Zemsta władzy

Autokraci XXI wieku zaczynają z tego bardziej umiarkowanego końca i starają się zachować pozory demokracji, skrycie jednak podkopując jej fundamenty. Jak to robią? Za pomocą populizmu, polaryzacji i postprawdy. 

Nie rozumiałem zachwytów nad przenikliwością diagnozy, jaką rzekomo postawił Marcin Napiórkowski w swojej książce Turbopatriotyzm, próbując wyjaśnić skąd wziął się sukces i wygrana PIS w kolejnych wyborach. Pisałem nieco o tym bezpośrednio w refleksjach po lekturze, a dziś jeszcze bardziej uważam, że to książka błaha, pełna błędów, uproszczeń i – chciałoby się napisać – symetryzmu. Pozornie wydawać by się mogło, że ostatnie dwa lata rządów Prawa i Sprawiedliwości powinno uleczyć wszystkich tych, którzy wierzyli, że sukces PIS brał się z tego, że pochylili się nad losem wykluczonych, biedniejszych, pomijanych w narracji. Dziś wiemy, że było to wyłącznie polityczne złoto, które należało wykorzystać do rozbudowywania i utrzymywania władzy. Kosztem demokracji, praworządności, bezpieczeństwa i bezstronności instytucji państwa. Zupełnie tak, jak w wielu innych krajach, gdzie pojawiła się jakaś forma autorytaryzmu – Turcji, na Węgrzech, Białorusi, Wenezueli, czy nawet USA, pod rządami Trumpa. Banał “diagno” Napiórkowskiego staje się jeszcze bardziej banalny, z każdą stroną lektury książki Zemsta władzy Moisésa Naíma, w której autor opisuje niebezpieczny trend we współczesnym świecie, który doprowadził do wzrostu autorytaryzmów, karmiących się trzema P – populizmem, polaryzacją i postprawdą, 

Moisés Naím to pochodzący z Wenezueli dziennikarz, publicysta, ale również były przedstawiciel władzy. W latach 1989-1990 piastował stanowisko Ministra Handlu i Przemysłu w rządzie Carlosa Andrésa Péreza. Był również dyrektorem banku centralnego Wenezueli. Perspektywa Wenezuelczyka opisujący wzrost tendencji autorytarnych na świecie jest niezwykle cenna. Ten południowoamerykański kraj od dekad zmaga się z puczami, rewoltami i przywódcami wprowadzającymi z mniej lub bardziej dyktatorskimi zapędami. Aktualny prezydent – Nicolás Maduro — od 2013 roku systematycznie wzmacnia swoją władzę, kosztem bezpieczeństwa i dobrobytu własnych obywateli.

Naím w Zemście władzy opisuje swoje zdziwienie, gdy zaczął zauważać, że niemal wszelkie “wenezuelskie” schematy działania zaczyna powielać Donald Trump podczas swojej drogi do prezydentury. Tego, że elity polityczne oraz dziennikarskie ignorują i bagatelizują metody, które w wielu krajach – nie tylko w Wenezueli – okazały się niesłychanie skuteczne. Jawne kłamstwa, dzielenie obywateli na przeciwstawne obozy, obietnice bez pokrycia, aktywizowanie wykluczonych grup i budzenie ich gniewu przeciwko elitom. To wszystko okazywało się w kolejnych krajach niesłychanie skuteczne. Co ciekawe antyestablishmentowa retoryka pochodziła z ust polityków, którzy od lat należeli do tego establishmentu. Jednak wzbudzenie odpowiednich lęków i stworzenie odpowiednich wrogów, pozwala zbudować bazę własnych zwolenników, którzy szybko stają się wyznawcami. Jak mawia się na naszym rodzimym podwórku polityczną, stanowią “twardy rdzeń wyborczy”. Każdy autorytaryzm karmi się podsycaniem haseł patriotycznych, które sprawiają, że obywatele zaczynają się dzielić na patriotów – wspierających rząd, oraz antypatriotów, czyli tych, którzy są krytyczni wobec rządów. W tym nie ma nic nowego. Pisał o tym Klemperer (Dziennik 1933-1945, LTI – Notatnik filologa, czy Rauschening (Rewolucja nihilizmu) w odniesieniu do działań NSDAP, pisał Głowiński (Zła mowa) oraz Lipski (Dwie ojczyzny, dwa patriotyzmy)w odniesieniu do rządów komunistów w PRL-u, czy w końcu już współcześnie, zwracała uwagę na to Temelkuran (Turcja – obłęd i melancholia) w odniesieniu do rządów Erdogana oraz Magyar (Węgry – anatomia państwa mafijnego) analizując rządy Orbana.

Moisés Naím krok po kroku pokazuje, jak w XXI wieku zaczęły odbudowywać się autorytaryzmy, karmiąc się demokracją i często strojąc się w jej szaty. Początkowe rozdziały książki wywoływały we mnie wrażenie – no dobra, to już wszystko wiem. Obserwowaliśmy to w Polsce, w jaki sposób rozmontowywane są instytucje państwa, tworzone pseudofundacje, żeby wysysać publiczne pieniądze i przekazywać je do kieszeni nowej oligarchii, jak niszczy się media, obraża przeciwników. Może trudno się pogodzić z tym, że Polska wymieniana jest w gronie krajów takich jak Wenezuela, Boliwia, Iran, Filipiny, ale odrobinę humor poprawiają na tej liście Stany Zjednoczone, Wielka Brytania (Brexit), czy choćby Węgry i Turcja.

Bardziej interesowała mnie analiza i spojrzenie na tych wyborców, którzy wspierają i wybierają w wyborach ewidentnych oszustów, manipulatorów i niszczycieli porządku demokratycznego. Chodziło mi o zrozumienie motywów tych, o których w Polsce mawia się “dlaczego, mimo tych wszystkich dowodów na kłamstwa i złodziejstwo wciąż takie wysokie jest ich poparcie!?”.

Krok po kroku pokazuje, jak powstaje antypolityka. W naszych warunkach chodzi o tych wszystkich zmęczonych działaniami i nieskutecznością rządzących, którzy mawiają “nie mam na kogo głosować”, albo “ci jeszcze nie rządzili, dajmy im szansę”. Na tym gruncie dość łatwo pojawia się ugrupowanie, które zaczyna mówić głosem ludu “pogonimy ich”, czy też przejmuje hasła oddolne – w Argentynie było to ¡Que se vayan todos! „Wynoście się wszyscy!”. Wenezuelski dziennikarz analizuje jak grunt pod przyjmowanie i wykorzystywanie mediów do utrzymywania władzy zbudował Berlusconi. Wraca do sytuacji politycznej we Włoszech w latach 70-80 i pokazuje wszechobecną korupcję, nieudolność, na gruncie której wyrósł Berlusconi – swego rodzaju celebryta. Ten trend zaczął się później wzmacniać. Żyjemy w świecie celebrytów i influencerów. Również w polityce. Naturalnie nie bez znaczenia w analizach Naima jest rola Rosji w wykorzystywaniu i wzbudzaniu lokalnych napięć. Dezinformację Rosja, jeszcze jako Związek Radziecki wykorzystywała od dekad. Tym razem jednak do perfekcji wykorzystała narzędzia, które dał jej demokratyczny świat – internet i media społecznościowe. Prawda i spójność poglądów przestały mieć znaczenie.

Jeśli nawet nie skleja się to w jedną spójną całość, to nic nie szkodzi: przecież nie chodzi o spójność. Chodzi o klikalność.

Czyż nie jest to bliźniaczo podobne do, tego o czym pisał Rauschening w 1934 roku o polityce NSDAP?

Im więcej sprzeczności zawiera właściwa doktryna, im bardziej jest irracjonalna, tym lepiej, tym ostrzejszych nabiera profilów. To tylko, co jest pełne sprzeczności jest pełne życia. Partia narodowo-socjalistyczna wie o tym, że jej zwolennicy ciążą jedynie ku poszczególnym hasłom, że masa nigdy nie zdoła ogarnąć całości.

Wydawało nam się, że szeroki dostęp do informacji, do wiedzy da nam siłę. Pozwoli tworzyć społeczeństwo obywatelskie. Tymczasem okazało się, że wystarczy zalać sieć absurdalnymi informacjami, półprawdami, wątpliwościami by trafić do tych, którzy stwierdzą w zamyśleniu “coś w tym musi być”. Z drugiej strony naukowcy, analitycy, rzetelni dziennikarze, uczciwi politycy marnują mnóstwo czasu na prostowanie i wyjaśnianie półprawd, ale i tak nie odnosi to odpowiedniego skutku. Niektóre zachowania polityków, z tendencjami autokratycznymi są tak głupie, że nie wierzymy, by ktokolwiek w to mógł uwierzyć. A później mamy szturm na Kapitol i z niedowierzaniem kręcimy głową “jak to się stało”.

Liczba wątków i zagadnień poruszonych przez autora jest tak duża, że ta notka byłaby zbyt obszerna. Zostawię więc garść cytatów z tych wielu, które w trakcie lektury sobie zaznaczałem. 

Na koniec jeszcze tylko jedna refleksja. Moisés Naím w podsumowaniu do swojej książki, próbuje pokazać rozwiązania, które powinniśmy wdrażać, żeby chronić społeczeństwa przed politykami z zapędami autorytarnymi spod znaku 3P (populizm, polaryzacja, postprawda). Nie wygląda to optymistycznie. Widzimy to doskonale na naszym przykładzie. Jak dokonać zmian, jeśli w parlamencie wciąż ogromną siłę stanowią ci, którzy będą wykorzystają wszelkie zabiegi, żeby zakłamywać, manipulować, siać zamęt. Sam autor zwraca uwagę na słabości demokracji – żeby nie cenzurować, żeby nie nadużywać prawa, do przywrócenia demokratycznego porządku. No i w końcu – sama edukacja obywatelska, zajmie lata, a może nawet dekady.

[To niemożliwe, do tego się chyba nie posuną – pamietasz czytelniku?]

Ludzie w bogatych, rozwiniętych demokracjach długo żyli w nieco pyszałkowatym przeświadczeniu, że to, co się dzieje w polityce najbiedniejszych krajów, nie ma z nimi nic wspólnego. Po prezydenturze Trumpa i po brexicie to przekonanie legło jednak w gruzach. Okazuje się, że metody, które zadziałały w tamtych krajach, mogą zadziałać także tutaj. 

[Widzimy to od kilku lat]

Pseudoprawo zapożycza kształt i idee praworządności, by pozbawić prawo wszelkiego znaczenia.

[Ale ich zaorał – obowiązujące podsumowanie pseudodebat w Polsce]

W świecie, w którym debaty polityczne wszystkich usypiają, ściana między polityką a rozrywką musi runąć. Kiedy polityka ewoluuje w stronę czystego widowiska, ludzie zaczynają się odnosić do swoich przywódców politycznych w taki sam sposób, w jaki odnoszą się do ulubionych artystów i gwiazd sportu. Kibicują im niczym fani, zamiast postępować z nimi jak obywatele czy wręcz klienci polityczni. Kluczowym pytaniem staje się nie „Co oni zrobią?”, ale „Kto wygra?”.

[Trochę dla Marcina Napiórkowskiego – wyjaśnienie dlaczego rządy demokratyczne przegrały w 2015 roku. Zwolennicy PO, byli krytyczni wobec ich działań. Nie byli wyznawcami.]

Gdy tradycyjny polityk łamie ważną normę, jego zwolennicy zwracają się przeciwko niemu, a jego pozycja polityczna słabnie. Ale gdy istotną normę łamie lider-celebryta, jego fani zwracają się nie przeciwko niemu, tylko przeciwko normie. Zbierają siły w obronie przywódcy, którego pozycja często się wzmacnia, przynajmniej w oczach sympatyków.

[znamy to?]

W oczach populistów i ich zwolenników każde przekonanie, każda norma i każdy sposób działania typowe dla elity są z założenia podejrzane i dlatego łatwo je sobie obrać za cel.

[znamy to?]

Dyskurs polityczny zmienia się z debaty o ideach w konflikt rozbieżnych wizji dobrego życia. Jeśli moja grupa ucieleśnia wszystko, co prawe, szlachetne i dobre, a twoja grupa oznacza to, co nieprawe, podłe i złe, wówczas trudno się spodziewać, byśmy mogli prowadzić kulturalną dyskusję. Nie muszę dłużej starać się żyć w pokoju obok ciebie pomimo dzielących nas różnic; moim celem staje się pokonanie i usunięcie cię raz na zawsze ze sceny politycznej.

[o którym z naszych polityków można tak powiedzieć?]

Prawdziwy ignorant może w polityce osiągnąć to, czego udawacz zwyczajnie nie będzie w stanie. 

 

Co sprawia, że w erze informacji najbardziej bzdurne i kłamliwe wypowiedzi stają się tak miażdżąco skuteczne? Krótko mówiąc, dlaczego tak duża część społeczeństwa gotowa jest przymknąć oko na oczywiste oznaki autorytaryzmu przejawiane przez ludzi aspirujących do miana przywódców? To ostatnie pytanie zostało błędnie postawione. Autokraci spod znaku 3P zyskali popularność właśnie z powodu swojego autorytaryzmu, a nie pomimo niego.

[Nie tylko w Hiszpanii]

W Hiszpanii nikt nie wie, co jest prawdą, z wyjątkiem jednego: druga strona jest zła.

[czy ostatnie wybory mają szansę to zatrzymać?

Kiedy wiara w instytucje raz zostanie nadwerężona, odbudowanie polityki konsensusu wymaga umiejętności, których najwyraźniej jeszcze nie odkryto. Miażdżąca pogarda dla instytucji i elit rozprzestrzenia się jak rak. Niestety, kiedy już owa dynamika zaistnieje, najbardziej prawdopodobnym kolejnym etapem wydaje się kakistokracja, czyli rządy najgorszych, jakich społeczeństwo ma do zaoferowania. 

[„Kłamaliśmy rano, nocą i wieczorem”, premier Węgier Ferenc Gyurcsány w 2006 roku]

W odróżnieniu od kłamstwa postprawda nie jest kwestią czyjejś moralności. To nie indywidualna wada charakteru danej postaci publicznej, a właściwość całej infrastruktury komunikacyjnej.

[Świat, w którym żyjemy]

Najskuteczniejsi autokraci spod znaku 3P pojęli, że masowa eksplozja informacji i mediów, w internecie i poza nim, stwarza bezprecedensowe możliwości oszukiwania, manipulacji i kontroli. W dzisiejszych czasach nie potrzebują oni tradycyjnej cenzury ani ścisłego kontrolowania, jakie przekazy mają trafić do ludzi. Bazują raczej na czymś zupełnie odwrotnym: strategiach polegających na zmęczeniu odbiorców zalewem informacji, których sama ilość powoduje, że wyłączają im się filtry krytyczne. Wspomagane maszynowo celowanie przekazów na podstawie przekonań, uprzedzeń i preferencji odbiorców zwiększa jego oddziaływanie w sposób wcześniej niespotykany.

[Państwo mafijne już tu jest]

Zamiast budować państwo, żeby chroniło obywateli przed mafią, przekształcają je w coś na kształt mafii właśnie, aby w ten sposób przejąć najcenniejsze aktywa narodowe i kontrolę nad najbardziej dochodowymi firmami, a potem przekazać je swoim rodzinom i poplecznikom.

[Pamiętamy te spotkania i fotki z innymi autokratami przed wybuchem wojny w Ukrainie]

Kubański kontrwywiad, chiński sprzęt do tłumienia zamieszek, izraelski cyberwywiad, rosyjskie systemy przechwytywania komunikacji elektronicznej, irańskie metody obchodzenia sankcji i nielegalne systemy bankowe – każda autokracja starego typu wyspecjalizowała się w wytwarzaniu pewnej grupy towarów i usług, których autokraci potrzebują, by umocnić swą władzę. I chętnie się nimi dzieli. Światowy handel środkami represji jest owiany tajemnicą i odbywa się na trudną do odgadnięcia skalę. Jedno wiemy na pewno: współcześni autokraci są w stanie zdobyć wszelkie narzędzia potrzebne do utrzymania władzy w nieskończoność za pomocą zaledwie kilku telefonów do zaprzyjaźnionych stolic.

[Symetryzm to nie obiektywizm]

Zdaniem Lionela Barbera, byłego redaktora „Financial Times”, nie oznacza to, że dziennikarstwo musi stać się jawnie stronnicze. Dopóki argumenty są przedstawiane w dobrej wierze i poparte dowodami, oczywiście należy wysłuchać obu stron. Gdy jednak dobrej wiary brakuje lub gdy dowody są złośliwie manipulowane bądź ignorowane, pełne szacunku wysłuchanie jest nie tylko nierozsądne, ale potencjalnie zgubne. Nie można pozwolić, by dziennikarze i komentatorzy rozsiedli się na pozycjach bezstronnych obserwatorów, zachowując równy dystans wobec ludzi rozpowszechniających wielkie kłamstwo i tych, którzy mu się sprzeciwiają. Kandydaci na autokratów od dawna wykorzystują taki szkodliwy relatywizm moralny jako część swojej strategii 3P.

[Premier Mateusz Morawiecki?]

Populiści głoszący postprawdę nie muszą się trzymać twardych faktów. Mogą obiecywać bezbolesne, natychmiastowe rozwiązania, które rozpalają nadzieję, zwiększają oczekiwania i zapowiadają zemstę. W tej chwili ta toksyczna opowieść bardzo odpowiada ich zwolennikom. I w tym tkwi jej siła.

[foto: strajk kobiet, 28.11.2020]

Zemsta władzy, M. Naim

Zemsta władzy,  Moisés Naím

Wyd.:  Sonia Draga, 2022

Tłum.:  Violetta Dobosz, Dorota Kaczor

3 komentarze do “Zemsta władzy”

  1. Bardzo niedawno też czytałam tę książkę, zresztą czytałam dość sporo na ten temat ostatnio. Można ją też czytać pospołu z Timothy Snyderem. Niestety nie wygląda to dobrze, bo świat znowu skłania się ku autorytaryzmowi, a autokraci dostali świetne nowe narzędzia do ręki w postaci nowoczesnych technologii. I co gorsza, jak pisze Naim – jak już raz wpadnie się w to bagno, to do normalności trudno wrócić (dlatego w sumie ostatnie wybory u nas postrzegam jako triumf demokracji, dość dziwny w sumie…). Abstrahując od tej książki, to wcale nie jest tak, że ludzie [w pełni] racjonalnie decydują, że będą kogoś popierać, nawet „mimo tego, że”. To nie jest takie proste, jesteśmy istotami emocjonalnymi, a nie racjonalnymi, a świat nie jest czarno-biały. Zawsze jak o tym myślę, to przypomina mi się taka wypowiedź dot. nazizmu w Niemczech, że „przecież każdy z nas ma rozum, i czy tamci ludzie nie widzieli, co się dzieje’. No najwyraźniej, skoro doszło do wojny, to jednak ówcześni Niemcy nie byli racjonalni, jak niektórzy tego oczekują – taka wypowiedź świadczy wg. mnie właśnie o kompletnym braku znajomości ludzkiej psychiki/psychologii.

    1. to nawet nie chodzi o dualizm racjonalność/emocjonalność. Bo wiadomo, że jesteśmy trochę tacy, trochę tacy. Raczej o to, jak podważając wszelkie zasady łatwo jest zaszczepić przynajmniej części obywateli idee, które są złem. A oni tego nie zauważają w imię jakichś wyższych racji – patriotyzmu, oczyszczania kraju, walki z łże-elitami itp.

  2. A może chodzi po prostu o wybór? Odkąd tradycyjna europejska prawica stała się skrajną lewicą – jaki nam został wybór? Albo głosować wciąż na tę lewicę (w polskim przypadku Lewicę Razem, PO/KO, Polskę 2050 i PSL) lub na tych, których lewica zwie populistami. Na kogo mam głosować jeśli np. uważam, że napychanie Europy obcymi i wrogimi imigrantami to zło? Przecież cała ta lewica jest proimigrancka. Na kogo mam głosować jeśli uważam, że euro-integracja idzie w złą stronę? Przecież cała ta lewica chce właśnie w tę stronę i to coraz bardziej. Na kogo mam głosować jeśli jestem przeciwnikiem cenzury, także tej ukrytej jako walka z niby mową nienawiści itd.? Przecież cała ta lewica (znowu!) chce nas cenzurować.
    Nie jest winą wyborców, że stara prawica stała się lewicą tak bardzo, że nie jest już alternatywą.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *