Rio Grande

Kiedyś imigranci przekraczali granicę w   miastach takich jak San Diego albo El Paso, ale w   latach dziewięćdziesiątych straż graniczna odcięła ją za pomocą płotów i   świeżo zwerbowanych funkcjonariuszy takich jak my. Politycy sądzili, że jeśli szczelnie odgrodzą miasta, ludzie nie zaryzykują przeprawy przez góry albo przez pustynię. Pomylili się i   teraz to my musimy sobie z   tym radzić. […]

Każde zaostrzenie ochrony granicy równało się proporcjonalnemu zwiększeniu wartości każdego potencjalnego migranta dla przemytników. Z perspektywy przemytników przetrzymywanie klientów dla okupu jest prostą metodą maksymalizacji zysków.

Jestem przekonany, że w niedalekim czasie pojawi się na naszym rynku księgarskim sporo książek dotyczących kryzysu na granicy polsko-białoruskiej. Autorami będą wolontariusze, mieszkańcy, ci, którzy w jakiś sposób zaangażowali się w pomoc ludziom próbującym dostać się do Polski przez Puszczę Białowieską. Nie wiem, czy szybko doczekamy się wspomnień, refleksji i przemyśleń osób, które były po drugiej stronie – strażników granicznych, policjantów, wojskowych. 

Francisco Cantú studiował w collegu stosunki międzynarodowe, zdobywał wiedzę o życiu przy granicy z perspektywy historycznej i politycznej, aż w pewnym momencie podjął decyzję, że chce się zatrudnić w straży granicznej. Swojej matce niechętnej tej decyzji tłumaczył:

Mam dość czytania o granicy w książkach. Chcę być na miejscu, w terenie. Chcę dzień po dniu patrzeć, co się tam właściwie dzieje. Wiem, że może być paskudnie i niebezpiecznie, ale nie widzę lepszej drogi, by naprawdę zrozumieć to miejsce.

Rio Grande. Reportaż o granicy jest historią opowiadaną przez Francisco. Od samego początku uderza w zasadzie suchy, w zasadzie pozornie pozbawiony emocji ton tej opowieści. Mam wrażenie, jakbym spotkał gdzieś autora, a on wpatrzony gdzieś w dal opowiadałby swoją historię. To co widział, w czym uczestniczył. Przyciszonym, spokojnym i beznamiętnym głosem.

Ale to wcale nie oznacza, że jego wyznania nie wywołują emocji. Jego wspomnienia, to nie odległa rzeczywistość z granicy meksykańsko-amerykańskiej, gdzie dzieją się rzeczy nas nie dotyczące. Ta rzeczywistość stała się obecna tu i teraz, w Polsce. 

Oczywiście wiem, że ci, którzy nie chcą zrozumieć motywów ucieczki tych wszystkich ludzi do lepszego, spokojniejszego świata, jak mantrę powtarzają “w krajach, z których uciekają nie ma wojny”. Tak. W Meksyku też nie ma. Meksyk oficjalnie nie jest z żadnym innym państwem w stanie wojny. Jest za to korupcja, przestępczość, gwałty, masakry i brak jakichkolwiek perspektyw dla wielu mieszkańców, zwłaszcza biedniejszych terenów.

I są ci z drugiej strony – przedstawiciele systemu. Wielu z nich ma meksykańskie korzenie albo ma przyjaciół, którzy próbowali lub próbują przedostać się przez granicę. A jednak tworzą system. Bo to jest ich praca.

Są dni, kiedy czuję, że zaczynam być niezły w tym, co robię. A potem zachodzę w głowę, co to znaczy: być niezłym? Jak opisać sensowność tego, co robimy, kiedy nam uciekają, pierzchają w zarośla, porzucając butelki wody i wypchane plecaki. Jak wyjaśnić, co robimy, gdy odkrywamy punkty, w których zmagazynowali wodę i racje żywnościowe. To, co robisz, zależy od tego, kim jesteś i z kim jesteś, a także kim chciałbyś się stać, ale to prawda, że tłuczemy i przecinamy im butelki, wylewamy wodę na spękaną ziemię, wywalamy zawartość plecaków, żarcie i odzież, depczemy to wszystko, niszczymy, obsikujemy, rozrzucamy po pustyni i puszczamy z dymem. Chryste, brzmi to okropnie i może takie właśnie jest, ale chodzi o to, że kiedy już wyjdą z ukrycia, przegrupują się i wrócą w to samo miejsce, znajdą swoje zapasy splądrowane, wyczyszczone do zera, a wtedy być może zrozumieją swoją sytuację i pojmą, że mają przerąbane, sprawa jest beznadziejna, więc poddadzą się, powloką w stronę najbliższej szosy, żeby zatrzymać przejeżdżającego strażnika, albo ruszą do najbliższej wsi, zapukają do czyichś drzwi, ten ktoś da im jeść i pić, a potem do nas zadzwoni, żebyśmy ich zabrali. 

Granica jest szczelnie pilnowana. Ludzie giną tysiącami wyczerpani, wymęczeni, okaleczeni. Jeśli nie zabije ich pustynia, mogą zginąć z rąk przemytników powiązanych z kartelami narkotykowymi. Dlaczego to robią? Dlaczego robią to raz, po razie, mimo groźby kolejnej deportacji, a wcześniej więzienia? Kilka historii opisuje Francisco Cantú. Świat nie jest czarno-biały. Jacy są strażnicy, pracownicy sądów, systemu? Różni. Świat nie jest czarno-biały.

Czy w ogóle istnieje rozwiązanie sytuacji, w których świat bogaty, wygodny, bezpieczny broni się przed tym, żeby nie dostali się do niego inni, obcy, nieznani?

Mnóstwo pracowników systemu imigracyjnego traci z pola widzenia człowieczeństwo tych ludzi. Oglądam to na co dzień. Wykonał szeroki, wszechogarniający gest. Funkcjonariusze straży granicznej, straż sądowa, oni wszyscy nieustannie tych ludzi uprzedmiatawiają.

Czekam na szczere wspomnienia, refleksje kogoś kto był u nas po stronie systemu w czasie kryzysu na granicy. Żeby pokazał, tak jak Cantú, co się dzieje gdy pracujesz w takich sytuacjach i musisz podejmować takie wybory. I mimo tego, że stoi za tobą system mówiący “tak trzeba, robisz to co należy”.

Ta część ciebie, która jest zdolna do przemocy… Może chciałbyś się jej wyrzec, zmyć ją z siebie, ale to nie takie proste. Odchyliłem się na siedzeniu i wbiłem wzrok w sufit, słuchając głosu matki. Spędziłeś na granicy prawie cztery lata. Przyglądałeś się rzeczywistości, ale i w niej uczestniczyłeś. Nie możesz tyle lat funkcjonować w systemie i nie zostać przez niego naznaczonym, nie nasiąknąć jego trucizną. I coś ci powiem: to nie minie. Stało się częścią ciebie. Więc co zrobisz? Jedyne, co możesz zrobić, to poszukać dla tego jakiegoś miejsca, jakiegoś sposobu, by nadać temu jakikolwiek sens.

[Photo by Alejandro Cartagena 🇲🇽🏳‍🌈 on Unsplash ]

 

Rio Grande, F. Cantú

Rio Grande. Reportaż o granicy, Francisco Cantú

Wyd.: Wielka Litera, 2022

Tłum.: Dorota Konowrocka-Sawa

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.