Ktoś na górze mnie nienawidzi

Jeden z najbardziej przejmujących epizodów w Przebudzeniach Olivera Sacksa dotyczy seksualności osób, którzy po wielu latach wybudzają się ze śpiączkowego zapalenia mózgu. Wiele z nich zachorowało w wieku nastoletnim i gdy wybudziło się po kilkunastu latach pobudzenie, które było wynikiem podawania nowego lekarstwa (L-dopy) nie ominęło również tej sfery. Pacjenci nie byli w stanie zapanować nad swoimi potrzebami.

Choć seks przestał być już wielkim tabu, nadal istnieją obszary, o których się nie mówi, albo woli je schować pod dywanem. Nie chcemy wiedzieć o potrzebach seksualnych osób niepełnosprawnych (fantastyczny film Sesje z Helen Hunt), w podeszłym wieku, śmiertelnie chorych.

Śmiertelnie chore nastolatki to mieszanka wybuchowa. W posłowiu do książki Ktoś na górze mnie nienawidzi Hollis Seamon napisała:

Największe wrażenie w szpitalu robiły na mnie nastolatki. Były takie zabawne, a jednak patrzenie na nie rozdzierało mi serce. Nieważne, jak były chore, jakie niedogodności musiały znosić, jak bardzo zagrożone było ich życie – uparcie pozostawały nastolatkami. Zbuntowanymi, pyskatymi, zuchwałymi, upierdliwymi dla pielęgniarek, lekarzy i rodziców. A przy tym cudownie zabawnymi.

Autorka spędziła w szpitalach czternaście lat przy okazji choroby syna. Jej debiutancka powieść to historia dwójki młodych w hospicjum. Piętnastoletniej Sylvie i siedemnastoletniego Richiego. Dwójki, która nie ma nic do stracenia. A przy tym oboje chcieliby przed odejściem spróbować “tego”.

Jak się nad tym zastanowić, jedynym sposobem by pozostać na zawsze młodym jest umrzeć młodo.

Ten wątek w popkulturze poruszany był już wielokrotnie. Najczęściej w kontekście młodych chłopaków, których wysłano na wojnę. Szukają okazji by poznać jakieś dziewczyny, prostytutki, tylko po to, żeby przed śmiercią stracić dziewictwo.

W Richiem mimo choroby buzują hormony. Nagle pojawiają się “możliwości”. I to więcej niż jedna. Nie jest to grzeczna książka o romantycznej, uduchowionej miłości nastolatków. Mamy raczej zestaw seks i śmierć. W miarę rozwoju akcji dochodzi jeszcze przemoc. Książka prowokuje do postawienia wielu pytań. Jedna z kwestii, to choćby cichego przyzwolenia dorosłych na pewne decyzje i wybory młodych. Nie jest to powiedziane wprost, ale jest wyczuwalne. Czy powinni ingerować ostrzej? Czy powinni twardo bronić zasad? Wiedząc, że dla nich to już w zasadzie koniec?

Choć seksualność młodych nie jest podana w wulgarny sposób, od początku jej przygotowania do wydania zastanawiałem się, jaki powinien być minimalny wiek czytelnika. Jak ją rekomendować? Wydawca amerykański sugeruje minimum 14 lat. Miałem pewne obawy, czy to jednak nie jest zbyt nisko (choć o rok), ale rozwiała je rozmowa z tłumaczką Martą Bogacką.

Czy ktoś powiedział, że trudne tematy mają być łatwe?

Kiedyś sporządziłem listę rzeczy, o które nie muszę się martwić: szukanie pracy, niewdzięczne dzieci, rozwód, zęby mądrości, cholesterol. Teraz mogę do niej dodać tłusty brzuch i zaczeskę. Choć to zabrzmi dziwacznie, nawet się z tego cieszę.

Czytam każdą naszą wydaną książkę już po ukazaniu się w druku. Na spokojnie. W trakcie lektury Ktoś na górze mnie nie nawidzi, nie mogłem się oprzeć, żeby nie sięgnąć ponownie po tomik Do szpiku kości Krzysztofa Jaworskiego. Znacznie ostrzejszej poezji. Dorosłego faceta, który wylądował w szpitalu.

Jaworski

Ktoś na górze mnie nienawidzi, H. Seamon

Ktoś na górze mnie nienawidzi, Hollis Seamon

Wyd.: Linia (seria Biała Plama), 2017

Tłum.: Marta Bogacka

Do szpiku kości, K. JaworskiDo szpiku kości, Krzysztof Jaworski

Wyd.: Biuro Literackie, 2013

Podziel się

3 komentarze do “Ktoś na górze mnie nienawidzi”

  1. Ja nie w temacie, ale kontynuując swoją komiksową propagandę chciałbym podzielić się dwiema pozycjami, które ostatnio na dłużej przykuły moją uwagę.

    Pierwsza to „Pablo” o wczesnej karierze Picassa. Bardzo przekonujący graficznie klimat Paryża, Montmartru i nagromadzenie bohaterów drugoplanowych, pozwalające poczuć klimat epoki. Dużo humoru i dystansu do bohaterów, świetnie oddana ich mimika. Uczta na długie zimowe wieczory, jeśli tylko uda się odciąć od internetu i tv 🙂

    Drugi komiks, który poruszył mnie nawet mocniej, to „Kongo” o wyprawie Korzeniowskiego do Afryki. Graficznie nie tak mocny jak „Pablo”, ale czarno-biały styl i dbałość o szczegóły fabularne do mnie trafiają. Komiks jako medium doskonale nadaje się do ukazywania realiów życia w konkretnym miejscu i czasie, oba albumy są tego dowodem.

    Pozdrawiam

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *