozpad w łonie samego chrześcijaństwa (wielkie schizmy i reformacja), a potem na szeroko pojęty Kościół i anty-Kościół (Oświecenie, rewolucja francuska itp.). Prawica została przy metafizyce, a lewica przejęła warstwę społeczną. Zniknął łączący je rdzeń, przez co obie strony się zdegenerowały i utwardziły.

    1. Wg mnie głównym problemem jest to, że politycy (ci najbardziej wyrafinowani) zdają sobie sprawę z tych mechanizmów i cynicznie je wykorzystują. Stąd niemożliwość sensownego porozumienia. Raczej trzeba budować świat na zasadzie my-oni.
      Przy czym problem ma ta strona, której wyborcy są mniej „zhierarchizowani”. Właśnie dlatego – podważając autorytety, krytycznie patrzą na działania swoich własnych wybrańców. W przeciwieństwie do tych, którzy usprawiedliwiają wiele działań wybranych przez siebie polityków, właśnie ze względu na poczucie pewnej lojalności, uznawania autorytetów, itp

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *