Ścigany

Podczas tegorocznych wakacji zupełnie przypadkiem i nie planując zwiedziłem twierdzę w Srebrnej Górze – największą górską twierdzę w Europie zbudowaną w XVIII wieku na potrzeby wojska pruskiego. Militarną rolę spełniała podczas wojny Prus z Francją, zaś od początku XIX wieku służyła przede wszystkim jako więzienie. Podczas II wojny światowej do 1941 roku mieścił się w niej obóz jeniecki dla polskich oficerów. Jednym z więźniów był oficer marynarki Jędrzej Giertych. Przed wojną członek Stronnictwa Narodowego, dziadek Romana Giertycha. Przewodnik oprowadzający nas po twierdzy wspomniał o Giertychu i jego bezskutecznych próbach ucieczki z twierdzy. Brał udział w obronie wybrzeża i po dostaniu się do niewoli całą II wojnę światową Giertych spędził w kilku różnych oflagach (Colditz, Srebrna Góra czyli Spitzberg, Sandbostel, Lubeka) podejmując łącznie trzydzieści sześć prób ucieczek. Sześciokrotnie udało mu się wydostać z obozów. Za każdym razem był schwytany.

Różnie można to oceniać. Z jednej strony jako ogromną determinację, z drugiej jako wyraz wyjątkowo ogromnego pecha. Przewodnik ze Srebrnej Góry wspomniał o tym, że Giertych swoje wojenne przygody opisał w książce. Dodał przy tym, że jeśli ktoś uważa, że przygody Franka Dolasa są wyłącznie fikcją literacką lub filmową to powinien poznać historię Jędrzeja Giertycha. Nie trzeba było więcej dodawać. Kupiłem niemal natychmiast po powrocie. Ścigany Jędrzeja Giertycha to historia jego pobytu w kolejnych oflagach. Nie wiem na ile na mój odbiór “przygód” miała sugestia przewodnika. Faktem jest, że miałem w pewnym momencie wrażenie, że to skrzyżowanie Franka Dolasa, Egona Olsena i Papillon. Z tym, że dramatyzmu tego ostatniego jest tam wyjątkowo mało. W sumie to interesująca kwestia – na ile dobry autor lub reżyser mógłby z historii Giertycha zrobić przejmujący dramat. Bo samemu bohaterowi nie bardzo się to udało. Jego własna historia brzmi momentami groteskowo, choć organizacja i logistyka kolejnych ucieczek budzi szacunek. Przede wszystkim opis pierwszych lat w oflagach wygląda jak jakaś zupełnie inna wojna. Niemieccy oficerowie są ujmujący i honorowi. Przestrzegają (w pewnym stopniu) konwencję genewską, zaś uciekinierzy są karani co najwyżej tygodniowym aresztem. Jeńcy wrzeszczą na swoich nadzorców, jeśli tylko ci łamią jakieś zasady (w rodzaju nieodpowiedniego traktowania oficera) lub wzniecają awantury, protesty i zadymy. Gdy Giertych dostaje się po raz kolejny do oflagu w zamku Colditz witany jest z uśmiechem przez niemieckiego oficera niemal jak syn marnotrawny.

Twierdza Srebrna Góra
Twierdza Srebrna Góra

Z historii wynika, że w kolejnych obozach jenieckich niemal wszyscy żyli próbami ucieczki – Polacy, Francuzi, Anglicy, Jugosłowianie. Traktowani byli na tyle dobrze, że właściwie było to bezkarne. Zastanawiam się na ile Niemcy próbowali utrzymywać pewne zasady w stosunku do oficerów angielskich i francuskich, którzy przekazując informacje do swoich krajów o sposobach traktowania więźniów właściwie nie mogli mieć żadnych pretensji. Ten podział istniał – zupełnie inaczej byli choćby traktowani Rosjanie (już po 1942 roku). Sytuacja w traktowaniu jeńców zmienia się dopiero od 1944 roku. Wówczas próby ucieczki kończą się najczęściej śmiercią. Zabawa “w policjantów i złodziei” kończy się. Giertych ma tego świadomość, ale i tak próbuje. W zasadzie ma więcej szczęścia niż rozumu. Zamiast zginąć zostaje tylko poszczuty psem.

Wejście do fortu Donjon w twierdzy

Literacko nie jest to wybitne dzieło (dodatkowo przydałaby mu się dobra redakcja) zwraca jednak uwagę kilka elementów. Nigdzie nie jest to jednoznacznie napisane, ale między wierszami zdaje się wyczytać, że Giertych chyba nie był zbyt lubiany – przeciwnik Piłsudskiego, AK, socjalistów (choć w książce ich krytykuje wyraża się ze swego rodzaju szacunkiem do drugiej strony) – dodatkowo mógł chyba uchodzić za swego rodzaju wariata, z tym ciągłym kombinowaniem, jak uciec. Druga sprawa to postrzeganie Polaków przez inne nacje. W oczach autora, nie wypadali najlepiej. W imię “honoru” polscy oficerowie podejmują głodówki, piszą zażalenia, wszczynają zadymy, które zwykle niewiele dają, poza aresztem. W pewnym momencie polscy oficerowie odmawiają wytarcia zupy, która wylała się z kotła, bo ów rozkaz nie licuje z godnością oficera. Jak pisze Giertych, może to i były drobne rzeczy, ale w sumie składają się na wielkie. Po zakończeniu aresztu piszą zażalenie.

