Księga samozniszczenia

Konsekwencją świata, w którym wszystko zdaje się możliwe do naprawienia, i z którego znika naturalne ciało ze wszystkimi jego wadami, jest pragnienie oglądania i doświadczania jedynie piękna i szczęścia.

Przyzwyczailiśmy się narzekać na listopad. Po pierwszych deszczach, gdy już resztki kolorów opadną z drzew, zaczyna się szarówka. Dochodzimy do momentu, gdy – dzięki zmianie czasu – dni kończą się około godziny piętnastej. To przytłaczające uczucie szarości potęguje się, gdy ciężkie chmury wiszą całymi dniami i nie widać nawet skrawka niebieskiego nieba. Tak nie wygląda piękno i szczęście, o którym pisze Marian Donner w zacytowanym fragmencie Księga samozniszczenia. I choć chodzi jej o ludzi, to nie ma to w tym momencie znaczenia.

W ubiegłym roku polubiłem samotne poranne wyjazdy samochodem. Wyjeżdżałem nad rzeki – Wisłę, Narew, Bug. Mijałem puste, jesienne pola. Wcześnie rano ruch samochodowy jest ograniczony, dodatkowo była pandemia. W pewnym momencie zacząłem zauważać szarość. Tę której nie znosimy, tę która kojarzy się depresyjnie, z brakiem życia. Zacząłem fotografować puste szare krajobrazy. Dla zabawy zacząłem sprawdzać na różnych wzornikach barw, jakie szarości w danym dniu dominują. Każdego dnia szarość była inna. Piękna, jeśli się ją zauważało, a nie była wyłącznie męczącym tłem dnia codziennego. Gdzieś tam w świecie mediów społecznościowych ludzie ratowali się fotkami kolorów z egzotycznych krajów, w których jesienią i zimą dominuje piękno i szczęście, z opalonymi ciałami w kostiumach kąpielowych. Tymczasem u nas szaro. Cicho. Spokojnie. Monochromatycznie. Pięknie. Może zimno, może niekomfortowo, ale powinniśmy czasem marznąć.

Donner w zamieszczonym wyżej fragmencie chodzi, co prawda o piękno związane z ludzkim ciałem i nasz pęd do wygładzania, upiększania i poszukiwania piękna i szczęścia. Jednak w gruncie rzeczy jej tezy można rozszerzyć na większość naszej aktywności, w tym właśnie postrzeganie otaczającego świata. Podtytuł eseju niederlandzkiej autorki brzmi Dlaczego musimy bardziej śmierdzieć, więcej pić, krwawić, płonąć i tańczyć i jest swego rodzaju buntem przeciwko współczesnemu światu oczekującemu doskonałej formy, pięknego wyglądu, samorealizowania. Wymuszanego przez marketing, zatrudniające nas firmy, czy banalne aplikacje do robienia selfie, które stworzą nas piękniejszymi, niż jesteśmy.

Od wielu miesięcy w mediach przetacza się dyskusja związana z wpływem Instagrama na samoocenę młodych dziewczyn. Światło dziennie ujrzały wewnętrzne badania Facebooka, do którego należy Instagram, z których wynika, że firma doskonale zdaje sobie sprawę z tego negatywnego wpływu. Jak jednak pogodzić wyniki takich badań, z trendem by przynosić jeszcze większe zyski (akcjonariuszom)? No cóż, trzeba sprzedać czegoś jeszcze więcej. A same badania pominąć. Można powiedzieć, że FB realizuje plan jednego z naszych niezbyt lotnych polityków: “nie zatrudniamy ekspertów, bo jak zatrudnialiśmy ekspertów to nie chcieli oni realizować naszego programu”.

“Platforma dla profesjonalistów” (Linkedin), jest swego rodzaju odpowiednikiem Instagrama, tylko kierowanego do innej grupy. Też mamy tam do czynienia z kreacją pewnego świata. Od czasu do czasu trafiam tam na hasło wypowiadane przez kolejnych coachów, trenerów zmiany, sprzedawców: “czy dziś już coś sprzedałeś?”. W zamierzeniu, ma ono być motywujące, pobudzające do działania, aktywizujące. Zawsze mnie korci, żeby podmienić w tej frazie “coś” na “siebie”. “Czy dziś już siebie sprzedałeś”. Kupując kolejne zbędne rzeczy, oddając swoje dane mediom społecznościowym, powiększając majątek swojego pracodawcy, marnując swój czas wolny na budowanie kariery? 

Wydaje nam się, że wolność, niezależność, oryginalność to domena współczesnego świata. Jak pisze Marian Donner rewolucyjne hasła marketingu “Think different”, “Just do it”, “Dream Crazy” są piękne, jednak kończą się w chwili, gdy musisz być coraz bardziej produktywny, coraz więcej sprzedawać (i kupować oczywiście). 

Szaleńcy z reklamy Apple’a? Dzisiaj nazywają się „chaotycznymi ludźmi”. Odmieńcy to nieudacznicy. Buntownicy kupują tiszerty The Clash w H&M. Żaden szef nie szuka pracowników, którzy „nie przestrzegają zasad”. A ten, kto czuje się okrągłym klockiem w kwadratowym otworze, czyta podręcznik samopomocowy – siedem kroków do sukcesu, dziesięć kroków do szczęścia, sto rzeczy, które jeszcze musisz zrobić, tysiąc rzeczy, których już nigdy więcej nie wolno ci zrobić. Wszystko po to, żeby jeszcze bardziej wkręcić się w ten otwór. Ponieważ tak naprawdę to właśnie oferuje ci ta cała literatura motywacyjna, artykuły, TED Talks, wykłady, kursy i trenerzy – zasady i reguły. Żebyś lepiej mógł funkcjonować i bardziej pasował do status quo.

[…]

Jeżeli świat wciąż ci wmawia, że nie jesteś wystarczająco dobra, zdrowa, zgrabna, sprawna, produktywna, nie dość pozytywnie nastawiona i nie dość zen, najwyższy czas, żebyś zaczęła się zastanawiać, co, na miłość boską, poszło na tym świecie nie tak.

Mam sporą niechęć do dwóch zwrotów wykorzystywanych w dyskusjach: “neoliberalny” i “patriarchalny”. Mam wrażenie, że najczęściej pełnią rolę “jokera”, który ma zamknąć usta przeciwnikowi, choć w wielu przypadkach oznaczają “nie zgadzam się/nie podoba mi się”. A skoro się nie zgadzam, to obrzucę przymiotnikiem neoliberalny/patriarchalny i sprawa załatwiona. Marian Donner, również wykorzystuje ów mityczny “neoliberalny kapitalizm”, jako hasło, które ma wyjaśnić wszystko to, co w świecie poszło nie tak. 

ideologia neoliberalnego kapitalizmu przenika wszystko. Tak bardzo, zdaniem Marka Fishera, angielskiego teoretyka kultury, że myślenie poza nią jest dzisiaj niemal niemożliwe. Napisał o tym broszurę Capitalist Realism, Is There No Alternative? Jej myślą przewodnią jest wypowiedź Slavoja Žižka: „Łatwiej wyobrazić sobie koniec świata niż koniec kapitalizmu”. Nie dlatego, że jest to tak dobry system, ale dlatego, że ludzie uwierzyli, iż tylko kapitalizm jest systemem realistycznym i działającym. Nie idealnym, ale lepszym niż inne.

Kłopot polega na tym, że nie ma “jednego kapitalizmu”. Inny jest kapitalizm skandynawski, inny amerykański, inny polski, czy niderlandzki a jeszcze inny singapurski. Choć w każdym z tych miejsc, pojawią się krytycy “neoliberalnego trendu”. Nie jest również tak, jak zdaje się sugerować Donner, że ludzie uwierzyli, że to jedyny system realistyczny i działający. Gdyby tak było, to od dziesiątków lat nie próbowalibyśmy zmieniać tych wszystkich wad systemu kapitalistycznego związanego z pazernością firm, tendencją do tworzenia monopoli, zmowami cenowymi itp. W gruncie rzeczy stoi za tym zwykła ludzka chciwość. Niezależna od systemów polityczno-gospodarczych. Nie jest również tak, że  – jak pisze autorka w jednym z felietonów opublikowanym w NRC Handelsblad – “To właśnie w neoliberalizmie zdrowe ciało stało się najwyższym dobrem.” Faszyzm stawiał na piedestale zdrowe silne ciało. I był bardzo daleki od neoliberalizmu.

Poza tymi uproszczeniami, esej i poglądy Donner są niebywale inspirujące, a to jest zaleta dobrej książki. 

