Jest zabawa

W filmie Shrek w pewnym momencie Osioł mówi do tytułowego bohatera “Nie jesteś, zdaje się, typem hulaki, co?” Lubię ten tekst. Dość dobrze mnie opisuje. Nigdy nie byłem imprezowiczem, zwłaszcza jeśli chodzi o różnego rodzaju kluby, imprezy, melanże. W prywatnym, ograniczonym gronie proszę bardzo. W przestrzeni obcych ludzi – nie, dziękuję. Nawet zwykłe wesela były dla mnie wielokrotnie męczarnią. 

Ci wszyscy ludzie, dźwięki, hałasy. Koszmar.

Moja przewodniczka po świecie komiksu dała mi ostatnio również Jest zabawa Brechta Evensa. Już kiedyś miałem z nim do czynienia, przy okazji Pantery – dziwnej, niepokojącej opowieści, w której nie podobała mi się kreska. I tu było podobnie. Nie lubię tego stylu.

Ale czytam i z jednej strony mnie intryguje, z drugiej męczy. Jest zabawa, jest impreza, jest melanż!

Dla mnie – nie imprezującego – genialne przedstawienie koszmaru nadmiaru świateł, nadmiaru dźwięków, nadmiaru strzępów rozmów, nadmiaru nadmiaru. To wychwytywanie rozmów, czy jest ktoś znajomy, szukanie twarzy, kolejnych klubów. Paplający taksówkarze (świetnie zrobiony wątek – wyłączam się niemal jak w realnym życiu i nie czytam tych wywodów. Puszczam mimo..)

Na szczęście nie muszę się przeciskać do wyjścia, żeby uciec. Po prostu mogę zamknąć książkę. Długo ją czytam. Na raty. Kilka dni. Chcę przerwać, bo mam wrażenie, że właśnie to jest to – beznsensowne narkotyczno-alkoholowe upojenie. W żadnym wypadku zabawa. Męczarnia.

Mamy jakąś belgijską dzielnicę, trójkę bohaterów, których losy się splatają. Jadą po bandzie. I może mi się nie podobać kreska Evensa, ale atmosferę tego hałasu, przytłoczenia, zagubienia oddał fenomenalnie.

Jest zabawa, a później konsekwencje. Mam wrażenie, że to komiksowa wersja Requiem dla snu.

Męczyła mnie. Nie rozumiałem. Byłem zniechęcony. Doceniam całość.

Jest zabawa, Brecht Evens

Wyd.: timof i cisi wspólnicy, 2020

Tłum.: Olga Niziołek

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.