Drzazga. M

Drzazga

Czytając Drzazgę Mirosława Tryczyka nie mogłem pozbyć się wrażenia, że mam do czynienia z przeniesionymi na nasze warunki obrazami z popkultury amerykańskiej. Zapadłe miasteczko, zaś wszyscy jego mieszkańcy żyją jakąś mroczną tajemnicą z przeszłości. Gdy pojawia się ktoś z zewnątrz i zaczyna wypytywać, pojawia się zmowa milczenia, mniej lub bardziej subtelne groźby.

Albo jeszcze inny obrazek związany z linczami na czarnych mieszkańcach (Korzenie we krwi). W linczu uczestniczy niemal całe miasteczko. Niewielka grupka mieszkańców, nie chce na to patrzyć, zamyka drzwi. Inni przyzwalająco zagrzewają do działania. Od czasu do czasu, ktoś próbuje protestować, ale zostaje zastraszony lub wyzywany jest od “obrońców czarnuchów”

Kolejna scena, w której ujawnianie jest kto kryje się pod białymi kapturami. Okazuje się wówczas, że są to miejscowe bandziorki działające za przyzwoleniem, a często wśród nich znajdują się sami miejscowi notable. Zwykle burmistrz albo szeryf.

W naszej rzeczywistości nie ma szeryfa, często jest burmistrz, wójt, sołtys, bardzo często miejscowy proboszcz.

Gdy Dariusz Doliński i Tomasz Grzyb opublikowali wyniki powtórzonego przez siebie eksperymentu Milgrama (Posłuszni do bólu) byli zadziwieni reakcją polskich mediów. 

Żaden z zagranicznych dziennikarzy, z którymi rozmawialiśmy, nie próbował nawet sugerować, że uzyskane przez nas wyniki są specyficzne dla Polski i Polaków. Wszyscy pytali po prostu o ludzi.

Gdy zobaczyliśmy tytuły artykułów (oraz same teksty) w niektórych polskich czasopismach, złapaliśmy się za głowy. „Polacy dali popis okrucieństwa”.

Książkę Mirosława Tryczyka, kupiłem już jakiś czas temu. Uznałem, że teraz jest dobry czas dla niej, po przeczytaniu wyznań Melity Maschmannn Bilans. Patrząc zerojedynkowo można się oburzyć, jak w ogóle można porównywać Polaków i Niemców. Przecież wiadomo, że jedni byli oprawcami, a drudzy ofiarami. Tylko, że świat nie jest zerojedynkowy i przynależność narodowa nie determinuje, tego, czy ktoś jest dobry, czy zły. Czy miał chwile słabości, czy nie. A może, jak wspomina Maschmann rozmowę z córką kolegi z Hitlerjugend można być dobrym ojcem, człowiekiem, ale to nie wyklucza robienia strasznych rzeczy. Zwłaszcza, gdy jest na to przyzwolenie.

Ojciec był krawcem w Otwocku, wszyscy znali go bardzo dobrze jako świetnego faceta, który rozmawiał, jak przychodzili szyć ubrania. Lubiany był bardzo. […] On jako ojciec był wspaniały człowiek, uważał mnie za najstarszego syna, zawsze. I dbał, żebym wyszedł na dobrego człowieka.

Opowiada syn jednego z mężczyzn odpowiedzialnego za mordowanie Żydów w Radziłowie.

Podtytuł reportażu brzmi Kłamstwa silniejsze niż śmierć. I jest właśnie o tym. O zmowie milczenia, agresji wobec tych, którzy dociekają prawdy, o relatywizowaniu zbrodni, strachu przed poniesieniem konsekwencji. A przede wszystkim niepewności – co z taką wiedzą można zrobić. No bo w zasadzie, co mogą zrobić, wnuki i prawnuki. Tryczyk docieka, bo w swojej rodzinie również znalazł dowody takich działań.

Boję się zobaczyć zło, wiesz? I cierpienia. Boję się pomyśleć, że ludzie z mojej rodziny naprawdę potrafili coś takiego zrobić. 

Mówi jedna z rozmówczyń autora, która jednak postanowiła dowiedzieć się prawdy.

Wywożeni do obozów Żydzi, zostawiali po sobie domostwa, warsztaty, przedmioty. Ktoś w nich zaczął mieszkać, korzystać ze sprzętów. Niektórzy mieszkańcy ukrywali Żydów, którzy później znikali. O części “wiedziało się” w miasteczkach i wsiach, że powodzi im się dzięki żydowskiemu złotu. Ale nie mówiono o tym głośno, ze względu na strach przed kłopotami, zemstą, szykanami. Tryczyk chciał dotrzeć do takich ludzi, niestety znaczna część już nie żyje, ci którzy mogliby pamiętać, albo nie chcą, albo faktycznie z racji wieku nie pamiętają. Potomkowie nie chcą pamiętać, bo co mieliby zrobić z posiadanymi gospodarstwami, ziemią.

Melita Maschmann pisała o propagandzie antysemickiej w nazistowskich Niemczech, te hasła przesączały się również na zewnątrz. Gdy padły na podatny grunt, biedy i niewykształcenia również zbierały owoce. 

Tylko co my dziś możemy z tym zrobić?

Czytam rozmówców Tryczyka i myślę sobie, o tych wszystkich wyrafinowanych analizach preferencji wyborczych w rodzaju Turbopatriotyzmu. Nie mogę oprzeć się wrażeniu, że gdy w miasteczkach z mroczną tajemnicą pojawi się, ktoś kto będzie chciał dociec prawdy, nie spotka się z sympatią. Za to, ci, którzy relatywizują zbrodnie, mnożą wątpliwości, budują jednoznaczne figury “złego” będą znacznie chętniej słuchani. Oni mają szansę, bo przynajmniej „nie szkalują Polaka”.

Na zdjęciu ilustrującym ten tekst znajduje się grobu Antoniego Czajkowskiego. Mogiła znajduje się w Wyszonkach Kościelnych. Jak pisze autor grób jest zadbany, obłożony kwiatami. Nie wierzyłem do końca w opis autora, dlatego próbowałem znaleźć w sieci. Tak jest. Kwatera G75.

Antoni Czajkowski

Inskrypcja godna bohatera.

16 października 1937 roku do wioski przyjechała setka narodowców na koniach i rowerach, by zaatakować Żydów. Gdy policja stanęła w obronie ofiar, agresorzy zwrócili się przeciwko funkcjonariuszom a ci w odpowiedzi otworzyli ogień i na miejscu zabili Antoniego Czajkowskiego, ze wsi Kostry Noski.

[foto źródło]

Drzazga, M. Tryczyk

Drzazga. Kłamstwa silniejsze niż śmierć, Mirosław Tryczyk

Wyd.: Znak Literanowa, 2020

Jeden komentarz do “Drzazga”

  1. I w odzewie beatyfikuje się Wyszyńskiego, który przed wojną będąc redaktorem naczelnym Ateneum Kapłańskiego publikował tak straszne rzeczy które dały potem usprawiedliwienie Polakom .

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.