Koledzy innych narodowości trochę się dziwili naszemu pieniactwu. Cóż mogliśmy takim zażaleniem zyskać? Odsiedzianych dwóch tygodni nikt nam już nie zwróci, a było jasne, że takim posunięciem zadzieramy z władzami obozu. Ale pieniactwo jest naszym rysem narodowym, a źródłem tej polskiej wady jest wielka cnota: duch praworządności oraz pragnienie sprawiedliwości i gotowość walki o nią nawet w drobiazgach. Chodziło nam o satysfakcję. I niemałą satysfakcję uzyskaliśmy. Po dłuższym czasie każdy z nas otrzymał urzędowe pismo z Dowództwa Korpusu, że zażalenie jest oddalone, bo wprawdzie wydany nam rozkaz wycierania podłogi był sprzeczny z konwencją genewską, ale myśmy powinni go wykonać, a dopiero wnieść zażalenie, a  nie odmawiać wykonania nawet niesłusznego rozkazu. Mieliśmy więc czarno na białym stwierdzenie, że komendant postąpił wobec nas w sposób bezprawny.

No żeż, moralna wyższość udowodniona!

Takich zdarzeń jest jeszcze kilka. I z nich nic nie wynika, co więcej w pewnym momencie autor pisze, że zwykle Polacy wycofywali się z nich, ale tak, żeby zachować twarz.

Jeszcze jedno spojrzenie na naszą kadrę oficerską. Giertych zestawia nas choćby z Jugosłowianami (głównie Serbami).

Wszyscy [jugosłowiańscy}oficerowie byli bardzo dobrze wychowani, eleganccy, po wojskowemu zarazem sztywni i ugrzecznieni, wszyscy dobrze zbudowani. Gdy się ich porównywało z polską masą oficerską, o całe niebo górowali nad nią swoim wyglądem zewnętrznym.

Pobieżny obserwator patrząc w obozie na Jugosłowian i Polaków mógł odnieść wrażenie, że ci pierwsi to naród wprawdzie starej daty ale na wskroś europejski, kulturalny i pod każdym względem na poziomie, a Polacy, to taka nieinteligentna hołotka, prymitywna i źle wychowana. Oczywiście, ocena taka, nie brała pod uwagę głębokich wartości polskiej kultury, […] tradycji, ani […] ideałów. A wobec tego serbczyzna jest przecież niezmiernie ubożuchnym. Niemniej jednak państwo serbskie umiało wyrobić sobie korpus oficerski oparty na dobrych europejskich wzorach, a polska armia miała wciąż jeszcze w dużym stopniu cechy uformowanej na poczekaniu milicji. Serbowie górowali nad Polakami przede wszystkim dobrym wychowaniem.

[…]

Prezentowaliśmy się w masie jakoś dziwnie szaro i nieciekawie pod względem intelektualnym, dziwnie prymitywnie pod względem kulturalnym.

Interesująca obserwacja.

Momentami czytając wspomnienia Jędrzeja Giertycha miałem podobne wrażenie, jak przy lekturze wspomnień Sławoja Składkowskiego. Niewiarygodne, jak autor nie zauważa własnych ograniczeń, będąc dumny z niektórych decyzji i działań. U Giertycha dochodziła jeszcze dość mocna religijność w gruncie rzeczy będąca bigoterią.

Zabawne są jego rozważania dotyczące wybuchu bomb w ostatnim obozie, które zniszczyły polski i jugosłowiański barak. Opisuje różne hipotezy – że to działanie Niemców, że może celowe działanie aliantów, a może przypadek. Rozsądnie argumentuje, że bez konkretnych dowodów nie można takich tez stawiać, by wypalić:

O wiele bardziej trafia do mnie myśl całkiem inna: że była to zesłana na nasz barak kara Boża. Kara za to, że się w naszym środowisku za bardzo cieszyliśmy z bombardowań, jakie dotykały niemieckie miasta.

Ścigany, J. Giertych

Ścigany, Jędrzej Giertych

Wyd.: Penelopa, 2011

Podziel się

2 myśli nt. „Ścigany”

  1. Wydawcę chyba poniosło z podtytułem „polski oficer którego nie mogli zatrzymać Niemcy” skoro „Sześciokrotnie udało mu się wydostać z obozów. Za każdym razem był schwytany.” 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *