Wychowanie przy ekranie

Bardzo dobra i potrzebna, choć irytująca książka. Tak w dużym skrócie mógłbym podsumować Wychowanie przy ekranie Magdaleny Bigaj. Nie mogę sobie przypomnieć, co skłoniło mnie do jej zakupu. Musiało to być jakieś dobre słowo, bo niestety takich pozycji się obawiam. W przypadku wielu autorów i autorek – zwłaszcza polskich – poradniki Jak przygotować dzieci do życia w sieci (tak brzmi podtytuł), są często zbiorem zasad i zaleceń nierealnych do wprowadzenia. “Zainstaluj program ochrony rodzicielskiej”, “Wprowadź limit maksymalnie godzina dziennie przy ekranie” i różnego rodzaju wskazówki, które często wykluczają fakt, że dzieci, a zwłaszcza nastolatki wchodzą z nami w interakcje. Złoszczą się, irytują, próbują nas oszukiwać, mają dostęp do smartfonów kolegów, a przede wszystkim zapominają, że w dzisiejszym świecie telefony komórkowe są ważnym elementem codziennego funkcjonowania.

Magdalena Bigaj – była dziennikarka, dawna specjalistka do spraw PR w jednym z koncernów medialnych, gdzie zajmowała się portalami internetowymi, a dziś założycielka Fundacji Instytut Cyrowego Obywatelstwa zwraca uwagę na to wszystko, ale przede wszystkim pokazuje ogromne trudności związane z próbą narzucania sztywnych zasad. A dodatkowo egzekwowania reguł i ograniczeń przez rodziców, którzy sami się do nich nie stosują i ich nie przestrzegają, wymagając od swoich dzieci, że nagle będą odkładać telefony przy posiłkach, nie sięgać do nich mimochodem sprawdzając powiadomienia, czy marnować czas klikając w durne gierki. A przede wszystkim bezmyślnie szafują hasłem “mniej internetu”, w czasach, gdy korzystanie z niego stało się nieodłącznym elementem życia codziennego.

Autorka wskazuje na te zalecenia, ale pokazuje wady i ograniczenia różnego rodzaju sztywnych zasad. Pisze często o sobie, że nie przestrzega zaleceń, o których opowiada (bo to trudne). Należy wciąż pamiętać o tym, żeby wdrożyć swoją własną “higienę cyfrową”, a przede wszystkim zamiast wprowadzać zakazy i nakazy, rozmawiać z dzieciakami i nastolatkami, o tym jak funkcjonować we współczesnym świecie, oraz – to bardzo ważne – by korzystać z ich doświadczeń i słuchać tego, co do nas mówią..

Wpojenie nam, że jest coś takiego jak świat wirtualny, to jedno z   największych sukcesów twórców nowych technologii. Wielu ludzi dało się przekonać, że dla owego świata wirtualnego trzeba stworzyć osobne prawo, bo to przestrzeń, której nie dotyczy na przykład Konwencja o   prawach dziecka. Świat wirtualny, czyli nie ten realny. Mniej prawdziwy, nie na poważnie. Nie zawracajcie sobie nim głowy. Zajmijcie się poważnymi, a   nie wirtualnymi rzeczami, zaś my tu sobie będziemy spokojnie robić internety.

[…]

Bez kitu, gdybyśmy w   latach siedemdziesiątych i   osiemdziesiątych mieli internet i   smartfony, na żadnym trzepaku byśmy nie siedzieli (pomijając już to, że rzeczywistość społeczno-polityczna w   ogóle byłaby inna). Wystarczy przypomnieć sobie, z   jakim zapałem łapaliśmy spadające jajka w   oldskulowej grze z   wilkiem i   zającem, jak gorliwie karmiliśmy potem tamagotchi i   jak fascynowały nas początki telegazety. Dajcie więc dzieciom spokój z   tymi trzepakami!

No właśnie! To powszechne narzekanie, że dzieciaki nie czytają, że nie wychodzą na dwór, bo przecież my to wszystko robiliśmy! Tylko, nie mieliśmy TYCH atrakcji, jakim jest klikanie, przechodzenie kolejnych poziomów w grach, interakcje z innymi graczami. Plus dziesiątki natychmiastowych gratyfikacji, w postaci serduszek, polubień, uśmieszków.

Była pracowniczka mediów internetowych wprost mówi o tym, że głównym celem portali, mediów społecznościowych jest przyciągnięcie naszej uwagi i wymuszenie na nas klikania, bo to są realne pieniądze od reklamodawców i korporacji. Przy czym specjaliści od marketingu doskonale wykorzystują wiedzę dotyczącą funkcjonowania naszych mózgów, psychologii i bez skrupułów sięgają po mechanizmy sprawiające nam przyjemność czy uzależniające. Musimy nauczyć się z tym funkcjonować, na naszych własnych zasadach, a nie na zasadach narzuconych przez firmy technologiczne. 

Świetna jest wykorzystana przez nią metafora, wprowadzona wiele lat temu przez Debbie Weil, że internet jest jak miasto. 

W świecie realnym pokazujemy świat dookoła krok po kroku, rozszerzając jego granice. Dając do ręki smartfony i kupując komputery niemal natychmiast wrzucamy je do świata, w którym jest wszystko, a ono samo musi sobie w nim radzić.

Internet jest jak miasto. Dziecko poznaje je powoli, przez wiele lat w   naszym towarzystwie, a   gdy już puszczamy je bez opieki, staramy się wiedzieć, gdzie i   z   kim spędza czas. Tłumaczymy, co jest bezpieczne, a   co nie. Pocieszamy, gdy spotka je coś przykrego. Rozmawiamy o   świecie, odpowiadamy na pytania, tłumaczymy, sami pytamy.

[…]

Granice w   użytkowaniu internetu i   urządzeń ekranowych muszą być zresztą nie tylko czasowe, ale także jakościowe. Dopóki nie jesteście pewni, że wasze dziecko potrafi się samodzielnie poruszać po sieci, zna zasady bezpieczeństwa i   konsekwencje oglądania trudnych treści, dopóty jesteście odpowiedzialni za to, co tam zobaczy. Przecież żaden rozsądny rodzic nie wypuszcza ośmiolatka samego na miasto, aby sobie wchodziło do każdego możliwego lokalu. Dlaczego robimy to w   internecie, w   którym obok zabawnych filmików o   pieskach i   kotkach funkcjonują bez żadnej cenzury treści absolutnie szkodliwe dla dzieciaków?

To naprawdę bardzo dobra pozycja, z jednym zastrzeżeniem, o czym napisałem w pierwszym zdaniu. Magdalena Bigaj “przefajnowała” z językiem. Nadmiar powiedzonek, żarcików, anegdotek, sprawiała, że momentami miałem wrażenie, że autorka stara się być jak stand-uper, mający na celu rozbawienie nas co dwadzieścia sekund. Niestety znaczna część tych żarcików i przerywników była wtórna i niezbyt oryginalna (“o borze zielony”, “nie płakałam na Królu Lwie, “nasz mózg wyżerałby je, jak kot whiskas”, itp.). Rozumiem intencję – książka ma się dobrze czytać, od czasu do czasu powinniśmy się uśmiechnąć, westchnąć “o rany, też tak mam”, ale humor wymaga jednak pewnej oryginalności i umiaru.

To jednak jedyne zastrzeżenie, w dodatku subiektywne, bo być może czytelnikom taki styl będzie odpowiadał. Przymykam więc na to oko, bo Wychowanie przy ekranie jest sensowną i bardzo wartościową pozycją.

[Photo by Vitolda Klein on Unsplash]

Wychowanie przy ekranie, M. Biegaj

Wychowanie przy ekranie, Magdalena Bigaj

Wyd. W.A.B., 2023

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *