Siła bezsilnych i inne eseje

Zwycięstwo moralne może po czasie przerodzić się w realny sukces, ale moralna klęska – nigdy.

Po lekturze eseju T. Snydera O tyranii zrobiłem sobie krótkę listę lektur. Na pierwszym miejscu znalazły się na niej przemówienia, teksty i eseje Václava Havla zamieszczone w zbiorze Siła bezsilnych i inne eseje oraz LTI. Notatnik filologa Victora Klemperera. Książka Havla była dostępna niemal natychmiast i zacząłem w wolnych chwilach ją podczytywać, przerywając lekturę innych rzeczy.

Mam mieszane uczucia, przede wszystkim związane z językiem Havla. Męczył mnie rozwlekły ton, zwłaszcza w przypadku listów otwartych (do Aleksandra Dubčeka i Gustava Husáka). Rozumiem jednak, że forma podyktowana była w pewnym stopniu okolicznościami powstania.

Jednak wartość literacka w przypadku tych tekstów i przemówień wygłaszanych przy różnych okazjach, nie ma tak dużego znaczenia. O wiele bardziej istotne jest to, że choć znaczna część opublikowanych materiałów ma już kilkadziesiąt lat (między 1969 a 2000) i teoretycznie zmieniło się “wszystko” w sytuacji geopolitycznej, to momentami można czerpać garściami z refleksji Havla. To paradoksalne bo w części odnoszą się one do opisu rzeczywistości przed upadkiem komunizmu w Czechosłowacji i całym bloku wschodnim.

Dziwny jest ten pierwszy list zaadresowany do I Sekretarza Komunistycznej Partii Czechosłowacji Aleksandra Dubčeka z 1969 roku, w którym intelektualista Havel próbuje biorąc adresata niejako pod włos, zasugerować możliwe i najbardziej honorowe reakcje na inwazję radziecką. Jeden z ostatnich akapitów będzie prawdziwy nie tylko w 1969, ale i w 1979, 1989, 2009 i za kilka lat w 2019.

Są czasem chwile, kiedy polityk może osiągnąć rzeczywisty sukces polityczny tylko wtedy, gdy zapomina o splątanej sieci politycznych względów, analiz czy kalkulacji i zachowuje się po prostu jak człowiek przyzwoity. Zwykłe, ludzkie kryteria w zdehumanizowanym świecie politycznych manipulacji mogą podziałać jak piorun, który nagle jasnym blaskiem oświetla mroczną okolicę. A wtedy prawda staje się prawdą, rozum – rozumem, a honor – honorem.

Ten apel można dedykować nie tylko aparatczykowi komunistycznego rządu, ale właściwie dowolnemu politykowi podejmujące różne decyzje.

Kolejny materiał – 1975 (list otwarty do sekretarza generalnego KPCz Gustava Husáka). Kilka lat wcześniej, w 1968 na zebraniu Związku Literatów Polskich zwołanym po zdjęciu ze sceny Teatru Narodowego adaptacji “Dziadów” Stefan Kisielewski użył słynnego określenia “dyktatura Ciemniaków”. Reżim komunistyczny nie tylko w Polsce, ale w Czechosłowacji i pozostałych krajach leżących w strefie wpływów Związku Radzieckiego karmił się usłużnymi miernotami, wynoszonymi na znaczące stanowiska. Havel w liście do Dubceka pisze zdania, co do których nie jestem pewien, czy na pewno dotyczą wyłącznie sytuacji w Czechosłowacji w 1975 roku.

Wydaje się, że mało kiedy w ostatnich czasach system społeczny tak jawnie i bez żenady dawał okazję wybicia się ludziom gotowym w każdej chwili opowiedzieć się za czymkolwiek, co tylko może przynieść im jakąś korzyść; ludziom bez zasad i kręgosłupa, w dążeniu do władzy i zysków osobistych gotowym na wszystko; ludziom o duszach lokajskich, skorym zawsze płaszczyć się, ale też w każdej chwili poświęcić swoich bliźnich i własną cześć, byle tylko przypodobać się możnym tego świata. W takich okolicznościach nie jest przypadkiem, że tyle funkcji w życiu publicznym i w aparacie władzy właśnie dzisiaj sprawują znani karierowicze, oportuniści, hochsztaplerzy i osobnicy o nieczystym sumieniu.

Od czasu do czasu spotykam się z opiniami osób (również polityków) wspominających komunizm z pewną nostalgią. Dotyczy to kwestii gospodarczych. Część z nich narzeka na zniszczenie gospodarki i potencjału polskiego przemysłu, który był niewątpliwą potęgą, jakie nastąpiło po 1989 roku.. Pozwoliłem sobie kiedyś na polemikę w tej sprawie na blogi.bossa.pl (Tęsknota za gierkonomiką). Rozumiem tę nostalgię, też uczyłem się w szkole na lekcjach geografii statystyk, z których wynikało, że Polska jest liderem w produkcji ziemniaków, ciągników i jeszcze innych rzeczy. Nikt wówczas nie przejmował się jakością ani rachunkiem ekonomicznym. Przy kolejnej rozmowie ze zwolennikami silnej gospodarki w PRL-u, jakoby zniszczonej po 1989 roku będę musiał wyciągnąć i dać do przeczytania orędzie noworoczne, które wygłosił V. Havel w 1990 roku

Przez 40 lat z ust moich poprzedników słyszeliście w tym dniu to samo, choć w różnych wariantach: jak to nasz kraj rozkwita, ile wyprodukowaliśmy kolejnych milionów ton stali, jak bardzo jesteśmy szczęśliwi, jak wierzymy swym władzom i jak wspaniałe perspektywy przed nami się otwierają.

Sądzę, że wynieśliście mnie na ten urząd nie po to, abym i ja was okłamywał.

Nasz kraj nie rozkwita. Wielki duchowy i twórczy potencjał naszych narodów nie jest wykorzystywany w sposób sensowny. Różne gałęzie przemysłu produkują rzeczy zbędne, gdy tymczasem brak nam wielu potrzebnych artykułów. Państwo nazywające siebie państwem robotniczym wykorzystuje robotników i ich poniża. Nasza przestarzała gospodarka szafuje energią, której mamy tak mało. Kraj, który kiedyś mógł być dumny z poziomu wykształcenia swego społeczeństwa, wydaje obecnie na oświatę tak mało, że jest pod tym względem na 72. miejscu na świecie. Zniszczyliśmy sobie pola, rzeki i lasy odziedziczone po przodkach i mamy dziś najgorsze środowisko naturalne w Europie. Dorośli ludzie umierają u nas wcześniej niż w większości krajów europejskich.

To cenna rzecz, korzystać ze źródeł z tamtego okresu, a nie własnych przekonań niejednokrotnie zideologizowanych przekonaniami politycznymi.

Havel pisze lub przemawia o społeczeństwie obywatelskim, nie tak jakby to była połowa lat dziewięćdziesiątych, ale jakby uczestniczył w bieżącej dyskusji. To są dokładnie te same argumenty, o których nie powinniśmy zapominać. A jednak w jakiś sposób o nich zapomnieliśmy. Może dlatego, że

społeczeństwo to bardzo tajemniczy twór i nigdy nie należy wierzyć tylko w tę jego twarz, jaką w danej chwili nam ukazuje.

Ale już wtedy było dla niego oczywiste, że o ile można rozwiązać partię z dnia na dzień, jednym zapisem, to nie da się tego zrobić z odbudowaniem zasad funkcjonowania społeczeństwa. W duchu wolności i otwartości. To były ważne słowa kilkadziesiąt lat temu i jak pokazuje bieżąca historia, niemal stale trzeba o nich przypominać, bo co jakiś czas społeczeństwo pokazuje lub wybiera zupełnie inną twarz.

W 1990 roku w Oslo podczas konferencji „Przezwyciężanie konfliktów przez dialog i demokrację”, Havel wygłasza przemówienie Anatomia nienawiści. Blisko trzydzieści lat temu! To co wówczas powiedział przede wszystkim pokazuje, jak dobrym był obserwatorem rzeczywistości, a ponadto, że niestety natura ludzka jest niezmienna. Cechy części osób nie zmieniają się, bez względu na ustroje czy okoliczności.

Zostawię do refleksji nieco większy fragment, zachęcając do lektury całości.

Ludzie nienawidzący, przynajmniej ci, których poznałem, to ludzie cechujący się stałym, uporczywym i przesadnym poczuciem krzywdy. Ludzie ci chcieliby być powszechnie szanowani, poważani i kochani, lecz zamiast tego z bólem stwierdzają, że pozostali są dla nich rażąco niesprawiedliwi i niewdzięczni, ponieważ nie tylko ich nie szanują i nie uwielbiają, jak powinni, ale wręcz – a przynajmniej tak im się wydaje – ich lekceważą.

W podświadomości nienawidzących istnieje poczucie, że są oni jedynymi prawdziwymi posiadaczami całej prawdy, a więc jakimiś nadludźmi czy wręcz bogami, i że z tego tytułu zasługują na powszechne uznanie ze strony świata, na jego lojalność czy nawet ślepe posłuszeństwo. Chcą być pępkiem świata i są nieustannie sfrustrowani, rozdrażnieni, bo świat ich nie uznaje i nie przyjmuje, bo ich nie zauważa czy może nawet się z nich śmieje.

Są jak rozkapryszone czy źle wychowane dzieci, które sądzą, że matka jest na świecie tylko po to, żeby ich uwielbiać, więc mają jej za złe, że czasem zajmuje się też kimś czy czymś innym – rodzeństwem, mężem, książką albo jakąś pracą. Traktują to jako krzywdę, ranę, atak na siebie czy podważenie własnej wartości. Ładunek wewnętrzny, który mógłby być miłością, zmienia się w nienawiść skierowaną w stronę źródła rzekomego upokorzenia.

[…]

Człowiek nienawidzący nigdy nie jest w stanie dostrzec przyczyn swego niepowodzenia w sobie samym, w tym, że zdecydowanie przecenia własne możliwości. Jego zdaniem całą winę ponosi otaczający go świat. Ale jest to winowajca zbyt abstrakcyjny, niekonkretny i niezrozumiały. Musi więc ulec personifikacji, ponieważ nienawiść – jako bardzo konkretny stan duszy – potrzebuje też konkretnej ofiary. Dlatego człowiek nienawidzący wynajduje konkretnego winnego. Jest on naturalnie zastępczym winowajcą, właściwie przypadkowym, i dlatego łatwo zamienialnym. Zauważyłem, że dla nienawidzącego sama nienawiść jest ważniejsza niż jej obiekt, potrafi więc bardzo szybko zmieniać obiekty, choć jego stosunek do nich pozostaje niezmienny.

Siła bezsilnych i inne eseje, V. Havel

Siła bezsilnych i inne eseje, Václav Havel

Wyd.: Agora, 2011

Wybor tekstów: Andrzej S. Jagodziński

Tłum.: Leszek Engelking, Halina Korabius-Godlewska, Paulina Maria Godlewska, Tomasz Grabiński, Jacek Illg, Andrzej S. Jagodziński, Julia Juryś, Aleksander Kaczorowski, Sergiusz Kowalski, Jan Stachowski

 

Podziel się

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *