Anarchia

Z ogromną ciekawością sięgnąłem po książkę Anarchia Williama Darlypmple. Podtytuł mówi wszystko – Niepowstrzymany rozkwit Brytyjskiej Kompanii Wschodnioindyjskiej. Zajmując się od lat rynkami finansowymi, zwracając szczególną uwagę na różnego rodzaju bańki spekulacyjne, nie można nie natknąć się na te jedne z pierwszych spółek akcyjnych, które stały się globalnymi korporacjami – Kompania Mórz Południowych, Holenderska Kompania Wschodnioindyjska, czy właśnie Brytyjska Kompania Wschodnioindyjska. 

Dotychczasowe lektury, do których sięgałem skupiały się na wątkach spekulacyjnych i gorączek, jakie ogarniały całe społeczeństwo, chcące zyskać na nowo powstających gałęziach przemysłu dokładnie tak, jak dzieje się to do dziś.

Tym bardziej interesowały mnie kulisy działalności jednej z tych wielkich ówczesnych korporacji z własnymi armiami, dziesiątkami urzędników i księgowych, które uniezależniały się w zasadzie od krajów, w imieniu których miały działać, tworząc własne ponadgraniczne podmioty. W gruncie rzeczy dziś to samo możemy powiedzieć o wielkich korporacjach w stylu Apple, Amazon, Facebook, czy Google, które posiadają majątki przekraczające wielokrotnie majątki wielu państw narodowych. Wpływają na regulacje prawne, stosują niezbyt czyste zagrywki, no może tylko nie posiadają własnych armii, żeby zagrabiać nowe ziemie. Choć udaje im się zagrabiać nasze umysły.

Sygnałem ostrzegającym, że ta lektura może być nie dla mnie, był dość rozległy i szczegółowy spis na początku książki “osób dramatu”. W papierowej wersji zajmujący prawdopodobnie kilkanaście stron i będący notkami biograficznymi najważniejszych postaci, które pojawiają się w książce. Nie przepadam za książkami historycznymi, chyba, że dotyczą naprawdę interesujących mnie zjawisk i opowiadają historię właśnie przez ich pryzmat. I taki początek był sygnałem, że mogę mieć do czynienia z takim rodzajem lektury, za którą nie przepadam. Zbyt szczegółową, zajmującą się niemal każdą osobą, która pojawia się na kartach, analizującą wszelkie zdarzenia dzień po dniu, nasyconą cytatami z wielu źródeł. Dla historyków perełka, dla mnie coraz bardziej nużące doświadczenie.

W papierowej wersji książka ma blisko siedemset stron, więc – nawet odliczając przypisy i bibliografię niemała to pozycja. I już pierwszy rozdział w zasadzie potwierdził moje obawy. Opis funkcjonowania państwa Mogołów, kolejnych władców, upadku wielkiego imperium prowadzącego do tego, że po kilkudziesięciu latach od pierwszych prób zdominowania tamtych terenów przez Brytyjczyków jest być może ciekawy dla osób ceniących takie książki. Ja przegrywam z nadmierną drobiazgowością i zaczynam już tylko przeglądać, wyłuskując tu i ówdzie jakieś ciekawostki.

Ostatecznie jednak drugi rozdział sprawia, że porzucam bez żalu. Doceniam wiedzę autora, monumentalne dzieło, ale w zasadzie jest to bardziej historia Indii od połowy XVII wieku i w to tło wpleciony rozwój jednej z wielkich globalnych (wówczas korporacji).

Trochę szkoda, bo wiele aspektów jest ciekawych, jak choćby ten, że Anglicy gdy przybyli do Indii (a konkretnie Państwa Wielkich Mogołów) spodziewali się, że przywiozą europejską cywilizację i zaskoczą tubylców darami. Tymczasem okazało się, że na tle przepychu, liczebności armii, wielkości terytoriów okazali się – jak pisze autor – biednymi obdartusami. Co nie zmienia faktu, że kilkadziesiąt lat później wykorzystali swoją szansę podbijając upadające i pogrążające się w anarchii imperium.

Przy okazji też ta książka pokazuje, jak złudna jest narracja popularna gdzieniegdzie, o tym, że współczesny świat wykreował zamożnych bogaczy i dysproporcje między nimi, a zwykłym człowiekiem są czymś wyjątkowym. Wspominałem o tym choćby przy okazji lektury o Jakubie Fuggerze (Największy bogach wszech czasów). Aktywa jakie posiadała kompania, oraz majątki budowane przez ludzi z nią związanych również były ogromne. Podobnie jak dochody cesarza Mogołów.

Indie liczyły w tamtym czasie 150 milionów mieszkańców – około jednej piątej ludzi na świecie – i wytwarzały mniej więcej jedną czwartą produkcji światowej; w rzeczy samej były przemysłowym potentatem i światowym liderem w produkcji tekstyliów. […] Spora część indyjskich zysków trafiała do mogolskiego kasjera w Agrze, czyniąc z cesarza Mogołów najbogatszego jak do tej pory monarchę świata z dochodami w wysokości 100 milionów funtów (dziś odpowiednik 10 miliardów funtów).

Trochę szkoda mi tej książki, bo autor dość krytycznie ocenia działalność i metody Brytyjczyków, więc to nie jest książka z tezą „jak zbudowaliśmy wielkie imperium dzięki inteligencji i urokowi osobistemu brytyjskiego dżentelmena”. No ale trudno.

Na fotce ilustrującej ten tekst obraz Benjamina Westa ilustrujący podpisanie traktatu z Allahabadu, którym Mogołowie przekazywali kompanii brytyjskiej prawa do ściągania podatków od mieszkańców Bengalu , Biharu i Orisy. Tak pisze o samym obrazie Wiliam Dalrymple:

Obraz z Powis przedstawiający Clive’a i Śaha Alama jest subtelnie przekłamany: malarz Benjamin West nigdy nie był w Indiach. Oglądający go nawet w tamtych czasach zauważali, że meczet w tle jest podejrzanie podobny „do naszej czcigodnej kopuły św. Pawła”. W rzeczywistości nie odbyła się żadna publiczna ceremonia. Przekazania zwoju dokonano na osobności, w namiocie Clive’a, postawionym dopiero co na placu defiladowym zajętego właśnie mogolskiego fortu w Allahabadzie. Jeśli zaś chodzi o jedwabny tron Śaha Alama, był to ni mniej, ni więcej, tylko fotel Clive’a, który na tę okazję ustawiono na stole jadalnym i okryto perkalowym prześcieradłem. [..]

Później Brytyjczycy zaczęli szumnie nazywać ten dokument traktatem z Allahabadu, choć to Clive podyktował wszystkie warunki, a wystraszony Śah Alam po prostu się na nie zgodził. Jak ujął to ówczesny mogolski historyk Ghulam Hussain Chan: „Sprawa o tak ogromnym znaczeniu, która w każdym innym czasie wymagałaby wysłania doświadczonych ambasadorów i zdolnych negocjatorów, długich pertraktacji i sporów z ministrami, została załatwiona w czasie krótszym, niż zwykle potrzeba na sprzedaż osła albo zwierzęcia jucznego, albo jednej sztuki bydła”

 

 

Anarchia, W. Dalrymple

Anarchia, William Dalrymple

Wyd.: Noir Sur Blanc, 2022

Tłum.: Krzysztof Obłucki

2 komentarze do “Anarchia”

  1. O! To jest książka dla mnie! Nie wiem, kiedy to wszystko czytać, co jeszcze chcę przeczytać, ale to chcę bardzo, uwielbiam takie zanurzenie się bez reszty w głębiny czasu i spotykanie ludzi wtedy żyjących jakby wszyscy ożyli. Dziękuję, bo mogłabym przegapić.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.