Koniec jest moim początkiem

“Jaka to piękna książka”, bardziej stwierdziła do siebie, niż skierowała te słowa do mnie, bibliotekarka przekazując mi zamówioną wcześniej pozycję.

Moje drogi czytelnicze kierowały mnie już wielokrotnie do Tiziano Terzaniego, ale zwykle nic z tego nie wychodziło. Każdorazowo, gdy czytałem okładkowe zajawki, miałem wrażenie, że to nie będzie nic dla mnie. Za dużo duchowości, włoskiej egzaltacji. I rezygnowałem z kupna. Aż w końcu, z powodów, których już nie pamiętam postanowiłem, że spróbuję. W mojej lokalnej bibliotece była wolna tylko jedna z jego książek Koniec jest moim początkiem.

Napisana, jako ostatnia. Nietypowa, bo w formie rozmowy z synem. Uznałem jednak, że to będzie dobry start. Pani bibliotekarka zdjęła z półki tomiszcze, blisko sześciuset stronicowe i wtedy znowu się zawahałem. 

“O nie!”

Poleżała kilka dni i zacząłem lekturę. W zasadzie od początku z zauroczeniem. Tak jest tu trochę duchowości, jest i egzaltacja, ale wszystkiego w sam raz i pasuje do osoby autora. 

Otrzymałem od życia dwa wielkie prezenty, oba dostałem w tym samym momencie: raka i emeryturę. Wtedy zrezygnowałem ze świata.

Terazani – światowej klasy reportażysta, obieżyświat, w pewnym sensie – król życia. Bez żalu, żegna się z życiem. Jego ostatnia rozmowa z synem, to coś w rodzaju credo, wspomnień, może testament. “Pytaj o co chcesz” – mówi do Falco i tak zaczynają się ich codzienne rozmowy.

Bardzo to wszystko co opowiada jest mi bliskie – o dziennikarstwie dziś i kiedyś, wolności, życiu w zgodzie ze sobą. Nawet opowiadając własną historię, pełną anegdotek i zdarzeń ma świadomość mankamentów pamięci i mówi do syna – tylko sprawdź, czy czegoś nie pomyliłem.

Folco, jeżeli to co ci powiedziałem lub co powiem ma pójść do druku, to koniecznie musisz sprawdzić wszystkie detale. Wystarczy jeden drobny błąd, a wszystko traci wiarygodność. […] Powiedziałem ci na przykład, że robiłem artykuł z telegramu Bernarda. Powiedziałem, że był to pogrzeb Nassera. Sprawdź, bo może to był pogrzeb Saddata. […] Taki błąd odbiera wiarygodność trzystu stronom.

Świat, który wspomina umierający w 2004 roku Terzani zmienił się przez te niemal dwie dekady jeszcze bardziej. Już wtedy zwracał uwagę na spadek jakości dziennikarstwa. Dziś w dobie “infotainment”, polowania na kliki i reklamodawców, bez względu na wiarygodność ta książka to świadectwo świata, który zdecydowanie się skończył.

Bardzo ważne, żebyś zrozumiał, że moją metodą działania jest czytanie. Czytam bardzo dużo. […] Wydarzenie, które ma miejsce dzisiaj, musi zostać umieszczone w kontekście. Inaczej niczego się nie zrozumie. […] Nauka dziennikarstwa nie jest z pewnością łatwa, dlatego jestem przeciwny wszelkim szkołom dla dziennikarzy. Robią wszystko na odwrót, uczą technik, uczą, jak zaczynać artykuł, jak go kończyć, jak go szybko wysłać. A tu potrzebne jest przygotowanie eklektyczne i to trzeba zrobić samemu, zdobyć wiedzę o historii, ekonomii, jakiej nie uczą na wydziale dziennikarstwa. To absurdalne studia. Zupełnie jakbyś poszedł do szkoły dla poetów? Kto cię nauczy, jak być poetą?

To jest ciekawe o tyle, że w ostatnich latach w Polsce powstało wiele książek reportażowych. I mam wrażenie, gdy do nich sięgam, że zdecydowana większość jest pisana jak z jednej matrycy. Nie ma tam ducha samego autora. 

W pewnym momencie Terzani mówi coś, z czym od lat się zgadzam – dziennikarstwo nie jest obiektywne. Ów pozorny obiektywizm to w zasadzie bzdura, usprawiedliwiająca wiele rzeczy. Widać to szczególnie w ostatnich latach, gdy w imię obiektywizmu w różnego rodzaju debatach daje się głos “obu stronom”. Przy czym po jednej zasiada ekspert w danej dziedzinie, a w drugiej samozwańczy krytyk, którego traktuje się równorzędnie, choć ten nie ma żadnej wiedzy.

Nigdy nie twierdziłem, że jestem obiektywnym dziennikarzem, bo nie jestem. Nikt nie jest, nawet ci, którzy tak twierdzą, to tylko fałsz i obłuda. Jakim cudem mógłbyś być obiektywny. […] Sposób, w jaki patrzysz na zdarzeniem detale, które dostrzegasz, zapachy, które czujesz, wszystko to twój indywidualny wybór wpływający na osąd. […] Po co mam twierdzić, że jestem obiektywny. Jaką wartość ma ten obiektywizm? Lepiej, żeby czytelnik wiedział, że nie jesteś obiektywny, że po prostu tak właśnie myślisz. […] Uczciwiej więc powiedzieć, że jesteś subiektywny, i wytłumaczyć tę subiektywność, niż twierdzić, że jest się obiektywnym i wcale nim nie być.

Kolejna sprawa to poglądy polityczno-społeczne autora. Wspaniała jest jego szczerość, gdy opowiada o sympatiach lewicowych – o tych zupełnie oczywistych przekonaniach, że należy walczyć o sprawiedliwość, poprawę bytu najsłabszych i wykluczonych, gdy krytykuje kapitalizm za wiele spraw. Później zaś pokazuje, jak stykał się z tymi wszystkimi miejscami, i krajami, gdzie próbowano ów równość wprowadzić. Najpierw według ideałów, później dekretować, a ostatecznie wprowadzając aparat represji i przymusu. Nie ukrywa sympatii do socjalizmu, i jest bardzo antyamerykański, a jednak jest rozgoryczony i myślę, że jego przemyślenia mogłyby być ważne dla wielu młodych lewicowców, którzy zdają się zamykać oczy na historię i próbują znów “zadekretować” równość i sprawiedliwość. Mimo natury ludzi.

Uważam, że te kanalie komuniści stracili wspaniałą okazję, bo przy odrobinie wspaniałomyślności i przezorności mogli rządzić krajem, który miał wielki potencjał i mógł rozwijać się naprawdę dobrze. […] Chyba byłoby lepiej, gdyby zwyciężyli ci drudzy. Ten typ społeczeństwa umieją lepiej tworzyć inni. Jeżeli wprowadzasz kapitalizm z komunistycznym autorytaryzmem, raczej niech to robią kapitaliści, którzy lepiej wiedzą jak działa kapitalizm. […]

Niestety komuniści przybyli z poczuciem wyższości, że ich poświęcenia muszą zostać zrekompensowane natychmiast, a wszyscy inni to zdrajcy. Wiesz, czasami ludzie po prostu są zmuszeni do zdrady. Podzielony kraj, dwa ustroje, a ty rodzisz się w jednym z nich.

Zbyt dużo mam refleksji po tej lekturze, żeby tu wszystkie zmieścić. O pułapce współczesności, pogoni za pieniądzem, karierą i traceniu tego co najważniejsze. A nad tym wszystkim ten wielki spokój autora, godzącego się ze śmiercią. W pewnym stopniu bardzo podobne te wyznania i przekaz do Ostatniego wykładu R. Pauscha. Z drugiej strony jego wyniszczone nowotworem ciało jest mu wyłącznie obciążeniem i chętnie się go pozbędzie. Jak inaczej brzmią jego słowa, w zestawieniu choćby z tym, co pisał Jean Améry w eseju O starzeniu się.

Mamy obsesję na temat własnego ciała. Człowiek przecież dorasta z tym ciałem, identyfikuje się z nim. […] Byłem przystojnym mężczyzną. Mówiąc “Tiziano Terzani”, każdy myśli o tym ciele. […] Popatrz na mnie teraz! Skóra i kości! jestem wychudzony, mam spuchnięte nogi, brzuch jak balon. […] Dlatego też nie jestem przywiązany do tego ciała, a zresztą jakiego ciała? Do ciała, które zmienia się z dnia na dzień? Które traci włosy? Kuleje? Nie jesteśmy ciałem. Więc czym jesteśmy?

Améry nie może się pogodzić ze zmianami ciała, Terzani mówi – trudno, czas się pożegnać.

“Jaka to piękna książka”, powiedziała pani bibliotekarka.

[Foto: Tiziano i Folco Terzani, żródło: Spiegel]

Koniec jest moim początkiem, T. Terzani

Koniec jest moim początkiem, Tiziano Terzani

Wyd.: Zysk i S-ka, 2010

Tłum.: Iwona banach

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.