Zacząłem szukać więcej informacji na temat historii autorki. Z noty redakcyjnej wynika, że po studiach psychologicznych zaangażowała się politycznie (pracowała przy kampaniach partii socjaldemokratycznej) i w organizacji humanitarnej. Rozczarowana tymi aktywnościami została barmanką, a następnie telefonistką w agencji towarzyskiej. Niestety więcej informacji nie znalazłem, nawet na jej autorskiej stronie. Pochłonęły mnie za to jej felietony pisane dla różnych magazynów. Choć pisane po niderlandzku, co sprawiło, że musiałem użyć translatora, wygląda na to, że mamy podobne spojrzenie na wiele spraw i problemów współczesności (choćby Cancel Culture, czy publiczne lincze, za niemądre, albo pochopne słowa). 

Czytam Księgę samozniszczenia po raz kolejny. Specjalnie na potrzeby tej notki, bo po raz pierwszy czytałem kilka miesięcy temu, po otrzymaniu gotowego tłumaczenia. Wtedy nie była jeszcze dostępna na rynku, więc odczekałem ten czas. Taka nietypowa promocja książki, którą wydajemy w ramach Białej Plamy. Część Alkohol brzmi dla mnie teraz zupełnie inaczej, w kontekście niedawno czytanego Najgorszego człowieka na świecie Małgorzaty Halber.

Czasami cały stracony czas chwyta mnie za gardło. Wszystkie te wieczory w kawiarniach, wszystkie następujące po nich kace, wszystkie zmarnowane godziny. Mogłam zrobić o wiele więcej, niż zrobiłam. Mogłam napisać o wiele więcej, być bardziej produktywna, być może nawet odnieść więcej sukcesów. Gdybym tylko się nie pałętała, nie snuła, nie mówiła: okej, to jeszcze jednego. Gdybym wykazywała więcej samodyscypliny.

W końcu nic mi to też nie dało. Większości tych przepitych wieczorów nawet nie pamiętam. Ze wszystkich miłych rozmów nie pozostaje prawie nic, żadna nauka, ani piękne słowa, które można by potem przywołać, żadne wglądy. W tamtej chwili wszystko wydawało się takie istotne i intensywne, wszystko zdawało się być na swoim miejscu, mój rozmówca był najmądrzejszą osobą, z jaką kiedykolwiek rozmawiałam, ja sama byłam jeszcze mądrzejsza, ale następnego dnia wszystko to zasnuwała gęsta, nieprzenikniona mgła.

Zdania pisane przez Donner mogłyby być suplementem do książki Halber, bo – wbrew podtytułowi całej ksiażki – nie jest to pochwała, czy zachęta do picia.  Tak jednak nie jest. Donner zdaje się nie mieć za sobą doświadczenia alkoholizmu, więc tylko mówi: “pozwól sobie czasem na tę utratę kontroli”.  Choć w gruncie rzeczy przypomina, że odurzenie się to tylko ucieczka. 

Każdy, kto musi lub chce być nieustannie pijany, przesadza tak samo, jak społeczeństwo, które opowiada się za absolutną trzeźwością. Chodzi mi o drogę między tymi skrajnościami. O uznanie, że wraz z uzyskaniem optymalnego zdrowia i produktywności, które pozwalają nam osiągnąć szczyty naszych możliwości, również coś tracimy. Szaleństwo, entuzjazm, nieroztropność, wreszcie poczucie bezsilności.

Esej Donner to kontra do tych wszystkich poradników, całego biznesu motywacyjnego, samopomocowego, o samodoskonaleniu. Warto się nad nim zatrzymać. Żeby przypomnieć sobie, na czym polega rzeczywistość, a nie piękno, czy pozorną doskonałość generowane przez aplikacje, algorytmy, oczekiwania klientów czy pracodawców.

Piękno kryje się w porażce lub niepowodzeniu. W niedoskonałości każdej próby i każdego rezultatu. To właśnie człowieka czyni człowiekiem – niepowodzenie. Tańcz, potykaj się, upadaj, a potem oddaj temu hołd. I jeśli to możliwe, zrób to w dobrym stylu.

[Foto: 8.11.2020]

Księga samozniszczenia, M. Donner

Księga samozniszczenia, Marian Donner

Wyd.: Linia/Biała Plama, 2021

Tłum.: Robert Pucek

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.